“Nawet nie wiem, jak to nazwać” – o narcyzmie z innej strony

Kiedy szykowałam zmiany na blogu, długo myślałam nad doborem kategorii i podkategorii. Wiem, że jak zawsze będą się one przenikać, a ja nigdy nie będę do końca pewna, czy umieściłam coś w dobrej “zakładce”. Oddzielna podkategoria na “narcyzm” musiała się jednak pojawić. Temat ten cały czas we mnie tkwi. Prowadzę bloga od trzech czy czterech lat i teksty związane z narcyzmem zawsze budziły bardzo duże zainteresowanie. Uznałam więc, że pisanie na ten temat jest potrzebne i ważne.

Pisząc  TEN tekst mam jednak wrażenie, że otwiera się przede mną szeroka, choć pusta droga i nie mam zielonego pojęcia, co czeka na jej końcu.

Zacznijmy jednak od najważniejszego. Słowo “narcyz” i “narcyzm” jest w dzisiejszym świecie bardzo popularne i używane nad wyraz swobodnie. Z mojego wykształcenia psychologicznego mogę powiedzieć, że “narcyzm” i “narcystyczne zaburzenie osobowości” to dwie inne sprawy, obydwie wywodzą się jednak ze znanego wszystkim mitu o Narcyzie zakochanym w sobie.

No właśnie. Tylko z mojego doświadczenia, gdy tak chodzę po świecie i spotykam najróżniejszych ludzi, gdy tak odbieram ich tym swoim wysoce wrażliwym sercem i przyglądam się im tym moim analitycznym umysłem… Narcyzi, z którymi spędziłam więcej czasu wcale samych siebie nie kochają. Nawet powiedziałabym więcej… mają duży problem z czuciem do siebie pozytywnych rzeczy.

Może więc wpisy z tej kategorii nie będą dotyczyć ludzi, którzy potocznie nazywani są Narcyzami? Może chodzi tu o kompletnie inne zjawisko? A może powszechna teoria (że są to osoby zakochane w sobie i z tego powodu niezdolne do kochania innych i empatyzowania się z nimi) jest po prostu niedokładna? Tak czy inaczej, nie będziemy się tu zagłębiać w analizy semantyczne. Oraz, co równie ważne, nie będą to teksty naukowe. Jestem psychologiem ale tutaj piszę po prostu jako Magda. Magda, która chodzi o świecie, widzi i myśli. A co wymyśli, opisze z nadzieją, że komuś się to przyda.

Chciałabym opowiedzieć wam o tym zjawisku, które dostrzegam wokół siebie. Co więcej, mężczyzn nim dotkniętych zdecydowanie do siebie przyciągam. Można to podciągnąć pod obecnie szeroko omawianą dynamikę: “osoba HSP/WWO/wysoko wrażliwa i osoba narcystyczna”. Te dwa typy zdecydowanie mają dla siebie nawzajem szalenie dużo uroku. Chociaż tutaj również wolałabym nie sprowadzać tego do tak prostego uogólnienia. Myślę, że będę pisać głównie o mężczyznach ponieważ z takimi mam o wiele więcej doświadczenia… też mam swoją teorię, dlaczego ten konkretny rodzaj Narcyzmu, których chcę opisać dotyka częściej mężczyzn, niż kobiety.

Myślę, że te teksty nie pomogą wszystkim. Myślę, że po prostu jest to pewna “odmiana” tego, co powszechnie nazywane jest Narcyzmem i często pojawia się w relacji damsko-męskiej ze strony mężczyzny właśnie. Wiem też jednak z maili, które do mnie trafiały, że jest duża grupa osób świadomych własnych trudności narcystycznych, które chcą coś z tym zrobić.

Mam ogromną nadzieję, że to pisanie trochę pomoże. Jeśli tak, Czytelniku, koniecznie daj mi znać.

