Nie “łeb” tylko “głowa” – czyli o traktowaniu siebie łagodnie.

OTO PRZEDSTAWIAM CI,CZYTELNIKU, JEDNĄ Z NAJTRUDNIEJSZYCH RZECZY POD SŁOŃCEM…

Parę dni temu prowadziłam sobie z przyjacielem nader ciekawą, smsową pogawędkę. W pewnej chwili napisałam coś o o swoim wiecznie myślącym, “przeklętym łbie”. Na co dostałam odpowiedź: “Nie pisz tak, proszę. Po pierwsze nie łeb, tylko głowa…”. I tak dalej. Wiem, drogi Czytelniku, wydaje się, że to drobnostka, parę słów rzuconych palcobieżnie na elektronicznej klawiaturze.

Nie mogłam sobie jednak wybić tego smsa z głowy do końca dnia… chyba dlatego, że dotyczył takiego szczególiku, tak (pozornie) mało istotnej sprawy, jak jedno słówko… dla mojego przyjaciela jednak było to na tyle ważne, by zareagować i odpowiedzieć: “Proszę, nie pisz tak”. Takie rzeczy zapadają czasem głęboko w ten mój Przeżywający Wszystko, wiecznie analizujący umysł i jak ta mucha utopiona w miodzie nie mogą się wygrzebać z lepkich przemyśleń… Toteż myślałam nad tym, myślałam i tak natrętnie mi ta myślowa mucha bzyczała nad uchem, że następnego dnia zadzwoniłam z pytaniem: “Dlaczego?”. Dlaczego zdecydował się napisać? Dlaczego krótkie, trzyliterowe słówko zwróciło jego uwagę na tyle, by zareagować i na dodatek napisać: “Proszę”? (Ludzie nieczęsto korzystają z tego słowa w smsie).

Odpowiedź, drogi Blogowy Słuchaczu, była po prostu piękna. Usłyszałam, że słowo “łeb” jest jakoś tam nacechowane negatywnie, że świat bombarduje nas takimi określeniami wystarczająco i że on (mój kumpel) nie chciałby, żebym dodatkowo traktowała źle siebie samą.

Była w tym prosta, ciepła, ludzka troska… taka zwyczajna, podana jako coś oczywistego, z lekkim wzruszeniem ramion (bo po co robić z czegoś tak normalnego wielkie halo), swobodnym tonem, ot, coś co być może wyszło prawie przypadkiem.. i to wszystko zaszokowało mnie. Ponieważ w dzisiejszym świecie NIE jest to coś normalnego, NIE jest dawane nam ot, tak, bo po prostu można i na pewno NIE wychodzi przypadkiem.

Co gorsze zaś… taka troska o mnie (o taki drobiazg, jak odnoszenie się do własnej głowy łagodnie) była dla mnie czymś kompletnie nowym… ponieważ nigdy nie traktuję tak samej siebie.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA CZUŁOŚĆ

Kiedy sobie to wszystko uświadomiłam, jak się zapewne, Drogi Blogowy Wędrowcze, domyślasz, przysiadłam na jakiejś ławeczce zadumania i zamyśliłam się. Jak to jest, stukałam się w czoło myślopalcem, że mam w sobie ten niezmierzony ocean empatii i zrozumienia dla innych, że bez problemu ich wspieram, traktuję łagodnie, znajduję inny punkt widzenia w którym ich postępowanie jest zrozumiałe, ich błędy nie tak duże, a potknięcia służą rozwojowi i pójściu dalej? Jakim cudem (dumałam dalej, drapiąc się paznokciem w myślowe zwoje) potrafię, dzięki swojej wrażliwości, traktować tak innych… ale nigdy siebie?

Dlaczego, kiedy moja znajoma zapomni o ważnej sprawie w pracy mówię: “Widocznie miałaś za dużo na głowie, to zrozumiałe, że coś tam umknęło twojej uwadze”. Kiedy jednak dokładnie to samo przydarzy się mi, potrafię powiedzieć tylko: “Głupia, idiotka, do niczego się nie nadajesz, weź się w garść i pracuj ciężej…”. Jakim cudem to jest w ogóle możliwe, że ta moja zwiększona wrażliwość nigdy nie obejmuje mnie samej?

Mój przyjaciel nigdy nie powinien musieć pisać mi: “Nie mów tak, proszę”. Nigdy nie powinien prosić mnie o traktowanie samej siebie dobrze, ponieważ nie jest to jego odpowiedzialność… a moja.

