“Pomogłam? Pomogłam!” – o wrażliwości i pracy nauczycielki/la

Czytelniku, muszę przyznać, że kiedy słyszę słowo “nauczycielka”, na wspomnienie czasów szkolnych po dziś dzień czuję dreszcze. I to wcale nie te przyjemnego rodzaju. Nigdy nie sądziłam, że na prawie dziesięć lat zwiążę się z pracą polegającą na dawaniu wiedzy, tym bardziej, że moje pierwotne i najbliższe sercu wykształcenie jest psychologiczne i zawsze myślałam, że będę po prostu… psychologiem (choć wolałabym słowo “psychologą”). Sytuacja, która miała być przejściowa i wynikła tak naprawdę przypadkiem, przemieniła się w dekadę naprawdę dziwnej i czasami w naszym kraju makabrycznej przygody oraz idącego w zaskakujących kierunkach rozwoju. Takie to są skutki, gdy zostanie się nauczycielką. Najpierw uczyłam dzieci, a potem młodzieży i w końcu na kilka lat – osób dorosłych.

Teraz zaś, na pewien czas przynajmniej, to zajęcie dobiegło dla mnie końca. Mam wiele planów, nie wiem jednak jeszcze do końca, jaką pracą zajmę się następnie.

Ale przy okazji tak usiadłam i zaczęłam się zastanawiać, JAK ROZPOZNAĆ, że jest się nauczycielem Wysoce Wrażliwym (odnosimy się tutaj do teorii stworzonej przez Elaine Aron, mówiąc o osobach które cechuje nieprzeciętna wrażliwość będziemy używać skrótów HSP, WWO). Z tego, co czytałam praca nauczyciela zdaje się też przyciągać osoby INFJ,INFP (tu z kolei sięgamy do konkretnych typów z inwentarza osobowości MBTI, który osobiście bardzo polecam). W prywatnych szkołach można człowieka nazwać “trenerem językowym”, “opiekunem przedmiotu”, “doradcą w danym temacie”, “specjalistą od czegoś tam”, “wykładowcą”, “coachem” itp… W tych określeniach nie ma, oczywiście, nic złego. Pozwalam sobie wrzucić je tutaj do jednego wora ponieważ wszystkie dotyczą osób, które zdecydowały się związać swoje zawodowe życie z dzieleniem się swoją wiedzą i dużo z tych określeń jest próbą ucieczki od owego, niezbyt cenionego w naszym kraju słowa: “nauczycielka”, co doskonale rozumiem. (Czasem te określenia są, powiedzmy sobie szczerze, chwytem marketingowym, ten wpis i blog nie dotyczy jednak tematu reklamowej manipulacji, całe zagadnienie budowania wizerunku “life coacha” albo “mentora” w celu wyłącznie narcystyczno – zarobkowym zostawiamy więc na boku).

Dlaczego jednak tak często zawód związany z “występami” przed szerokim gronem publiczności, z byciem “na świeczniku”, z odpowiedzialnością za czyjś rozwój (np. dziecka), z koniecznością włożenia jakichś informacji w sposób jasny i prosty, przyciąga (często, choć oczywiście nie zawsze) osoby introwertywne, osoby o bardzo dużej wrażliwości i poplątanym umyśle, w którym człowiek gubi się sam?

Myślę, że istotą sprawy jest tu rzeczywiście… dzielenie się wiedzą. TO właśnie przyciąga osoby głęboko myślące, wrażliwe i też często (choć nie zawsze) introwertywne ku owemu zawodowi. Nie cierpiałam bycia nazywaną “nauczycielką”, trochę śmieszyło mnie słowo “trenerka”, oraz rzucane dla żartu “pani profesor”. Zawsze jednak lubiłam myśleć o swojej pracy jako o dzieleniu się wiedzą.Te słowa dawały mi ogromną satysfakcję.

