“Co zrobić? Taki jest świat” – jak radzić sobie, gdy widzimy coś, co nas brudzi

Ostatnio dużo myślę o poznawaniu świata, byciu jego częścią, wchodzeniu w nim w prawdziwy, głęboki kontakt. Przemykam się przez dni jak cień dążący od pracy do domu i od domu do pracy, liczący czas od weekendu do weekendu. Z mojego punktu widzenia nie zmieniam nic i muszę godzić się na najróżniejsze rzeczy w naszym społeczeństwie, które mi nie pasują, bo jestem –  w swojej własnej opinii – niezauważalna. Chciałabym stać się żywą częścią tego świata, mającą wpływ na jego kształt, na to, jak mnie się traktuje i jak traktują się inni. CHCĘ WSPÓŁDECYDOWAĆ O TYM, NA JAKIM ŚWIECIE ŻYJĘ.

Być może, Czytelniku drogi, miałeś możliwość zapoznać się z wątpliwościami, które mnie podczas tych rozmyślań ogarnęły, opisanymi w artykule, do którego link zamieszczam poniżej.

“To mnie zmienia” – o ryzyku poznawania świata

Jako osoba HSP (Highly Sensitive Person) oraz INFJ (typ osobowości wg. klasyfikacji MBTI opisujący osoby m. in. bardzo głęboko analizujące świat) jestem kimś, kto gdy raz wgryzie się w problem, nie puszcza dopóki nie znajdzie rozwiązania. Tak było i w tym przypadku. Jak, będąc osobą o nieprzeciętnej wrażliwości, reagującą bardzo silnie na wszystko, wywrzeć wpływ na świat i jednocześnie NIE DAĆ SIĘ ZMIENIĆ grom manipulacyjnym, nieetycznym zachowaniom, których jesteśmy świadkami na co dzień? Jak nie stać się kimś podobnym? Jak się “nie wybrudzić” brudnymi sytuacjami?

Przeprowadziłam nader ciekawe dyskusje zarówno z innymi HSP jaki i innymi INFJ i, zgadzając się z innymi lub też całkiem się im sprzeciwiając (obie opcje są dla mnie w dyskusji zawsze równie rozwojowe) przeanalizowałam własne poglądy i doszłam do pewnych wniosków.

Pozwól, Czytelniku, że przedstawię Ci je w skrócie, może jakoś Cię wesprą w Twojej własnej, prywatnej walce z tym wszystkim, co próbuje nas zmienić?

Aby nie przemykać się przez dni jak cień, postanowiłam zatrzymać się i przyjrzeć światu. Otwarcie oczu na świat i zobaczenie go “naprawdę”, przeanalizowanie go w szczegółach jest bardzo trudne, na pewno jednak warte wysiłku. Wszystko wokół staje się wtedy prawdziwsze, bardziej namacalne. Ale niesie za sobą ryzyko zobaczenia w niektórych miejscach ogromnej brzydoty. Mój pierwszy wniosek, do którego doszłam, jest taki, że z mojej prywatnej perspektywy NIC SIĘ NA BRZYDOTĘ NIE PORADZI. Wiem, że nie wszyscy zgodzą się ze mną, ale osobiście uważam, że jako pojedyncza osoba nie mam wpływu na politykę naszego rządu, politykę innych rządów, nawet na zabiegi manipulacyjne stosowane przez media w celu sprzedania mi lakieru. Nie mam szansy tego zmienić. Co więcej, każdy człowiek odpowiada wyłącznie za swoje własne działania, więc dlaczego do groma biorę na siebie odpowiedzialność za działania innych osób?

Uwierz mi, Czytelniku, ten “grom” był dla mnie nowym odkryciem, myślę, że wiele osób podobnych do mnie (HSP czy też INFJ) nosi w sobie od dziecka przekonanie, że ponieważ “widzi więcej” (osoby o nieprzeciętnej wrażliwości zawsze widzą lepiej czyjeś prawdziwe motywacje, cele leżące za grami manipulacyjnymi) powinien wziąć na siebie odpowiedzialność za to, co widzi. Osobiście uważam, że nie. Nie mam najmniejszego wpływu (co więcej, sądzę nawet, że nie mam PRAWA mieć wpływu) na postępowanie drugiego człowieka… i nie ponoszę za nie odpowiedzialności.