Tak, tak, Czytowlepie drogi, nie cofnę tych słów, a nawet napiszę je jeszcze raz. Uważam, że dobre, czułe, ciepłe traktowanie samego siebie jest czymś, za co odpowiedzialność ponosimy sami. Dobrze, oczywiście, jest mieć przyjaciela, który złapie takie głupie, trzyliterowe słówko jak “łeb” za nos i pokaże mu figę z makiem mówiąc: “Nie ma tu dla ciebie miejsca, jesteś zbyt niefajne”. Ale tak naprawdę to jest moje zadanie, by odnosić się do siebie łagodnie… i jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy pod słońcem.

DLACZEGO TO TAKIE TRUDNE?

Nie wiem, dlaczego autoempatia jest tak ciężka, człowiek ma poczucie, że dokonuje jakiejś zbrodni, popełnia straszny grzech, ja mam dodatkowo wrażenie, że jeśli zacznę dbać o siebie stracę wszystkich dookoła, przyzwyczajonych do mojego bycia OPW (czy też HSP) i zwracania uwagi w pierwszej kolejności na ich uczucia. Myślę też, że cała nasza kultura jest bardzo przeciwna dbaniu o siebie (chyba, że chodzi o wydawanie pieniędzy w tym celu, np. na kosmetyki), przeciwna stawianiu siebie na pierwszym miejscu (chyba, że jest to w interesie grupy, np. chodzi o jakiś zbiorowy sprzeciw), przeciwna takiemu zdrowemu, racjonalnemu skupieniu na własnym dobru (chyba, że ktoś może na tym skorzystać). Walczmy z tym! Nie pozwólmy, by inni nauczyli nas, że nasze potrzeby są mniej ważne, a jedyne “etyczne” postępowanie to stawianie siebie na drugim miejscu! To bzdura! Nie ma nic ważniejszego na tym świecie, niż nasze zdrowie i szczęście i moim zdaniem mamy pełne prawo mówić o tym głośno.

Drogi Czytelniku, Osoby Przeżywające Wszystko (czy, jak ktoś woli HSP) mają w tym względzie zadanie jeszcze trudniejsze, bo bardzo często przez LATA powtarza się nam, że nasze zadbanie o siebie jest czepianiem się, przewrażliwieniem, celową złośliwością. Ponieważ nasze wyjątkowe potrzeby są niezrozumiałe dla innych, bardzo często jesteśmy uczeni, że one nie istnieją lub płyną ze złych pobudek. A od tego tylko krok do powiedzenia: “Mam durny łeb, który wymyśla i przesadza”.

LUBIENIE SIEBIE

Arcytrudne zadanie, Czytelniku, naprawdę. Nie ma na nie prostej recepty, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, które niby tak postępowe, a generalnie od najmłodszych lat uczą każdego, że ma mniejszą wartość, niż reszta (co jest tym ciekawsze z filozoficznego punktu widzenia, że “reszta” jest uczona tego samego).

Ja potrzebowałam usłyszeć od kogoś, kto jest dla mnie ważny: “Proszę, nie mów tak”. I to wystarczyło, żebym zaczęła się zastanawiać nad tym, jak traktuję samą siebie. Obecnie ilekroć oceniam swoje zachowanie (a robię to cały czas) pierwsza moja myśl ZAWSZE biegnie w kierunku krytyki. Potrafię ją jednak złapać za ten przysłowiowy nos i potem… patrzę na sytuację z innej strony. Mówię sobie: “Jak bym oceniła tę sytuację, gdyby nie dotyczyła mnie, a na przykład mojej przyjaciółki?”. Od razu przychodzą mi na myśl wartościowe, wspierające słowa, od razu potrafię znaleźć w sobie mnóstwo zrozumienia i empatii.

Potem po prostu odwracam te uczucia do siebie.

To jest tak naprawdę droga naokoło, dopiero pierwszy krok w traktowaniu siebie łagodnie. Staram się jednak pamiętać, że mam za sobą lata autokrytyki, autoagresji, dobijania siebie i nielubienia. Także rozumiem, że przepracowanie tego zajmie trochę czasu.

Myślę, że trzeba tu podjąć ogromne ryzyko… ryzyko utraty relacji. Jeżeli budowaliśmy je przez lata w określony sposób (czyli poprzez umniejszanie siebie, zapominanie o własnych potrzebach), zmiana tego sposobu może spowodować, że stracimy więzi z ludźmi i przynajmniej przez jakiś czas będziemy się czuć samotni.

