“Ty się mną w ogóle nie przejmujesz!” – o dwóch różnych rodzajach wrażliwości

Ostatnio problemy zdrowotne przyciągnęły mnie trochę do ziemi i kazały zwolnić. Zatrzymać się. Rozejrzeć uważnie dookoła i zastanowić nad różnymi sprawami. Zaczęłam więc, swoim zwyczajem, rozmyślać o tym i owym i w pewnym momencie zadumałam się nad wrażliwością… nie jest to oczywiście nic niezwykłego, dla osób określających się dumnie jako HSP, Osoby Wysoce Wrażliwe lub Osoby Czujące Głębiej. Tym razem jednak moje myśli pobiegły nie w kierunku mojej wrażliwości, ciągnącej najmniejsze doświadczenie głęboko w emocjonalne trzewia i tam roztrząsającej je w jękach i skowytach… ale w kierunku wrażliwości mojego otoczenia – nieco innej, może… nie tak wysokiej… ale przecież też wrażliwości.

Temat niby oklepany, każdy, kto zetknął się z teorią Elaine Aron słowo “wrażliwość” ma wdrukowane w głębi czaszki, jak żadne inne. Zadumałam się jednak nad tą kwestią z innej perspektywy.

Zaczęło się od moich problemów zdrowotnych, które spotkały się, nie powiem, ze wsparciem krewnych i znajomych, nie takim jednak, jakiego potrzebowałam i jakiego też się spodziewałam. Po raz pierwszy w życiu mam poważniejsze problemy ze zdrowiem, takie, które wzbudzają mój ogromny niepokój… i wiem, że gdyby ktoś z moich przyjaciół doświadczał tego, czego ja doświadczam teraz, martwiłabym się szalenie. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie dopytywać, jak wyszły wyniki badań, jak się ta osoba czuje, jak sobie radzi, nie potrafiłabym nie współdzielić jej niepokoju, lęku, nie roztrząsać razem z nią wszystkiego. Jako HSP analizuję swoje zdrowie w najmniejszych drobiazgach i mówienie mi: “Nie martw się na zapas” jest oczywiście kompletnie bezcelowe, nie wyobrażam sobie, że mogłabym komuś innemu kazać zdystansować się do swojego zdrowia.

Inny przykład – mam w swoim życiu znajomość, którą cenię szczególnie, z człowiekiem wyjątkowym, niezwykle bogatym wewnętrznie. Łączy nas wyłącznie przyjaźń, ale gdy nie widzę go dwa czy trzy tygodnie, szalenie za nim tęsknię, potrafię posadzić go w mieszkaniu naprzeciwko siebie (to znaczy jego wyobrażenie) i mówić do tegoż wyobrażonego obrazu przez godzinę. Jest mi szalenie trudno uwierzyć, że ktoś może tak głęboko nie przeżywać nie widzenia kogoś przez trzy tygodnie, że może to dla niego być naturalne i absolutnie nie wpływać na relację, że można się przez taki okres… nie stęsknić.

Jeszcze jeden przykład – kiedyś, kiedyś mój profesor uniwersytecki rzucił pod moim adresem jakąś uwagę, którą odebrałam jako atakującą. Przez tydzień gryzłam się tym, nie spałam po nocach próbując przeanalizować wszystkie swoje wypowiedzi i doszukać się tej jednej, którą jakoś go obraziłam i sprowokowałam ów atak. Próbując zrozumieć, czemu ów profesor mnie nie lubi. Kiedy w ciągu siedmiu dni nic nie wydumałam, poszłam po prostu do niego i zapytałam, co takiego zrobiłam, by zasłużyć sobie na ów niefajny komentarz… Czytelniku drogi, mina mojego profesora zasługiwała na uwiecznienie, takiego szoku i ogłupienia nie widziałam nigdy na niczyjej twarzy. Oczywiście nie wiedział on kompletnie, o co mi chodzi. Przypuszczam, że nie pamiętał nawet, kim jestem.

Zbierając więc do kupy takie trzy przykłady – uświadamiam sobie, że bardzo często po prostu NIE ROZUMIEM ludzi wokół siebie. Świat wydaje mi się zimny, obojętny i oczywiście pierwszym pytaniem, jakie sobie zadaję jest CO JEST ZE MNĄ NIE TAK, że ludzie nie czują do mnie tak głęboko, jak ja do nich… Rozkładam wtedy tylko ręce, na mojej twarzy z pewnością pojawia się wyraz ogłupienia który mógłby konkurować z twarzą mojego profesora… bo po prostu nic nie rozumiem.