Ale mam wpływ na to, co z tym zrobię. Tu pojawia się mój drugi wniosek, bardzo, uważam ważny dla wszystkich osób o nieprzeciętnej wrażliwości, które szalenie głęboko odbierają to, czego doświadczają w świecie. MAMY PEŁNĄ KONTROLĘ NAD TYM, JAK ZAREAGUJEMY. Poszłam jakiś czas temu do mojej ulubionej fryzjerki, gdzie pani “rejestrująca” pozwoliła sobie na uwagę, że “powinnam już pofarbować siwy odrost”. Przysięgam, byłam w szoku i okazałam to. Jak ktokolwiek może mi mówić, że moje naturalne włosy są niewystarczająco dobre? Jak można mi sugerować, że “powinnam” coś w sobie ukryć i się tego zawstydzić? Zadałam pani z recepcji te pytania. Nie dostałam co prawda odpowiedzi, ale tez już nigdy nie usłyszałam podobnego komentarza.

Czytelniku drogi, to tylko głupi przykład, z którego tak naprawdę można się nieco pośmiać. Ale gdy tak pomyślę, jak wielką siłę mają moje reakcje (np. na reklamy), to uświadamiam sobie, że tutaj leży jedyne źródło mojego wpływu na różnie rozumianą “brzydotę”.

Oczywiście w sytuacjach kupna – sprzedaży jest to prostsze. Ktoś próbuje mnie zmanipulować czy przekonać, że “powinnam się wstydzić” np. siwych włosów, jeśli mu nie zapłacę, będzie musiał zmienić taktykę. W sytuacjach społecznych jest to o wiele trudniejsze, bo często reagowanie w sposób “niepasujący do norm”, wyciągający wręcz na wierzch jakieś niefajne prawdy może doprowadzić do poważnych problemów, nawet bycia wyrzuconym poza grupę.

Tutaj pojawia się jednak mój trzeci wniosek, z którym też prawdopodobnie nie każdy się zgodzi. Moim osobistym zdaniem CZASEM LEPIEJ JEST POZOSTAĆ NA ZEWNĄTRZ… posunęłabym się nawet dalej i powiedziałabym, że z mojej całkowicie prywatnej perspektywy ZAZWYCZAJ lepiej jest pozostać na zewnątrz. Jeżeli jakaś grupa społeczna zmienia mnie w sposób niefajny, jeśli żyję w świecie, w którym rządzą zasady niezgodne z moimi przekonaniami (bo taki jest świat, bo wszyscy oszukują, bo nikomu nie można ufać, bo tysiąc innych takich powiedzonek, które słyszymy codziennie) to wolę już wyjść na zewnątrz tego świata i poszukać sobie innego. Innych ludzi. Innych środowisk. Własnego plemienia. Czasem da się przełknąć bycie czarną owcą za cenę zachowania swoich przekonań. Bycia sobą.

Wtedy znalezienie osób, które są podobne, przy których możemy być tak bardzo sobą, jak tylko chcemy i potrafimy, staje się cudownym doświadczeniem wynagradzającym dookolną “brzydotę”. W dobrych relacjach możemy niejako “nakarmić się” dobrymi rzeczami na zapas, by potem lepiej radzić sobie ze światem. A tacy ludzie, którzy nas zrozumieją i wesprą, są. Tylko często znajduje się ich dopiero, gdy stanie się “na zewnątrz” swojego dotychczasowego świata.

Wiem to z doświadczenia 🙂

 

 

6 thoughts on ““Co zrobić? Taki jest świat” – jak radzić sobie, gdy widzimy coś, co nas brudzi