Jeśli pracujesz, Drogi Czytelniku, jako ktoś dzielący się wiedzą, przeczytaj. Kto wie? Może stwierdzisz, że jesteś Osobą Wysoce Wrażliwą (temat wysokiej wrażliwości jest obecnie omawiany coraz szerzej, choć w naszym kraju jeszcze nie dość szeroko. Zainteresowanych odsyłam do książki Elaine Aron przetłumaczonej na język polski jako “Wysoko Wrażliwa Osoba”)? Jeśli zaś wiesz, że jesteś Osobą Wysoce Wrażliwą i zastanawiasz się nad wyborem zawodu (lub może zmianą pracy), przeczytaj. Kto wie? Może praca nauczyciela/ki jest właśnie dla Ciebie?

Porozmawiajmy więc sobie o pracy nauczyciela/ki oraz o tym, jak można rozpoznać, że za ten szlachetny zawód dzielenia się wiedzą zabrała się osoba HSP/WWO.

  • myśl o pracy z dużą grupą (np. w szkole państwowej) przyprawia cię o dreszcze (choć jednocześnie może dawać poczucie misji), a jeśli już podejmiesz taką pracę, każdą godzinę opłacasz nieludzkim wręcz zmęczeniem i poczuciem, że jesteś w piekle. Tak, w sumie wiele osób mogłoby się podpisać pod tak zbudowanym zdaniem, jednak w przypadku WWO przyczyny tego wycieńczenia będą zawsze dwie. Jedna to zwykłe zmęczenie z powodu nadmiaru bodźców (przerwę odbiera się jak dyskotekę albo wojnę tak atakującą szałem dźwięków, że jest to wręcz fizyczne, namacalne odczucie, jak pięści walące po głowie). Druga jednak przyczyna, równie ważna, to nieustanna świadomość, że w tak dużej grupie PO PROSTU NIE MASZ MOŻLIWOŚCI niczego sensownie nauczyć (nigdy nie uczyłam w szkole państwowej, ale mówię z perspektywy koleżanki uczącej języka obcego). Ta świadomość wykańcza cię znacznie bardziej, niż cokolwiek innego i nigdy nie znika. Innymi słowy, nie jesteś w stanie po prostu odwalić swojej pracy i iść do domu. Jeśli masz poczucie, że nie uczysz skutecznie, wtedy praca wysysa z Ciebie wszystkie siły. Czytelniku, usłysz mnie proszę. Jeśli jesteś WWO i wykonujesz zawód jednocześnie czując, że po prostu nie masz warunków, by pracować skutecznie (a przecież po prostu taki jest ten system i przecież widzisz, że inni potrafią się do niego przystosować, odwalić swoje i iść do domu, a Ty się dręczysz i męczysz i zabijasz, żeby jakoś dokonać cudu choć wiesz, że nie możesz), będziesz męczyć się w pracy każdego dnia do końca życia. Zmień coś. Może nawet pracę. Ja, przyznaję, byłam świadoma, że praca w szkole państwowej zniszczy mnie przez swoją nieefektywność, dlatego nigdy tam nie poszłam. Absolutnie nie atakuję polskiego szkolnictwa jako całości, jednak uczenie 30 osób na raz języka obcego nie ma sensu i osoba WWO (ale też INFJ czy INFP) zawsze będzie tego boleśnie świadoma i nie będzie potrafiła owej świadomości puścić.
  • preferujesz więc pracę w małych grupach lub jeden na jeden
  • najlepiej pracujesz, gdy da Ci się ów dobrze wszystkim znany “święty spokój” w wyborze metod i technik najlepszych dla każdego studenta. Lubisz pracować po swojemu, w ciszy i spokoju, w dobrze ustalonym rytmie, zarządzając samym sobą
  • gdy pracujesz z dorosłymi uczniami (kursantami) jakoś tak zawsze wychodzi, że nawiązujesz dość bliskie relacje (pamiętasz, że tydzień temu ktoś tam jechał na trudne spotkanie i po tygodniu zapytasz go, jak poszło, wiesz, czyje dziecko choruje i kto właśnie dostał awans). Często też po pracy rozmyślasz o ludziach (jako o zwykłych ludziach po prostu) i nie możesz wybić ich sobie wieczorami z głowy