Ostatnio, gdy znalazłam w sobie więcej wyrozumiałości do mojego otoczenia, uświadomiłam sobie, że niejako mierzę innych swoją miarą. Nie ma w tym nic dziwnego ani, tak naprawdę, nic złego. Wszyscy, starając się zrozumieć zachowanie innych osób, odnosimy je do samego siebie.

Co jednak – zapytałam siebie łagodnie, głaszcząc się czule we własnej głowie po głowie – co jednak, jeśli w przypadku wrażliwości nie bardzo mam prawo mierzyć innych swoją miarą? Co jeśli moi przyjaciele tak naprawdę przejmują się moim zdrowiem, tylko robią to… nieco płycej (nie znajduję innego określenia, w żadnym razie nie idzie za nim jednak z mojej strony ocena)? Co jeśli chcą mnie wesprzeć, tylko nie przyjdzie im do głowy, że można tak się przejmować, jak ja? Ich wrażliwość może po prostu wygląda inaczej, może dla mojej przyjaciółki napisanie po dwóch tygodniach milczenia (które ja spędziłam nie śpiąc i martwiąc się o badania) jednego smsa to jest właśnie ten poziom wsparcia, którego sama by potrzebowała?

A jeśli pomyślę, że mój znajomy lubi mnie i chce budować ze mną przyjaźń, ale po prostu nie potrzebuje częstych spotkań czy utrzymywania kontaktu, bo jego lubienie płynie z nieco innego źródła (znów brak mi lepszego określenia) wcale nie jest jednak mniej “lubieniowe” niż moje, tylko po prostu inne? Może to, co ja odbieram jako chęć do zakończenia znajomości (np. milczenie i brak kontaktu przez dłuższy czas) dla niego jest naturalnym elementem budowania relacji?

No i wreszcie – co jeśli ludzie mówią mi różne rzeczy które są dla mnie nieprzyjemne a potem zachowują się tak, jakby nie wiedzieli, o co mi chodzi – co, jeśli to nie jest tak, że po prostu DO MNIE nic nie czują i dlatego zwisa im, że mnie ranią? Moją pierwszą myślą jest zawsze, że ja ich nie obchodzę… ale co jeśli ze swoją wrażliwością nie pomyśleliby, że może mnie to zranić?

Czytelniku drogi, piszę o tym ABSOLUTNIE NIE PO TO, by sugerować, że moja wrażliwość jest za wysoka albo kogoś innego za niska. Nigdy nie stwierdzę, że “powinnam się zmienić” albo “nie przejmować”. Bardzo lubię swój umysł i nie zamieniłabym go na żaden inny. Uważam też, że mam prawo być rozumiana taka, jaka jestem, a moje potrzeby płynące z wrażliwości mają prawo być zaspokajane. Kwestia polega, oczywiście, na znalezieniu takiego otoczenia, które mnie zrozumie.

Przez długi czas myślałam jednak, że żyję w bardzo zimnym, obojętnym świecie, w którym nikogo za bardzo nie obchodzę. Nagle dotarło do mnie jednak, że OBCHODZĘ… tylko inaczej. Obchodzę w sposób, który nie do końca rozumiem (np. mój starszy brat próbuje mnie wesprzeć tłumacząc, że nie do końca dobry wynik badania nie musi jeszcze nic oznaczać i nie powinnam się tak przejmować… oczywiście JA – NIE PRZEJMOWAĆ SIĘ, gdy to słyszę mam ochotę prychnąć śmiechem, bo ja i tak przeanalizuję najczarniejsze scenariusze, teraz jednak rozumiem, że mój brat na swój sposób próbuje mi pomóc, a więc mu zależy).

