“Wszystko jest za bardzo” – o tym, kim bywa wysoce wrażliwa osoba (WWO,HSP)

Czytelniku drogi, wyobraźmy sobie zwykły dzień.

Środa, co u mnie, dość prozaicznie, łączy się zazwyczaj z kupowaniem wędzonej ryby.

Wchodzę do sklepu i natykam się na znajomego. Chwila niepewności, bo znamy się tylko trochę i dawno to było. Potem uśmiech, przywitanie. W ułamku sekundy wyczuwam z jego strony wahanie i chęć wycofania z kontaktu, niezręczność i dobór słów jak kwestii z jakiejś sztuki, jednocześnie wiem, że nie chodzi o mnie, bo on się czuje niezręcznie z sobą. Ale gdy już minie te parę sekund i po kiwnięciu sobie głową i wymienieniu standardowych formułek rozchodzimy się, ja żuję i trawię, żuję i trawię ciężar i poczucie winy, że ktoś przeze mnie poczuł się niezręcznie. I zastanawiam się, co innego mogłam powiedzieć i jak lepiej się zachować, by nie sprawić komuś przykrości, wręcz muszę odegrać taką scenkę w głowie ku nauce na przyszłość, przechodzą mnie dreszcze i potrzebuję paru minut, by wrócić do równowagi. Jednocześnie z głośników w sklepie bambierzą reklamy (co doprowadza mnie do szału, tym bardziej, że nawet słuchawki z opcją wyciszania hałasów nie pomagają), ktoś piszczy wózkiem w oddali, ludzie chcą przejść, bo ja blokuję drogę (a gdy przypadkiem zahaczą mnie łokciem, cała się wzdrygam, bo jest to za intensywny kontakt, kompletnie niechciany), wszystko pachnie, szalik drapie, ciepłota głowy pod czapką jest głośna jak uderzenie dzwonu, najgłośniejsze i tak są jednak myśli, analizy, uczucia.

Wszystko dzieje się w ciągu dwóch minut. Kupuję rybę (koniecznie uśmiechając się i wysyłając pozytywną energię ku pani sprzedającej, bo takie jest dla mnie ważne, żeby poczuła się dobrze, wręcz czuję WDZIĘCZNOŚĆ, że tę energię ode mnie weźmie) i wychodzę. Na zewnątrz jest słonecznie mimo jesiennej pory i to mnie zachwyca do takiego stopnia, że aż serce we mnie drga ze wzruszenia i myślę, że muszę się tym z kimś podzielić… ale w pobliżu ktoś właśnie nie pomógł starszej pani, która upuściła torbę i to mnie tak przygnębia, jakby świat miał się zaraz skończyć, próbuję odciąć się od tego, co może czuć starsza pani ale nie mogę i gniew mnie zalewa ZA NIĄ, mózg rozpoczyna analizę wszechobecnego znieczulenia, serce zastanawia się, jak z tym żyć, a duch kurczy się ze wstydu, że ja też nie podbiegłam pomóc podnieść tej torby (bo już sama sobie dziarska starsza pani poradziła). Dwie minuty. Ja jestem wyczerpana.

Tak potrafiły wyglądać dwie minuty mojego życia.

Muszę przyznać sama przed sobą, że teraz jest już lepiej, Czytelniku, o wiele lepiej, cały czas odbieram świat tak samo głęboko, ale… zmieniło się to, jak na tę swoją wrażliwość reaguję. Wyciszyłam się cała. Żyję spokojniej. Może trochę nudniej (bez takiej wiecznej karuzeli emocjonalnej w górę i w dół), ale przyjemniej.

Myślę, że zawsze będę uważać siebie za osobę czującą naprawdę głęboko, zawsze będę miała cechy z tą wrażliwością związane i tak naprawdę bardzo dobrze, bo nawet te, które są trudne (jak przewracanie się w łóżku do czwartej rano tocząc w głowie rozmowy, które nigdy się nie odbyły) w sumie lubię. A już głębokie czucie (przeżywanie filmów, książek, generalnie każdego dzieła sztuki, na dodatek odbieranie całym sercem wszystkiego, co piękne w kontakcie z drugą osobą, nawet najmniejszego pozytywnego drobiazgu) bardzo wzbogaca moje życie. Ale takie sceny, jak powyższa z taką intensywnością już mi się nie zdarzają, choć była to bardzo długa droga i (dla mnie) prowadziła przez mnóstwo pracy nad sobą, wzięcie odpowiedzialności za to, kim jestem i przez jedne, zasadnicze drzwi. O tych drzwiach też będziemy sobie rozmawiać.

