“Uśmierzając ból” – o wrażliwości i traumie.

Witajcie po przerwie…

Wiem, że ten blog pozostawał bez nowych wpisów od jakiegoś czasu, tak dużo się we mnie działo, że nie mogłabym za tym nadążyć, nie myśląc już nawet o tym, by być w stanie stworzyć cokolwiek sensownego, co mogłoby pomóc komuś innemu.

Wychodzenie z traumy, okazało się w moim przypadku zaskakującym i dziwnym procesem. Nawet już po wydostaniu się spod gruzu.

Ale teraz chyba jestem gotowa zacząć znów pisać… choć nadal wszystko zmienia się we mnie, oderwanie od traumy niejako… oderwało mnie od ziemi.

Ale Czytelniku, Czytelniczko…

Muszę Ci coś powiedzieć.

Okazuje się, że wiele bólów można uśmierzyć. Nagromadzone w nas emocje, trudne i czarne, duszące jak miałki pył… gdy się nimi zajmiemy w końcu się wyczerpują. Kończą się.

Jestem zmęczona, nie wiem, jak odnajdę się w świecie BEZ czucia tych wszystkich bólów i udręczeń (w sensie tych z przeszłości), naprawdę mnie to przeraża… ale moja trauma (jestem osobą która ma za sobą wieloletnią historię traumy)… skończyła się.

W przeciągu pół roku!!! Po 15 latach pracy nad sobą, gdy w końcu nadałam swojemu problemowi nazwę TRAUMA… z pomocą książek i psychologa praca zajęła mi tylko pół roku. Nie mogę w to uwierzyć.

Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, okazało się, że wiele szargań i szamotań, które będąc osobą HSP (Osobą Wysoce Wrażliwą) przeżywałam każdego, dnia można uspokoić. Ułagodzić. Niejako… ułożyć do snu.

Można trochę odpocząć.

Nie znam, oczywiście sytuacji żadnego z Was i absolutnie nie próbuję tutaj generalizować. Chciałabym jednak podzielić się z Wami obecnymi doświadczeniami mojego życia. I tym, jak zmieniło się moje postrzeganie świata odkąd udało mi się wydostać spod rumowiska ogromnej traumy. I zadumać się przez chwilę nad tym, jaki może mieć ona związek z wrażliwością.

O tym, że jestem HSP dowiedziałam się parę lat temu, było to dla mnie wspaniałe odkrycie zmieniające wszystko. Nareszcie ktoś rozumiał, dlaczego nie mogę zasnąć czując najlżejszy powiew na policzku, dlaczego nie potrafię zignorować nawet brzdękającej w tle muzyki i dlaczego wszyscy, od zawsze, od zawsze, od zawsze mówią mi: “Magda, za bardzo się przejmujesz”.

Wiedza na temat Wysokiej Wrażliwości zmieniła moje życie. (Jeśli trafiasz tutaj, Czytelniku, po raz pierwszy i zastanawiasz się, o czym mowa, zapraszam do wcześniejszych wpisów. Jeśli masz taką myśl, że może cechować Cię Wysoka Wrażliwość, proponuję zacząć TUTAJ.)

Ale, patrząc z perspektywy czasu, widzę, że inna informacja okazała się na równi, albo może jeszcze bardziej istotna. Uświadomienie sobie, że gdzieś w mojej historii leży ogromna trauma. Jak śpiący smok, niby nie niepokojący mojego obecnego życia, a jednak wydmuchujący przez nozdrza w śnie tak tłuste, czarne opary, że przesłaniały mi wszystko. Zalewały cały mój świat.

Ok, może nie tyle “uświadomienie sobie”, bo że coś złego się w mojej przeszłości wydarzyło wiedziałam od zawsze. Może raczej… zaakceptowanie, że to rzeczywiście było możliwe. I że decyduje o tym, jak odbieram świat i swoje własne życie po dziś dzień. I nadanie temu czemuś nazwy.

Czytelniku, chciałabym zaznaczyć jasno i dobitnie, że uważam się za osobę Wysoce Wrażliwą i jestem przekonana, że Wysoka Wrażliwość istnieje, jest cechą osobową związaną z układem nerwowym i istniejącą od urodzenia. Jestem i zawsze będę HSP.

Muszę jednak przyznać przed samą sobą, jako psycholog i jako człowiek będący HSP… mam obecnie przekonanie że w przypadku mojej własnej osoby… pomyliłam się. Pomyliłam się w definicji, CZYM tak dokładnie jest wysoka wrażliwość.

Obecnie mogę pójść do kawiarni w której jest bardzo głośno. Przebywanie tam nie jest super przyjemne, bo zawsze słyszę, CO akurat grają w rozkręconym radiu. Ale… nie jest to dla mnie zagrażające. Mój umysł jest w stanie wytrzymać takie rozbicie uwagi i nie wymęczyć się po pół godzinie.

Obecnie mogę bez problemu spotkać się z mężczyzną i przebywać z nim przez kilka godzin NIE CZUJĄC się w żaden sposób zagrożona. Jakiś czas temu napisałam wpis na blogu o tym, że przebywanie w towarzystwie mężczyzny wiąże się dla mnie z taką ilością bodźców, że jest to wręcz gwałcące. Obecnie już kompletnie tego nie doświadczam. Jest to przyjemne (lub nie, w zależności od mężczyzny 😉  ) ale nie jest zagrażające.

Generalnie tak, jak było wcześniej – dostrzegam w kontakcie bardzo dużo ale… niejako NIE wpada to we mnie bez kontroli. Mam jakąś barierę oddzielającą mnie od świata. Duże grupy są bardzo męczące ale nie są zagrażające.

Mam mniejsze problemy ze snem.