  • przez prawie 10 lat uczyłam angielskiego, a ta praca jest dosyć specyficzna, bo przychodzą do Ciebie na zajęcia osoby, które ZAWSZE muszą odsłonić swoją słabość (nie umieją mówić, wstydzą się, boją, często mają traumy z przeszłości, ukryty gniew, ktoś się z nich podśmiewa w rodzinie, są zestresowani, bo muszą znać angielski w pracy). Jeśli jesteś nauczycielem WWO, bardzo szybko wyczuwasz te wszystkie emocje, wręcz wnikają Ci pod skórę. Warstwa emocjonalna kursanta jest dla Ciebie widoczna jak na dłoni (uczucia mówią głośniej, niż słowa). Porusza Cię to głęboko, poświęcasz więc czas i uwagę, by odpowiednio się zaopiekować każdym człowiekiem. Tonem głosu, postawą, doborem słów, kolejnością w jakiej zwracasz się do osób w grupie starasz się zaopiekować emocjami kursantów. Potrafisz poświęcić czas, by rzucić zdanie porady czy zwrócić uwagę kursanta na coś, co może go wesprzeć. I dziwi Cię, gdy ów kursant tego twojego zaangażowania nie dostrzega
  • widzisz postępy studentów znacznie lepiej, niż oni sami (też jako nauczyciel/ka po prostu potrafisz to szybciej zauważyć), a kiedy już zobaczysz…
  • NIC NIE DAJE CI TAKIEJ SATYSFAKCJI, JAK ŚWIADOMOŚĆ, ŻE KTOŚ ZROBIŁ POSTĘPY!!! To uczucie, gdy udało Ci się podzielić swoją wiedzą, przekazać coś komuś, kto teraz poniesie to w świat i dzięki temu zmieni swoje życie choć odrobinkę na lepsze… nic nie może się mu równać. Osoba WWO (tak sobie myślę, że tu może nie chodzi nawet tylko o wysoką wrażliwość, a też o charakter, ludzie określający samych siebie jako INFJ czy INFP według Inwentarza Osobowości MBTI bardzo często czują w sobie “misję” dawania różnie rozumianej wiedzy) bardzo silnie odbierze wszelkie sukcesy swoich podopiecznych i ucieszy się nimi o wiele bardziej, niż uczniowie! Taka osoba wręcz będzie miała poczucie wdzięczności i radości, że oto mogła coś komuś dać. Moi kursanci często śmiali się ze mnie, że cieszę się bardziej, niż oni sami, gdy wreszcie załapali coś, co sprawiało im trudność.
  • gdy kursant (uczeń, student, wszystko jedno) powie, że dzięki Tobie coś nareszcie zrozumiał (czego nie mógł pojąć od dawna), to TY odczuwasz dumę, radość i wdzięczność. To bardzo zabawne uczucie, TY masz poczucie wdzięczności, że ktoś coś od Ciebie wziął! I ta wdzięczność nie może się równać z niczym innym! Czytelniku drogi, gdy teraz tak o tym myślę… jest to dokładnie to uczucie, które mi towarzyszy za każdym razem, gdy dostanę od czytelnika bloga sygnał, że moje pisanie trochę pomogło… jestem wdzięczna, że ktoś coś ode mnie wziął. I jednocześnie mam poczucie ogromnej niepewności i lekkiego zawstydzenia, bo przecież jestem kimś bardzo przeciętnym, a więc co mi każe myśleć, że mam coś specjalnego do dania… i tak dalej… i tak dalej. Tak, tak, drogi Czytelniku. Nikt nie pobije osób Wysoce Wrażliwych w wikłaniu się w analizy i rozmyślania o samym sobie i całym świecie
  • jeśli pracujesz w godzinnych blokach i masz między nimi przerwę, lubisz spędzić czas samotnie aby “naładować baterie”, nawet 10 minut ciszy daje Ci nowy zastrzyk energii do pracy z kolejną grupą
  • generalnie lubisz i potrzebujesz pracy z ludźmi, a jednoczesne dzielenie się z nimi wiedzą zaspokaja w Tobie tę nieodłączną, męczącą wszystkich WWO potrzebę, by pomagać (ach, pomagać! Nawet przesadnie! Nawet swoim kosztem i, powiedzmy sobie szczerze, niekoniecznie dla samego siebie zdrowo, ale poświęcać się i pomagać koniecznie!). Praca nauczyciela rzeczywiście pozwala w pewnym stopniu tę potrzebę ukoić. I to w sposób zdrowy (jeśli oczywiście pracujemy w dobrych, spokojnych warunkach)
  • bardzo, bardzo przejmujesz się tym, czy kursant cię lubi czy nie, przejmujesz się tym, czy się nauczył, czy nie… generalnie… przejmujesz się wszystkim. Po prostu taki/a jesteś. I masz do tego prawo.