Czytelniku drogi, Cicha Lawina przez cztery lata mówiła o wrażliwości. Pisałam dużo na temat Elaine Aron i jej teorii, na temat bycia Wysoce Wrażliwą Osobą (Highly Sensitive Person). Książka pod tym tytułem (przetłumaczona w szalenie irytujący dla mnie sposób jako “Wysoko Wrażliwa Osoba”, kiedy poprawna forma gramatyczna to “Wysoce”… i, proszę bardzo, na tym punkcie jestem może przesadnie wrażliwa 😉 ) była dla mnie jednym z punktów przełomowych w pracy nad sobą. Mogę ją polecić każdemu, kto we własnym przekonaniu czuje wszystko tak silnie, że jakoś komplikuje mu to życie. Ta praca własna jednak… dla mnie nigdy nie ma końca, bo sama w sobie jest przygodą. Piszę więc dalej, teraz jednak skoncentrujemy się w Cichej Lawinie na jednym rodzaju wrażliwości. Bo osób wrażliwych jest na świecie całe mnóstwo, ta cecha jest także, koniec końców, zaledwie częścią nas, stanowimy osobne, indywidualne jednostki z pięknym, bogatym, jedynym w swoim rodzaju wnętrzem.

Chcę jednak, Czytelniku Drogi, porozmawiać z Tobą o pewnym rodzaju wrażliwości i delikatności, które powodują sytuacje, jak opisana na początku tego artykułu. O tym, jak to jest, gdy czyjeś jedno słowo potrafi wstrząsnąć nami tak, jakby kończył się cały świat. Z drugiej strony zaś jeden drobny ludzki gest może nakarmić na całe miesiące, ciepły drobiazg zdawałoby się, obok którego ktoś inny przeszedłby obojętnie. Jak to jest, gdy ilość uczuć tak ciąży i ciągnie ku ziemi, że człowiek ma wrażenie, iż nigdy nie da rady podnieść się rano z łóżka i potrzebuje mówić o nich, mówić, mówić… ale jednocześnie nie mówi, bo też jakie ma prawo zalewać innych swoimi przeżyciami. Jak to jest, gdy czuje się emocje innych ludzi pod skórą tak silnie, jak swoje własne, często ma się wręcz problem z rozróżnieniem, co jest moje, a co nie jest. Czuje się ludzi pod skórą, odbiera się ich głęboko, jeśli ktoś się potknie, nas prawie wręcz boli własna stopa, tak głęboko sięga ta empatia. Jednocześnie cały świat musi być bez przerwy objęty czujnym spojrzeniem. Każdy bodziec dobiegający z zewnątrz musi zostać zanalizowany. Uwaga cały czas jest napięta i umysł ma jedno, najważniejsze zadanie. Upewniać się na każdym kroku, że jest bezpiecznie i przez to sam siebie uspokajać.

A ponieważ przy tym wszystkim jakoś trzeba żyć (i na dodatek starać się być szczęśliwym, bo ma się tę wieczną, głęboką samoświadomość, nie da się więc odpocząć od czucia siebie i upływającego czasu, roniącego krople życia dzień za dniem), człowiek bierze się w garść (choć czuje, że wszystko mu za chwilę może puścić), wychodzi rano z domu, jest gotów dać ludziom wszystko (bo gdzieś pod skórą czuje się zobowiązany, by dawać i naprawdę chce dawać, nic go tak nie cieszy, jak to, gdy ktoś bierze, choć jednocześnie bardzo często… po prostu czuje się kimś gorszym od tych wszystkich, którzy od niego biorą) i całe życie czeka na ten moment, aż inni zauważą, ile dostają i zaczną dawać mu również. Gotowość do poświęceń jest stałym elementem życia. Głębokie odczuwanie wszystkiego i doświadczanie silnej więzi ze światem jest obecne na każdym kroku. Jednocześnie człowiek niezmiennie dziwi się, że reszta świata nie czuje tak głęboko, jak on, często odbiera więc otoczenie jako zimne, szare i przygnębiające. Jako otoczenie, któremu na nim nie zależy, bo nie czuje owego nieprzeciętnie wrażliwego człowieka tak głęboko, jak on odbiera je.