Nie gubię się w relacjach tak szybko, jak wcześniej (gdy trudno mi było rozróżnić, CO ktoś chce mi pokazać, a CO wolałby ukryć), lepiej rozumiem potrzebę tworzenia na zewnątrz wizerunku i reaguję na to, jak druga osoba chce być widziana. Fakt, że widzę czyjeś intencje, a dana osoba pokazuje mi się jako zupełnie inna już nie jest zagrażający. Niejako… rozumiem to. Po raz pierwszy w życiu dostrzegam ogromną potrzebę wszystkich dookoła mnie, by być lubianym. Po raz pierwszy w życiu mogę czasem to sobie odpuścić… MOGĘ CZASEM CZYMŚ SIĘ NIE PRZEJĄĆ Z WYBORU.

Bardzo przeżywam czyjś ból. Zawsze tak było. Ale zawsze niejako brałam go na siebie, czułam w głębi jak własny, niosłam jak ciężar. Teraz gdy słyszę czyjąś bolesną historię chyba po raz pierwszy w życiu doświadczam… prawdziwego współczucia. I smutku, że nie mogę pomóc. Że właśnie nie mogę go wziąć na siebie. Doświadczam bezradności, że czasem mogę tylko wysłuchać i zasmucić się, że komuś dzieje się źle. Ale jednocześnie, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, widzę, że inni potrzebują tego bardziej, niż mojego brania bólu.

Nadal płaczę przy kontakcie ze sztuką, nadal odczuwam głęboką wdzięczność gdy dotykam czegoś dobrego w drugim człowieku.

Świat… nie jest przemocowy. A ja po raz pierwszy w życiu budzę się bez bólu. Psychicznego i fizycznego (miałam chroniczne bóle w prawym ramieniu).

Odczuwam silnie wszystkie doznania zmysłowe ale… jakby to, Czytelniku, powiedzieć… mój umysł nie “podrywa się” przy każdym, bo musi przeanalizować go do końca i upewnić się, że nie jest to źródło zagrożenia. Odbieram świat równie bogato i intensywnie ale mój umysł jest niejako mocniejszy i sprawniejszy w radzeniu sobie z tym.

Przede mną jeszcze długa droga, wiem o tym doskonale. Nadal pracuję nad pewnymi “echami” traumy które budzą się we mnie i innymi jej skutkami. Jest też jeden, najtrudniejszy… straszny skutek przepracowania traumy. Skutek, którego nie mogę przełknąć. Jest coś, czego nie mogę przeboleć.

Obecnie czuję się pogubiona i wszystko jest dziwne.

Ale postanowiłam napisać ten tekst… bo myślę, że pomyliłam się w swojej definicji Wysokiej Wrażliwości. Myślę, że pewne rzeczy przyjmowałam jako oczywiste skutki wrażliwości i wyrządziło mi to ogromną szkodę. Bo uznawałam je po prostu za swoje cechy, za które muszę wziąć odpowiedzialność, uznawałam, że są niejako moją “winą”. Teraz rozumiem, że wiele rzeczy sprawiało mi ból NIE dlatego, że byłam na dane bodźce wrażliwsza niż inni, a dlatego, że mam za sobą historię przemocy. A TO nie było moją winą. I TO można zmienić.

Myślę, że za mało mówi się o wysokiej wrażliwości i traumie. Oczywiście, nie każda osoba HSP ma za sobą historię traumy, nie każda osoba straumatyzowana jest HSP.  Po prostu w przypadku mojej osoby te dwie rzeczy się połączyły, ale coś mi mówi, że nie jestem jedyna…

To są moje wstępne rozważania, niepokoją mnie bardzo. Ale myślę, że zastanowię się nad tym głębiej. Że jest to ważne. I fakt, że część tego, co sprawiało mi trudność w życiu udało mi się zmniejszyć lub zlikwidować przez przepracowanie traumy jest dla mnie ogromną nadzieją na moją przyszłość.

Czytelniku… to tylko świeże myśli, nadal toczą się we mnie najróżniejsze procesy… proszę, pomóż mi. Co o tym wszystkim myślisz? Pozdrawiam serdecznie, Magda.

 

6 thoughts on ““Uśmierzając ból” – o wrażliwości i traumie.

    1. Hej Justyno,
      Bardzo proszę 🙂 Jeśli dojdziesz do jakichś wniosków, daj proszę znać, kto wie? Może zainspirujesz mnie do przemyśleń na mój własny temat? Pozdrawiam serdecznie! Powodzenia w myśleniu!

  1. Trafiłam tu przez zupełny przypadek, szukając informacji o INFJ i HSP, chociaż może powinnam napisać, że to jest właśnie przeznaczenie? Jestem w bardzo podobnym, zaryzykuję – chyba identycznym momencie życia. Czuję się jak nigdy wcześniej, odczuwam świat inaczej, nareszcie zaczynam rozumieć, choć każdy dzień to nowe odkrycia. Czuję, że lektura nowych i archiwalnych wpisów bardzo mi pomoże w przepracowaniu traumy… będę tu częstym gościem 🙂

    1. Cieszę się bardzo, że tu trafiłaś, też bardzo, bardzo pomaga mi usłyszeć, że ktoś jest w podobnym momencie, co ja. Katarzyno, jeśli miałabyś ochotę, skrobnij parę słów, jak to u Ciebie wygląda, chętnie wymienię doświadczenia 😉 Bardzo się cieszę, że te artykuły trochę Ci pomogą, to dla mnie szalenie cenny prezent. Pozdrawiam!

      1. Bardzo chętnie napiszę 🙂 Daj mi proszę kilka dni, nie chcę pisać w biegu, potrzebuję do tego chwili spokoju od pracy 🙂

Leave a Reply