Przez długi czas czułam się bardzo osamotniona, otoczona znieczulicą, lodowatym, płytkim traktowaniem innych, obojętnością na moje uczucia. Oczywiście świat często potrafi taki być, moje problemy zdrowotne zmusiły mnie jednak do zatrzymania się, rozejrzenia uważniej… i zauważenia wielu rzeczy, które chociaż KOMPLETNIE mnie nie wspierają (jak mówienie: “Wszystko będzie dobrze”, jak zapytanie po dwóch tygodniach, jak tam się czuję ze złymi wynikami badań, jak napisanie smsa: “Znajdź w sobie trochę optymizmu!”) płyną jednak z CHĘCI WSPARCIA. A więc są jakimś dowodem, że inni mają do mnie dużo pozytywnych uczuć… tylko kompletnie innych niż moje. Często mam wrażenie, że wręcz płynących z innego źródła. Oczywiście bywa, że komentarz: “Wszystko będzie dobrze” jest rzeczywiście wyrazem obojętności i lekceważenia, często jednak ludzie naprawdę się martwią… i po prostu nie wiedzą, co powiedzieć.

Czytelniku, postanowiłam pozwolić mojemu otoczeniu być sobą, postanowiłam zbierać takie rzeczy, które mi KOMPLETNIE NIE pomagają ale są wyrazem troski i interpretować je jako takie. Świat rzeczywiście wydaje mi się trochę przyjaźniejszym miejscem. Zdecydowałam się też pozwolić osobom, które są dla mnie ważne spotykać się ze mną z taką częstotliwością, która będzie gdzieś tam dobra dla nas obydwu mając w pamięci, że rzadsze widzenie się z kimś niekoniecznie oznacza, że ktoś mnie mniej lubi.

Oczywiście otwartą jeszcze pozostaje najważniejsza kwestia – to znaczy nauczenie się WYRAŻANIA SWOICH POTRZEB WPROST. Tak, żeby moje otoczenie mogło je zrozumieć i dać mi to, czego potrzebuję. Oczywiście jest to sprawa baaaardzo skomplikowana i nader często wymaga… zmiany otoczenia. I siły wewnętrznej. I odwagi 🙂 Ta przygoda nadal jest przede mną.

Życzę jednak gorąco, Czytelniku drogi, i sobie i Tobie, żeby udało nam się zbudować wokół siebie świat, który będzie nas wspierał i pomagał nam tak, jak tego potrzebujemy. Do tego czasu jednak, pamiętaj, że nie jesteś osamotniony w swoim odczuwaniu wszystkiego, ja jestem tam również 😉

A jeśli ten wpis choć troszeczkę Cię wsparł i pomógł, bardzo proszę, daj mi znać w komentarzu. To jest coś, co mnie, jako twórczynię tego tekstu, bardzo, bardzo wesprze dokładnie tak, jak tego potrzebuję 🙂 🙂 🙂

10 thoughts on ““Ty się mną w ogóle nie przejmujesz!” – o dwóch różnych rodzajach wrażliwości

  1. Moje odczuwanie też jest głębokie.. Takie mam przynajmniej wrażenie. Podpisuje się pod tekstem wszystkimi konczynami i przesyłam pozdrowienia. Ja od początku tego roku również mam okropne problemy nie tylko zdrowotne ale żeby o wszystkim napisać potrzebowalabym dwóch godzin jeśli nie więcej. Chcę jednak dodać że wcześniej, kiedy moje problemy były bardziej prozaiczne też miałam wrażenie że świat składa się wyłącznie z osób nieczulych i bezwzględnych. Otoczenie jednak ma ogromne znaczenie 🙂

    1. Hej Ewo,
      Dzięki ogromne za napisanie, tak, rozumiem doskonale, co masz na myśli. Ja też często po prostu nie mogłam pojąć, że MOŻNA się czymś nie przejmować, świat wydawał mi się bardzo… obojętny. Teraz patrzę na to trochę inaczej, chociaż nadal nie jest to łatwe, także wiem, co czujesz. Otoczenie ma znaczenie, zastanawiam się obecnie nad tym, na ile da się na nie wpłynąć, a na ile trzeba je… zmienić. Jeszcze nie wiem. Myślę 🙂 Przesyłam życzenia zdrowia, nam obydwu 🙂

    1. Hej,
      Dzięki za napisanie, to zawsze mi trochę pomaga, gdy wiem, że ktoś jeszcze czuje i odbiera świat podobnie. Nie wiem, czy ja tak do końca się z tym godzę, bo przecież mam prawo do swoich potrzeb płynących z wrażliwości, do wsparcia mnie w taki sposób, w jaki potrzebuję… myślę, że na razie po prostu staram się zrozumieć świat dookoła mnie. Może kiedyś uda mi się pogodzić z nim w pełni? Nie wiem, zobaczymy 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  2. Mam podobnie ale mam małą zagwozdkę postawiam się w miejsce tych osób i napiszę do Ciebie ” Wszystko będzie dobrze ” i nic więcej a sam będę przeżywał w swoim świecie to jak Tobie jest ciężko i rozmyślał nad tym. Czasami mi się wydaje, że sami też byśmy do końca nie wiedzieli jak w takich sytuacjach zareagować dla drugiej osoby w właściwy dla niej i przekonujący sposób. Bardzo dobrze że masz takich ludzi wokół siebie. Świat jest zły ludzie są gorsi ale zawsze znajdzie się garstka tych na których można liczyć. Trzymam za Ciebie kciuki.