Mogłabym, Czytelniku Drogi, długo jeszcze o tym pisać, ale na razie pozostańmy przy takim niedługim opisie. Jeśli podczas czytania tych słów w którymś momencie pokiwałeś/łaś głową, że dokładnie tak masz… wierz mi, nie jesteś osamotniony/na. Jeśli jednak pomyślałeś, że kompletnie się z tym nie identyfikujesz, na spokojnie odłóż tego bloga i poszukaj w innym miejscu drogi podobnej to Twojej. Wysoka Wrażliwość z pewnością istnieje jako cecha, nie każdy jednak, kto uzna siebie samego za osobę wrażliwą musi od razu identyfikować się z Wysoką Wrażliwością. Co więcej, typów delikatności jest bardzo wiele, więc duża część osób Highly Sensitive nie musi czuć, że powyższy opis jest dla nich. Nawet zaś osoby, które jakoś zidentyfikują się z takimi cechami, o których mówię, absolutnie nie muszą odbierać tego jako trudność. Jesteśmy indywidualnymi ludźmi, mamy prawo być sobą. Dopóki nie wyrządzamy krzywdy innym, kto nam może zabronić?

Jeśli jednak, Czytelniku, czujesz podobnie do mnie, jeśli odbierasz świat w tak głęboki sposób i ta wrażliwość potrzebuje jednak jakiegoś wsparcia, zostań w Cichej Lawinie. Jeśli jest Ci ciężko, może też sięgnij do wsparcia profesjonalnego terapeuty? Ja zaczynałam swoją pracę nad sobą od tego właśnie. Ze swojej strony postaram się Cię wesprzeć w dalszych wpisach tak, jak potrafię sięgając do do własnych doświadczeń, do wykształcenia psychologicznego (choć od razu zaznaczam, że moje pisanie to po prostu własne przemyślenia, a nie artykuły psychologiczne) i do wiedzy wyniesionej z kontaktów z innymi wrażliwymi ludźmi. A tymczasem, Czytelniku drogi, możesz dać mi coś bardzo cennego 🙂 Odezwij się, daj znać w komentarzu, jak u Ciebie wygląda ta wysoka wrażliwość? Czy przypomina taki obraz, jaki odmalowałam tutaj? A może przedstawia się zupełnie inaczej? Co chciałbyś zmienić, by było Ci trochę lżej? A co w tej wrażliwości jest piękne? Każde słowo to dla mnie sygnał, że moje pisanie jest gdzieś tam, w świecie słyszane i może trochę pomaga 🙂

Przede wszystkim jednak, bądź, proszę, tak szczęśliwy/a jak tylko potrafisz i, na tyle, na ile dasz radę… znajdź dla siebie i dla tej swojej wrażliwości wyrozumiałość 🙂

6 thoughts on ““Wszystko jest za bardzo” – o tym, kim bywa wysoce wrażliwa osoba (WWO,HSP)

  1. Odmalowałaś to tak dokładnie i ze wszystkimi szczegółam, że czuję zapach wędzonej rybu i swędzi mnie przegrzana pod czapką głowa.
    Kiedyś było znacznie trudniej. Teraz znajduję dla siebie odrobinę wyrozumiałości. Pozdrawiam serdecznie!

    1. Jakie piękne słowa 🙂 No właśnie, to intensywne odczuwanie to jest wysoka wrażliwość w całej krasie 🙂 Miło Cię czytać, Karolina, cieszę się z tej wyrozumiałości, też u siebie szukam. Pozdrawiam bardzo! 🙂

    1. Hej Moniko,
      No właśnie ja też tak mam, że inni najpierw, ja potem. Gdybym jeszcze rozumiała, skąd mi się to wzięło… pomyślę. A tymczasem pozdrawiam!

  2. Bardzo się w tym opisie odnajduję, wspaniale to napisałaś. Mnie jest trudno o tym mówić, nawet myśleć, nazywać, ale na pewno czuję.. 🙂

Leave a Reply