Z mojej perspektywy jednak ktoś, kto jest przy mnie tylko tak długo, jak długo o siebie nie dbam nie jest tak naprawdę moim przyjacielem. A samotność… potrafi od czasu do czasu przynieść ogromną wartość, jak właśnie polubienie siebie, czy nauczenie się traktowania siebie łagodnie.

Obecnie zadbanie o siebie i podejście do siebie ze zrozumieniem i ciepłem jest moim najważniejszym zadaniem we własnym rozwoju. Także trzymaj za mnie kciuki, Czytelniku, a ja będę trzymała je za Ciebie 🙂

Jeśli masz jakieś przemyślenia, wnioski, swoje własne sposoby na odrobinę autoempatii, jeśli ten wpis okazał się troszkę pomocny – zostaw, proszę, komentarz:) Prosto ze swojej myślącej głowy… pod żadnym pozorem “łba” ! 🙂

 

6 thoughts on “Nie “łeb” tylko “głowa” – czyli o traktowaniu siebie łagodnie.

    1. Hej Maja 🙂 Bardzo dziękuję za napisanie 🙂 Cieszę się ogromnie, że wpis przypadł Ci do gustu. Pozdrawiam serdecznie! Magda

  1. Jeju, miód na moje serce. Opisałaś tu dokładnie mój problem… Biję się po głowie za takie błahostki, że głowa mała. Faktycznie. Innym wynajduję usprawiedliwienia (przez co bywam nazywana “Matką Teresą”), a sama siebie traktuję jak jakiś pomiot… Ha, chyba reszta świata też to przejmuje i w sumie sama swoim zachowaniem go do tego prowokuję.

    Dzięki.

    1. Witam serdecznie 🙂 Bardzo dziękuję za poświęcenie czasu i napisanie, dzięki temu mam uczucie, że blog spełnia swoją funkcję i kogoś trochę wspiera. Tak, ja robię dokładnie tak samo, za jakiś drobiazg potrafię się krytykować przez miesiąc. Poruszyłaś bardzo ciekawą kwestię, to znaczy to, że świat niejako przejmuje nasz sposób traktowania siebie i też tak zaczyna. Myślę, że poddałaś mi pomysł na kolejny wpis 🙂 Także dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam serdecznie!

  2. Dzięki za wpis.

    Oczywiście w pełni zgadzam się z tym, że trzeba lubić siebie i być dla siebie łagodnym. Jednak czy to nie jest w pewien sposób otwarcie sobie drogi do nadmiernego usprawiedliwiania się, uciekania przed wyzwaniami (np. coś mnie stresuje albo wymaga dużo wysiłku i żeby dbać o siebie (bo przecież jestem bardzo wrażliwa) or razu rezygnuję, odpuszczam)? Naszło mnie to przemyślenie, bo zauważyłam u siebie ten mechanizm, szczególnie wtedy, gdy dopiero co odkryłam, że jestem HSP.

    Pozdrawiam ciepło!

    1. Witam serdecznie 🙂
      Bardzo dziękuję za komentarz. Tak, to jest ciekawa myśl i z pewnością warta wzięcia pod uwagę. Może to jest trochę różnica między traktowaniem siebie łagodnie i traktowaniem siebie pobłażliwie? Hmm… zastanowię się nad tym. U mnie na pewno działa inny mechanizm, nie robię czegoś, po czym atakuję siebie za to, że tego nie zrobiłam (ale to nie zmienia mojej decyzji, nadal tego czegoś nie robię, rezygnuję z wyzwań), więc z tego wynikł mój wpis. Myślę, że bardziej niż o usprawiedliwianie niepodejmowania wyzwań (masz rację, rzeczywiście warto o tym pamiętać, zwłaszcza gdy jest się HSP) chodziło mi o zrozumienie siebie. Takie czyste zrozumienie, żeby wiedzieć, o co tak naprawdę mi chodzi, spojrzeć na siebie bardziej obiektywnie (ale słuszna myśl, trzeba pamiętać, by nie przeginać w drugą stronę). Ja mam największy problem z tym właśnie, patrzeniem na siebie obiektywnie.
      Raz jeszcze bardzo dziękuję za wpis i ciepłe słowa. Pozdrawiam również bardzo ciepło!
      Magda

Leave a Reply