Oczywiście, jak się zapewne, Czytelniku Drogi, domyślasz, praca w nauczaniu niesie też ze sobą dla HSP (Highly Sensitive Person) duże zagrożenia. A wśród nich owo największe, czyli…

  • nauczyciel WWO może mieć ogromne trudności z postawieniem emocjonalnych granic i z braniem na siebie odpowiedzialności za cudze uczucia czy przeżycia!!! Innymi słowy… tak… przejmuje się “za bardzo”(wiem, wszyscy nienawidzimy tego zwrotu i celowo używam go tu nieco z przymrużeniem oka) i musi uważać, żeby nie zaangażować się zbyt silnie osobiście w nauczanie. Powinien też zwracać baczną uwagę, by nie pozwolić kursantom emocjonalnie “wejść sobie na głowę” (co, niestety, duża grupa ludzi próbuje zrobić).

Muszę przyznać, że ostatnie 5 lat, gdy pracowałam stricte z dorosłymi były dla mnie doskonałą okazją do popracowania nad tym, co dla większości WWO jest ogromnym wyzwaniem. Nad POSTAWIENIEM GRANIC. Praca nauczyciela jest do tego idealna, bo daje formalne ramy, jasne zasady do których zawsze można się odnieść oraz przewidywalny schemat (są zajęcia, są uczniowie i jest nauczyciel i tego zawsze się trzymamy). Gdy tak teraz o tym myślę, dochodzę z zadziwieniem do wniosku, że naprawdę bardzo mi to uczenie pomogło. I cieszę się, że miałam w życiu taki właśnie etap.

Czytelniku Drogi, podkreślam, że mówię o pracy w małej grupie z młodzieżą lub dorosłymi ludźmi, absolutnie nie o pracy w państwowej szkole. Podsumowując 10 lat bycia nauczycielką jako Osoba Wysoce Wrażliwa, muszę stwierdzić, że pozwoliło mi to doświadczyć wielu rzeczy, o których WWO MARZĄ w codziennym życiu.

No, bo, Czytelniku, spójrz sam! Dzięki temu zawodowi nauczyłam się, jak zatrzymać kogoś wpół słowa, gdy wchodził w zbyt osobiste dywagacje (nigdy nie potrafiłabym tego zrobić w sytuacji prywatnej, na zajęciach jednak cały czas pamiętałam, że przerywając komuś ZWIĘKSZAM jego szanse na nauczenie się języka, a po to tam jestem). Nauczyłam się, jak powiedzieć komuś, że coś mnie nie dotyczy (bo, ponownie, jesteśmy na zajęciach w jednym celu, uczenia się języka). Jak zakończyć spotkanie (bo minęło 60 minut i mam prawo po prostu wyjść). Miałam też dużą (choć nie pełną) kontrolę nad tym, jak inni odnoszą się do siebie (jesteśmy tam by uczyć się języka, mają więc odnosić się z szacunkiem). Ja decydowałam, kto mówi i jak długo. Ja też mogłam poprosić osobę bardzo “krzyczącą” emocjonalnie o wykonanie ćwiczenia które trochę tej pary “spuści” i uspokoi człowieka na resztę zajęć nie angażując mnie w to “spuszczanie pary” zupełnie (i jednocześnie ucząc języka). To ja decydowałam, kto przeprowadzi z kim dialog (bo widzę, że te osoby bardziej do siebie emocjonalnie pasują, cała atmosfera w pomieszczeniu będzie więc dla nich i dla mnie przyjemniejsza). To są wszystko rzeczy, z którymi w relacjach prywatnych jako WWO mam OGROMNE TRUDNOŚCI lub też po prostu nie mam na nie wpływu. Na zajęciach natomiast… miałam. I część tych umiejętności do pewnego stopnia mogę wykorzystać też na co dzień.

