“Nie czuję się szczęśliwa” – o różnicy między realizacją celu a szczęściem

Ostatnio miałam okazję porozmawiać ze znajomymi o “sukcesie”.

Jakoś tak nas wzięło, ot, siedliśmy sobie przy pieczonych ziemniakach i ni z tego, ni z owego zaczęliśmy dyskutować o tym, co dla kogo oznacza owo słowo na “s”, z jakimi się łączy elementami, co trzeba zrobić, żeby do niego dojść i czemu takie to w sumie, kurczę, trudne.

Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy, pieczone ziemniaki stygły, aż nagle uświadomiliśmy sobie, że nie wiemy dokładnie, o czym mówimy. Albo raczej wiemy – ale każde z nas mówi o czymś innym.

A więc jedna osoba twierdziła niezmiennie, że chce po prostu czuć się w życiu szczęśliwa i nic innego jej nie obchodzi. Druga podkreślała, że ma jasno określone cele, wie czego chce i na pewno to osiągnie. Trzecia bąkała z kolei, że nie do końca wie jeszcze, co chciałaby w życiu robić (moim zdaniem osoba w każdym wieku ma prawo przyznać coś takiego), ale na pewno wie, że chce żeby praca “zaspokajała jej potrzeby”.

Nie jest tak naprawdę ważne, którą z tych myślicielek byłam ja. Ważne jest jedno – SZCZĘŚCIE, CELE i ZASPOKOJENIE POTRZEB… nagle dotarło do mnie, że te trzy pojęcia oznaczają coś zupełnie innego. A każde może być po prostu tym, co chcemy osiągnąć w życiu.

Więc, jak to ja, oczywiście usiadłam wieczorem w domu przy kieliszku gęstego, czerwonego wina i zaczęłam myśleć. Wykoncypowałam mniej więcej, jaka DLA MNIE OSOBIŚCIE jest różnica między tymi trzema rzeczami, pomyślałam więc, że napiszę o tym, a nóż moje wydumania komuś się przydadzą? Oczywiście nie zamieszczam ich tu po to, by koniecznie się z nimi zgadzać, raczej żeby… pobudzić do refleksji 🙂

A więc CEL – według mnie to jest po prostu jakaś konkretna rzecz, którą chcemy osiągnąć. Którą chcemy SOBIE WZIĄĆ. Może być zewnętrzna (chcę dostać dobrą pracę, urodzić dzieci itp.) lub wewnętrzna (chcę popracować nad swoim poczuciem własnej wartości, chcę przestać być nieśmiała, wyjść do ludzi itp…). Z jednej strony z celami jest najprościej, bo można je ułożyć w konkretne, pozytywne zdanie i potem niejako rozpracować sobie kroki które do tego celu doprowadzą (nie chciałabym zbyt długo rozpisywać się tu na ten temat, jeśli jednak, Czytelniku bądź Czytelniczko czujesz, że taki wpis o celach by się przydał, bardzo proszę o sygnał 🙂 Mam swoją metodę na szukanie i realizowanie celów i chętnie się nią podzielę).

Słowo jest też już trochę wyprane ze znaczenia przez natłok kursów i wpisów i poradników pod wypisanym jaskrawą, żółtą farbą hasłem: “Zrealizuj swoje cele”. Nie można zrobić piruetu na ulicy, by nie natknąć się na to słowo, najczęściej upchnięte w jednym zdaniu z wyrazami “sukces” i “natychmiast”. Jak jednak się okazuje, nie tak łatwo dojść do swoich celów, nawet jeśli w końcu się je sobie wyklaruje. Człowiek (np. taki, jak ja) kupi sobie nowy, piękny zeszyt i kolorowe markery, zrobi mapę myśli, do każdego celu z mapy myśli rozpisze wszystkie kroki, potem te kroki ułoży w zgrabny plan, po czym postanowi od następnego dnia rozpocząć jego realizację i… i… i co? I, za przeproszeniem, jajco. Tak przynajmniej zazwyczaj to u mnie wygląda. W moim przypadku okazywało się zawsze, że za nic nie mogę zabrać się do realizowania jakiegoś celu, bo coś mnie blokuje.

I tu przychodzi mi na myśl

ZASPOKOJENIE POTRZEB. Ok, dużo miałam na ten temat na psychologicznych studiach, jeszcze więcej czasu spędziłam już po nich rozmyślając nad tymi dwoma słówkami, jakoś dla mnie zawsze głębiej sięgającymi, niż cel. W tym konkretnym przypadku myślę o “potrzebach” naturalnych, wrytych w naszą istotę, niemożliwych do wyrugowania, bez których zaspokojenia nie da się… w moim przypadku przynajmniej… pozbyć napięcia. Niezaspokojenie naturalnych, pierwotnych potrzeb (jak np. potrzeba bezpieczeństwa, rodzicielskiej miłości, akceptacji w rodzinnym środowisku, zaspokojenia emocjonalnego głodu itd…) będzie zawsze, zawsze, zawsze budować NAPIĘCIE, a człowiek podświadomie będzie zawsze dążył do jego rozładowania.