    1. Hej Łukaszu,
      Bardzo dziękuję 🙂 I myślę, że masz rację, czasem ludzie powiedzą: “Trzymaj się, myśl pozytywnie”, a tak naprawdę sami szalenie przeżywają daną sytuację… Przez długi czas ciężko mi było to zrozumieć, dopiero ostatnio spojrzałam na świat “okiem bardziej wyrozumiałym”. To jest w sumie strasznie trudna sprawa – wyrażać jasno własne uczucia. Często najzwyczajniej w świecie nie wie się, co powiedzieć. Wiem to po sobie. Dzięki za napisanie i wsparcie, pozdrawiam serdecznie!

  3. ” określających się dumnie jako HSP, Osoby Wysoce Wrażliwe lub Osoby Czujące Głębiej ” . Sadzisz że jest to powód do dumy ? 😉

    1. Ależ jak najbardziej 🙂
      Myślę, że różne nasze cechy, które czynią nas wyjątkowymi, mogą stanowić powód do dumy… albo do dobicia się. Tak naprawdę sami możemy wybrać, jak chcemy na nie patrzeć 🙂 Ja… nie zamieniłabym swojego umysłu na inny, chociaż z całą pewnością mój do końca “normalny” nie jest 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  4. Ostatnim czasem często czułem się zmęczony, bardzie w sumie wydrenowany niż zmęczony i miałem wrażenie, że wszystko mnie drażni i wkurza, a że radio gra, a że ktoś narzeka, a że ludzie w towarzystwie narzekają, czułem jak bardzo mnie to drażni, widziałem cudze wady i błędy, skupiałem się na nich tak mocno, że aż poczułem się okropnie zmęczony… i zorientowałem się że moja postawa wzg. życia i innych mnie drenuje. Poświęcałem w swojej głowie od groma czasu i energii skupiając się na cudzych błędach, tak dużo że zaczynało mi brakować miejsca na refleksję, czy to czasem ja swoją postawą nie robię sobie większej krzywdy niż ludzie mi. Zorientowałem się, że tak, sam rozdmuchiwałem swój problem, aż mnie obciążał niczym tonowy ciężar 😛

    Zorientowałem się właśnie również, z pewnej mojej niefajnej tendencji. Otóż jak poznaję kogoś nowego, kto zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, tak mocno się zaczynam angażować w relację, że jestem gotów bardzo mocno się otwierać, wręcz zauważyłem, że za mocno, za bardzo, za szybko… Tak bardzo szukam bliskości z ludźmi, że chciałbym przyspieszać, zapominając że druga osoba może poczuć się przytłoczona przeze mnie, brakuje mi tej cierpliwości, a nie chcę przytłaczać innych… de facto sam nie czułbym się dobrze w takiej sytuacji. Dzięki za te refleksje, bo czuję, że jest to dla mnie coś ważnego.

    1. Tak, ta tendencja do szybkiego angażowania się i “otwierania” to chyba typowa cecha HSP. Też tak mam i również staram się nad tym pracować, bo zauważyłam, że rzeczywiście ludzie potrafią poczuć się przytłoczeni. Chyba pomogło mi uświadomienie sobie, że to po prostu moje emocje. Na co dzień jestem w pełni skupiona na cudzych, one mają pierwszeństwo w moim ciele, na swoje własne nie bardzo mi starcza przestrzeni. Więc kiedy spotkam kogoś, kto daje mi tę przestrzeń, jest w stanie mnie zrozumieć, te emocje, tak długo trzymane w ryzach, wybuchają. Dobra strona tego jest taka, że ten emocjonalny wulkan nie trwa wiecznie, raz wylane emocje po jakimś czasie uspokajają się 🙂 Pozdrawiam!

Leave a Reply