Oczywiście nie zawsze jest tak różowo. Bywa, że jedna osoba rozleje wokół siebie takie bagnisko złych emocji (nawet nic nie mówiąc), że nikt się przez nie nie przebije. Bywa też, że ktoś przychodzi na zajęcia tylko po to, by przejąć nad nimi kontrolę (nauczenie się języka jest na drugim, trzecim lub dziesiątym miejscu) i cały kurs jest dla tej osoby formą walki, a dla nauczyciela formą męczarni. Bywa, że wychodzi się z zajęć z poczuciem porażki, bo nie przebiegły one w takiej atmosferze, w jakiej by się chciało. Bywa też, że… po prostu kogoś tego angielskiego się nie nauczy. I bardzo często widzi się, gdzie leży u podłoża emocjonalny problem danego człowieka. I wie się, że nie można z nim zrobić nic, bo nie na tym polega zawód nauczyciela. Można tej osobie tylko pozwolić odejść.

Czytelniku drogi, pozwól, że zakończę ten wpis radą. Jeśli jesteś nauczycielką lub nauczycielem i jednocześnie tak sobie myślisz, że może cechuje Cię Wysoka Wrażliwość, możesz zrobić kilka rzeczy, by sobie pomóc. Pozwalam sobie zebrać tu rzeczy, które w toku 10 lat, po wielu porażkach i błędach wypracowałam sobie jako moje własne zasady.