Najczęściej znajduje po prostu środki zastępcze (jedzenie, alkohol, seks, pracoholizm, do wyboru do koloru 🙂  ), przynajmniej dopóki człowiek nie dokopie się do tego, czego tak naprawdę potrzebuje i nie zaspokoi owej potrzeby u źródła. Tutaj też można by długo pisać o tym, co zrobić z potrzebami których w sposób “pierwotny” już zaspokoić się nie da, więc jeśli jest potrzeba wpisu na ten temat, również proszę o sygnał w komentarzu.

Na ten moment zauważmy tylko, że niezaspokojone potrzeby DYKTUJĄ NASZE PRAWDZIWE, PODŚWIADOME CELE. Są w mojej ocenie od nich ważniejsze. Głębsze. Jeśli więc napiszemy sobie cel: “Chcę dostać dobrze płatną pracę” ale podświadomie potrzebujemy np. akceptacji otoczenia (które źle patrzy na ludzi o wysokich zarobkach), to samodzielnie pchniemy się w kierunku marnej roboty, byle tylko rozładować napięcie płynące z niezaspokojonej potrzeby.Kiedy nauczymy swój umysł, że może to ze środowiskiem jest coś nie tak i trzeba je zmienić na inne, potrzeba akceptacji może zostać zaspokojona i nawet wzmocnić dążenie do celu, bo będzie z nim spójna.

No dobrze, mój drogi, cierpliwy Czytelniku, który dotrwałeś ze mną aż do tego momentu pokręconych wywodów. Ale jak się do tego wszystkiego ma SZCZĘŚCIE? Czy osiągniemy je zaspokoiwszy potrzeby? Czy zrealizowawszy swoje cele? Widzisz… moim osobistym zdaniem, jest to, rzecz jasna mój prywatny punkt widzenia, tak naprawdę SZCZĘŚCIE NIE MA Z TYM WSZYSTKIM NIC WSPÓLNEGO.

Dla mnie poczucie szczęścia jest stanem kompletnie niezależnym od tego, czy realizuję swoje cele, czy moje potrzeby są zaspokojone, czy jestem w dobrym punkcie życia, czy złym. Wiem, ten pogląd może wydawać się bardzo kontrowersyjny, ale jeśli pomyślimy sobie, że szczęście jest po prostu czuciem się dobrze z sobą, bez względu na to, czy ktoś nas lubi, czy coś konkretnego osiągniemy, czy nie zdejmujemy tym z siebie ogromnego ciężaru?

Szczęście jest dla mnie po prostu STANEM UMYSŁU, poczuciem, że JESTEM. Kiedy usiądę, wyłączę się z otoczenia, skupię na tym, by przez chwilę wyraźnie poczuć samą siebie, to moje bycie, oderwane od opinii innych, ich oczekiwań, absurdalnych norm społecznych i manipulacyjnych tricków reklamowych próbujących mnie przekonać, że bez wydania na coś pieniędzy nie jestem wystarczająco dobra… to moje bycie samą z sobą daje mi naprawdę poczucie, że to, co mam w sobie wystarczy. To, kim jestem wystarczy. Innymi słowy można powiedzieć, że gdzieś tam wewnętrznie USZCZĘŚLIWIA MNIE FAKT, ŻE ŻYJĘ.

Nie mówię, że żeby być szczęśliwym trzeba odwrócić się od świata. Mówię, że stan szczęścia osiąga się NIEZALEŻNIE od świata. Zaczyna się przez to bardziej szanować siebie, dostrzegać swoje prawdziwe potrzeby, zaspokajać je i w końcu realizować te cele, które zrealizować pragniemy dla satysfakcji, rozwoju i tysięcy innych fantastycznych odczuć. Ale szczęście, przynajmniej dla mnie, nadal pozostaje od nich niezależne.

Znajomy ostatnio powiedział mi: “Osiągnąłem w życiu wszystko. Mam pracę, której chciałem, rodzinę, jakiej pragnąłem, skończyłem dodatkowe studia, o jakich marzyłem. Ale nie jestem szczęśliwy”. No właśnie, bo moim zdaniem szczęście i realizacja siebie w świecie do dwie kompletnie różne rzeczy.