  1. Ja w swoim życiu bardzo długo nie potrafiłem sobie poradzić z moją wrażliwością, była dla mnie obciążeniem, miałem poczucie że jestem niedopasowany do tego świata, zbyt delikatny, bałem się że świat mnie zje żywcem jak do niego wyjdę. Musiałem od groma energii i czasu włożyć by w ogóle rozpoznać i zobaczyć kim ja tak naprawdę jestem, jak i jaka jest moja natura. Wiem teraz, że nie jestem w stanie udźwignąć świata i jego problemów, jest to dla mnie za dużo, mam dość problemów ze swoimi uczuciami, a co dopiero świata, więc nauczyłem się nie brać na swoje barki ego ciężaru – w praktyce przestałem oglądać i słuchać wiadomości, co najwyżej czytam gazetę, lecz i tak pobieżnie. Zorientowałem się, że mnie to po prostu okropnie drenuje i męczy, bo obciążam się rzeczami na które nie mam bezpośredniego wpływu. Tutaj z kolei wchodzi w grę moja odpowiedzialność za samego siebie, swoje uczucia i decyzje – skoro mnie to męczy to po co z tego korzystać? Uczę się rozpoznawać rzeczy i zachowania, które są dla mnie drenujące i niewnoszące nic pozytywnego do mojego życia i mam poczucie, że powoli odzyskuję cenną energię, którą mogę wykorzystać w bardziej przyjemny i konstruktywny sposób, bądź na rzeczy, które są dla mnie ważne, jak pasje, marzenia, relacje z ludźmi z którymi pragnę je budować. Z kolei jak ktoś się nie zgadza z moi sposobem życia, moimi wartościami, to nie muszę się zmuszać do tego by ktoś mnie polubił, lecz mam prawo do poszanowania moich wartości i uczuć, mam prawo wyrazić sprzeciw i powiedzieć co czuję. Przekonałem się w ostatnich miesiącach, że jest to baardzo budujące i pogłębia mój szacunek do samego siebie, jak i poczucie własnej wartości, jak to zostanie zaakceptowane to super, jak nie to znak dla mnie, że nie warto poświęcać takiej osobie więcej uwagi niż to konieczne.

    1. Poczucie, że świat mnie zje żywcem… tak, wiem doskonale, o czym mówisz. Też to angażowanie mnóstwa czasu i energii na zrozumienie, kim jestem, to też znam. U mnie były to lata poświęcone po prostu wyczuciu, gdzie są moje granice. Które uczucia należą do mnie, a które do innych ludzi. Gdzie tak naprawdę zaczynam się JA. Nadal jest to dla mnie trudne, uczę się obecnie nie wpuszczać tak głęboko do siebie czyichś uczuć (bo nie widzieć ich nie potrafię). Tak czytam, Danielu, Twoje komentarze i są dla mnie szalenie cenne bo mogę się zidentyfikować z każdym zdaniem 🙂 Też zrezygnowałam z oglądania wiadomości, z przebywania w miejscach które zbyt mnie obciążają, z relacji z osobami, które mnie wyczerpują. Tylko czasem czuję się szalenie samotna, bo jakoś nie mogę znaleźć w swoim otoczeniu ludzi takich, jak ja. I podoba mi się to, co piszesz o braniu odpowiedzialności za siebie i swoją głębię odczuwania. W końcu to moje zadanie poradzić sobie z własną wrażliwością (choć nie jest łatwe, potrafi być bardzo satysfakcjonujące). A jednak czasami, kiedy słucham muzyki lub czytam książkę lub rozmawiam z kimś i przeżywam to dobre doświadczenie jako prawdziwą ucztę doznań… wtedy jestem wdzięczna światu, że jestem sobą i potrafię doświadczać tak głęboko. Pozdrawiam cię serdecznie!

      1. Znam ten ból, też mi brakuje w moim otoczeniu taki ludzi, dlatego właśnie zdecydowałem się tutaj napisać 🙂 Co prawda mam trochę osób przed którymi mogę się otworzyć, lecz mieszkają ode mnie daleko i nie mogę się z nimi w jakiś regularny sposób spotykać, co najwyżej telefon, bądź Skype. Są to dla mnie cenne kontakty, lecz mam ich trochę mało i pragnę je poszerzyć. Nie wiem, czy zaglądałaś na skrzynkę, lecz napisałem wczoraj do Ciebie maila 😉

        Tak to jeszcze się zastawiam w jakie miejsca mogą uczęszczać osoby podobne do mnie, które też byłyby zainteresowane bardziej niż powierzchowną relacją. Jedno miejsce takie to z moich doświadczeń wynika, że mogą to być spotkania z grami planszowymi, na które uczęszczam. Bywają tam takie, nietuzinkowe, osoby choć jeszcze przed nikim nie byłem dotychczas gotowy by się tak otwierać 🙂

        Pozdrawiam Cię!

        1. O, bardzo dobrze, że wspomniałeś o mailu, bo nie dotarł niestety (?). Sprawdziłam i dla pewności przetestowałam skrzynkę cichalawina@gmail.com i nic nie znalazłam na niej. Czy mógłbyś przesłać mi maila jeszcze raz? Co do gier planszowych – znam to 🙂 Miałam swego czasu kolegę, z którym zapamiętale graliśmy w szachy. To zdecydowanie dobre dla osób wysoce wrażliwych. Pozdrawiam!

Leave a Reply