  1. Jasno określ zasady swoich zajęć na początku. Wtedy zawsze możesz się do nich odnieść i je wyegzekwować. Określ zasady prostymi słowami unikając określeń odnoszących się do emocji (bo to, że my tyle o nich myślimy nie znaczy, że inni ludzie też posługują się na co dzień tymi pojęciami). Czyli na przykład zamiast mówić: “Pamiętamy, by nie przelewać emocji na innych kursantów” powiedz: “Podczas zajęć skupiamy się na temacie zajęć i na uczeniu się”.
  2. Zbuduj sobie “rolę” czy też “pozę” nauczyciela. Wiem, że dla WWO jest to trudne, bo budowanie jakiejkolwiek fasady oznacza “nie bycie” sobą. Pomyśl jednak o tym w takich kategoriach, że dzięki temu będziesz uczyć skuteczniej. Dasz ludziom więcej. Oni też przychodzą spotkać nauczyciela/kę i oczekują kogoś w takiej roli. A ty dzięki temu odrobinę się zasłonisz i ochronisz.
  3. Wykorzystaj nauczany temat do ucinania dyskusji które schodzą na osobiste sprawy (wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, wiele osób przychodzi na dodatkowe zajęcia, jak kursy językowe, po caaaałym dniu pracy, są zmęczeni, sfrustrowani, mają dzieci czekające w domu i mnóstwo swoich problemów. Jako WWO doskonale to rozumiesz i widzisz i chcesz pomóc. Możesz chwilę dać im się wygadać, tak naprawdę ta minuta może zwiększyć skuteczność reszty zajęć, radzę jednak po chwili uciąć temat i po prostu zacząć uczyć). Tak naprawdę ludzie są często za to wdzięczni, bo takie jasne zakomunikowanie, że zabieramy się za robotę pozwala im zebrać się w sobie
  4. Jeśli masz taką możliwość, zorganizuj sobie pracę z krótkimi przerwami i spędź je w samotności (nawet jeśli czujesz, że “powinnaś” czy “powinieneś” wyjść do ludzi i integrować się ze współpracownikami. Jeśli masz ochotę, idź. Ale jeśli pojawia się słowo “powinnam” czy “powinienem” to znaczy, że tak naprawdę ochoty nie masz, wolałbyś/wolałabyś pobyć samotnie. MASZ DO TEGO PRAWO! Nie jest to antypatyczne ani gburowate ani dziwne. To jest Twoja potrzeba. Jak sen czy jedzenie. I nie ma nic wspólnego z lubieniem czy nielubieniem ludzi. Daj sobie do tego prawo. Może się okazać, że nawet 10 minut da ci nowy zastrzyk energii). Innymi słowy, pozwól sobie odpocząć.
  5. Jeśli ktoś zachowuje się emocjonalnie nieadekwatnie (czyli próbuje cię zalać emocjami, OBWINIAĆ o coś, ATAKOWAĆ za coś, co nie ma z Tobą nic wspólnego, bo przed przyjściem na zajęcia miał trudną rozmowę z szefem), pamiętaj, że to jest sytuacja zajęć. Formalna. I jest pod Twoją kontrolą, bo to Ty jesteś nauczycielem/ką. Przyznaję, bardzo mi wtedy pomogła technika “niezrozumienia”. Jest dla WWO bardzo trudna (bo wymaga niejakiego “odczłowieczenia się” na moment) ale skutecznie ściąga takiego rozemocjonowanego człowieka z powrotem do realności i do “tu i teraz”. I uspokaja go. Technika zakłada całkowite skupienie się na zajęciach, jakby tylko one istniały w tej chwili na świecie. Gdy więc kursant ma spokojnie odpowiedzieć na pytanie, a zaczyna mówić o czymś innym i krzyczeć, że na przykład jest bardzo niezadowolony, odpowiadamy mu: “Nie rozumiem, dlaczego w tej chwili o tym mówisz.”, “Nie rozumiem, co chcesz mi przekazać”, “Nie rozumiem, jak to się ma do tematu zajęć”, “Nie rozumiem, w jaki sposób te słowa mają ci pomóc w uczeniu się angielskiego”. Chodzi o to, by na spokojnie, głosem kompletnie bez emocji wyrwać człowieka z jego transu i ściągnąć na ziemię. Oczywiście jest to technika już bardzo ekstremalna, stosuję ją, gdy nie pomaga zwykłe zwrócenie uwagi, powiedzenie komuś: “Przykro mi, że nie jesteś zadowolony z kursu, możemy o tym porozmawiać po zajęciach”, poproszenie o spokój czy zwrócenie uwagi, że: “Jesteś teraz bardzo zdenerwowany, może porozmawiamy o tym, gdy się uspokoisz, bo to twoje zdenerwowanie bardzo mnie w tej chwili krępuje.”