I osiągnąć można OBYDWIE, jestem tego pewna. Czego sobie, i Tobie, drogi Czytelniku, szczerze życzę 🙂 Jeśli mój wpis okazał się choć trochę przydatny, wsparł Cię, pomógł, daj mi, proszę, znać w komentarzu. Dzięki temu będę wiedziała, że blog spełnia swoją funkcję. Wspiera, a więc realizuje jakiś mój cel. I na pewno zaspokaja moją potrzebę 🙂 🙂

6 thoughts on ““Nie czuję się szczęśliwa” – o różnicy między realizacją celu a szczęściem

  1. Mam bardzo dużo celów, jestem ambitną osobą i mam pomysły co chcę robić w życiu, ale nie potrafię cieszyć się z tych małych kroków… i ostatecznie stoję w miejscu a dni mijają a ja chodzę od ściany do ściany. Czy jest to kwestia braku zaspokojenia potrzeb czy może lenistwa? Dodam, że zawsze bardzo przejmowałam się opinią i odbieraniem mnie przez ludzi oraz akceptacją środowiska.

    1. Witam,
      I bardzo dziękuję za napisanie. No właśnie, ja przez wiele lat miałam podobnie. Kurczę, jestem inteligentna i chcę różnych rzeczy i przecież jestem gotowa ciężko pracować! Ale nigdy nie doprowadzałam rzeczy do końca. W moim przypadku okazało się, że moje cele nie były tak naprawdę tym, czego w głębi duszy pragnęłam, a były celami mojego otoczenia, bo miałam gdzieś niezaspokojoną potrzebę takiej pierwotnej akceptacji. Także u mnie tak to wyglądało. Kiedy trafił się w moim życiu ktoś, kto akceptował mnie bez względu na wszystko, nagle… wzmocniła się we mnie moja akceptacja wewnętrzna. I otoczenie trochę mniej mnie obchodziło, choć oczywiście nadal nie jest to łatwe, oczywiście, wszyscy chcemy być akceptowani! Nie wiem, czy tak jest też w Twoim przypadku, moje doświadczenie pokazuje niestety, że niewłaściwe, niewspierające otoczenie baaaardzo koliduje ze zrozumieniem, czego naprawdę chcę. A więc też z dojściem do tego. Tak było u mnie 🙂 Dziękuję za napisanie i trzymam kciuki za rozmyślania!

  2. To jak realizując cząstkę swojego celu nie cieszysz się ? Można to nazwać, którkotrwałym szczęściem bo coś co sobie planowałem udało mi się wykonać.
    Podświadome cele czyli korzyści następujące z wykonanego zadania i poszerzające granice jeszcze większego szczęścia lub sfrustrowania.
    Zaspokojenie potrzeb czyli to co nas brudzi 🙂 My tego nie chcemy ale oni chcą byśmy my chcieli. ( ap-ropo tego to wspaniały był ten artykuł dał mi sporo do myślenia i wniosków )

    Ja definiuję swoje szczęście małymi rzeczami, które nas otaczają np; podczas spaceru uśmiecham się przechodząc obok ludzi, podziwiam jak drzewa i kwiaty rozkwitają, nawet “głupie” wejście w błoto brudząc buty może dać szczęście. Świat się od nas odwrócił i dobrze samemu lepiej można się rozwijać.

    1. Hej Łukaszu,
      Ogromnie Ci dziękuję za napisanie, bo mówisz do mnie moim językiem 🙂 No właśnie, obecnie nad tym myślę, czy realizacja drobnych celów (jak napisanie tekstu na blogu który kogoś wsparł, spodobał się) nie daje mi szczęścia? Przecież daje. A może nie tyle “szczęście” ile “spełnienie”? I tu z kolei pojawia się myśl, czy jedno jest możliwe bez drugiego? Dzięki Twoim słowom gdzieś tam popycham swoje myślenie dalej, dziękuję 🙂 I bardzo dziękuję za dobre słowo o tekście związanym z “brudzeniem”, zastanawiałam się, czy ktoś jeszcze czuje podobnie do mnie, czy gdzieś tam ten (jednak trochę dziwny) tekst przyda się. Pozdrawiam serdecznie!

  3. Bardzo fajny wpis, miło się czytało zwłaszcza że mam podobne przemyślenia. I bardzo chętnie dowiem się jaki jest twój sposób na znajdowanie i realizację celów. Pozdrawiam 🙂

    1. Hej Ewo 🙂
      Dziękuję bardzo za napisanie i za zagadanie o realizacji celów. Przemyślę wpis i na 100 procent o tym napiszę, tylko może to chwilkę zająć. Pozdrawiam serdecznie!

Leave a Reply