  6. Jesteś osobą przekazującą wiedzę i oczywiście Twoim zadaniem jest cały czas wzbogacanie jej i rozwijanie, by być jak najlepszym w swoim fachu. Ale pamiętaj, że jesteś też człowiekiem. I masz prawo czasem czegoś nie wiedzieć. Nauczyłam się, że jeśli ja nie zrobię wielkiego problemu z tego, że nie znam na przykład jakiegoś angielskiego słówka, kursanci przyjmą to na spokojnie również. Jeśli jest się dobrym nauczycielem, potknięcie się raz od wielkiego dzwonu nie ma znaczenia. Jak dużo osób WWO jestem perfekcjonistką, więc powtarzam sobie te słowa jak mantrę 🙂
  7. Ciesz się sukcesami tak bardzo, jak tylko potrafisz. Radość z postępów podopiecznych jest chyba największą rozkoszą uczenia dla WWO. Tutaj Twoja wrażliwość będzie ogromnym darem i wykorzystuj go w pełni. Gdy natomiast poniesiesz porażkę, PAMIĘTAJ, że jesteś WWO i tutaj wrażliwością trzeba się zaopiekować. Ochroń się tak, jak potrafisz. Powiedz sobie, że Twoim zadaniem jest przekazanie wiedzy, ale koniec końców każdy sam wybiera, czy zechce ją wziąć. Powiedz sobie, że jesteś nauczycielem a nie psychologiem i twoja rola nie polega na rozwiązywaniu problemów emocjonalnych. Powiedz sobie, że czasem ludzie po prostu do siebie nie pasują, “chemia nie zagra” i nie jest to niczyja wina. Pomyśl o wszystkich innych, którzy z Twojego nauczania byli bardzo zadowoleni. Spotkaj się z przyjaciółką i wygadaj. Zrób sobie przyjemny wieczór. Zadbaj o swoje wrażliwe serce 🙂 I dopiero potem, jak już o siebie zadbasz, pomyśl na spokojnie, czy następnym razem możesz coś zrobić korzystniej. Czy jest w tej sytuacji jakaś cenna wskazówka na przyszłość. Ale DOPIERO jak zadbasz  o siebie!
  8. Pamiętaj, że jako WWO masz też najprawdopodobniej bardzo silny i jasny kodeks moralno – etyczny, wybierając więc miejsce pracy zwróć uwagę, czy zasady danej firmy… będziesz w stanie przełknąć. Jeśli nawet po latach pracy coś się zmieni i uznasz, że narusza to Twój kodeks, nie lekceważ własnych odczuć. WWO ponoszą ogromne koszty pracując w miejscu niezgodnym z ich zasadami etycznymi. Zastanów się nad możliwością zmiany miejsca pracy.
  9. Jeśli Twoja praca związana jest też z tym, że klienci (czy studenci) kontaktują się z Tobą między zajęciami (np. w tygodniu piszą smsy czy dzwonią aby o coś zapytać) radzę wyznaczyć im bardzo ścisłe godziny, gdy mogą dzwonić! Wiem, że w dzisiejszej kulturze ogólnej dostępności bywa to wręcz widziane jako niegrzeczne, gdy powie się komuś: “Nie dzwoń do mnie po 20-stej”, ja jednak uważam, że mamy do tego prawo. I nie dawajmy się zbyć odpowiedziami typu: “Przecież możesz nie odbierać”, “Przecież możesz wyciszyć telefon”. Mamy prawo nie pamiętać o wyciszeniu telefonu, mamy prawo nie być niepokojeni pracą wieczorami. Ja ustalałam zawsze z kursantami jasne ramy godzinowe, kiedy jestem dostępna i gdy ktoś ich nie przestrzegał, na spokojnie prosiłam, by na przyszłość o tym pamiętać.
  10. Czytelniku drogi, jeśli zaś jesteś człowiekiem o dużej, dużej wrażliwości, kochasz uczenie i pracujesz w szkole państwowej… moja ogromna rada… przemyśl sobie na spokojnie korzyści z tej pracy i ponoszone koszty. Wypisz je sobie w dwóch rubrykach. Spróbuj też ubrać w słowa to poczucie, które być może Ci towarzyszy, JEŻELI czasem czujesz, że w szkole państwowej pracować “powinnaś” czy “powinieneś”. A potem popatrz, która rubryka przeważa.

Czytelniku Drogi, czy przychodzi Ci na myśl coś jeszcze, co można dodać do takiej listy? A może jesteś nauczycielką/nauczycielem i jednocześnie osobą o nieprzeciętnej wrażliwości i masz swoje własne zasady, którymi się kierujesz? Jaką radę chcesz dać innym parającym się przekazywaniem wiedzy? Koniecznie daj znać 🙂

Nade wszystko zaś, trzymaj się mocno! Praca polegająca na przekazywaniu wiedzy jest, koniec końców, naprawdę piękna!

Leave a Reply