We wcześniejszych wpisach na blogu pisałam sporo o narcyzmie głównie po mojej drugiej relacji z mężczyzną narcystycznym (nie był to nawet związek, ale było to coś, co wystarczyło). Już wtedy zaznaczałam jednak coś, co chciałabym podkreślić na początku też tutaj. Generalnie weszłam w życiu w kontakt z kilkoma mężczyznami, których nazwałabym Narcyzami (ewidentnie się nawzajem przyciągamy, a ja, jak widać, wolno uczę się na swoich błędach), znajomość zawsze przebiegała podobnie i zawsze kończyła się tak samo. Opisywałam to szczegółowo na blogu ze dwa lata temu, więc teraz tylko zaznaczę w skrócie. Początek – boski, pełen mojego zachwytu, jego czaru i uroku. Niezwykła inteligencja, wręcz mentalne orgazmy, zawsze jednak z leciuchnym, ledwo uchwytnym zaznaczeniem, że on wie odrobinkę więcej, niż ja. Środek – mnóstwo emocji wylewanych z mojej strony, zachwyt i radość jakby spotykało się półbóstwo, z jego strony dużo dystansu, zero emocji ale też jakaś urocza nieporadność, jak u małego chłopca domagającego się pochwał. Więc daję mu je, jak dziecku, bo potrzebuje. Uwagi. Pochwał. Wszystkiego. Ale też z jego strony poświęcanie mi czasu, gotowość do pomocy w najróżniejszych kwestiach, poświęcenia czasu i uwagi TAK DŁUGO, JAK DŁUGO w jej centrum będzie wdzięczność za ten czas i silne emocje okazywane w reakcji na każde słowo. Narcyz wysłucha ale tylko, jeśli okaże mu się podziw za wysłuchanie. Kiedyś np. dostałam od Narcyza wspaniały prezent urodzinowy, bardzo trafiony, ręcznie robiony na zamówienie, z pewnością drogi. Był piękny i poruszył mnie głęboko. Ucieszyłam się szalenie, wręcz zaniemówiłam. Ale parę dni później usłyszałam: “Jak ci go dałem, w ogóle nie okazałaś emocji” mówione z wyrzutem i poczuciem zranienia. Było to tym dziwniejsze, że ucieszyłam się naprawdę jawnie i szczerze. Było to widać. Ale niewystarczająco dla Narcyza. Wypomniał mi, że nie dałam dość swojej energii w zamian, którą mógłby się nakarmić. Był w tym zdaniu niszczący ciężar. W końcu następuje w relacji moment, gdy ta nierównowaga (moje dawanie energii, jego branie) przestaje być przyjemna. Na początku JEST, bo ja mam w sobie baaardzo dużo uczuć, emocji, mówiąc ogólnie energii czucia, więc pomaga mi przelanie tego nadmiaru w miejsce, które jej potrzebuje. W pewnym momencie jednak, ponieważ nie dostaje się energii w zamian, człowiekowi się ona kończy. Ja potrafiłam dokładnie ustalić moment, w którym u mnie się skończyła. Wypalił się zachwyt, zauroczenie, ale ponieważ nigdy nie byliśmy parą, a tylko przyjaciółmi, uznałam, że to nawet lepiej. Wreszcie będziemy mogli przyjaźnić się bez tego jednostronnego, przeszkadzającego w przyjaźni zadurzenia! Ale dla Narcyza to jest koniec relacji, zrywa ją z dnia na dzień i jest to dla niego tak oczywiste i proste, jak mrugnięcie okiem. Przestał dostawać to, co jest mu potrzebne więc idzie szukać dalej. A osoba wrażliwa zupełnie niepotrzebnie męczy się i dręczy i szuka winy w sobie i miesiącami za bardzo się przejmuje (choć nie cierpi tego zwrotu).

W mojej pierwszej relacji z Narcyzem, znajomość skończyła się, gdy zostałam użyta (tak, wiem, to straszne słowo i też świadomie je tu wykorzystuję z pewną przesadą, ale jednocześnie oddaje niestety narcystyczne podejście) do konkretnej rzeczy – pomocy w nawiązaniu z kimś znajomości, bo ten ktoś był do czegoś tam przydatny. Miałam wtedy 18 lat i byłam pewna, że to chłopak, który przypadkiem tak się zachował. Teraz rozumiem, że tego typu sytuacje (budowanie przyjaźni czy związku DLA KONKRETNEGO CELU) jest dla Narcyzów bardzo typowe. Relacja z człowiekiem ma przynosić ściśle określoną korzyść. To logiczne. Kiedy już ją przyniesie, kończy się. To też jest logiczne. Tak naprawdę, gdy się nad tym głębiej zastanowić, wszyscy postępujemy trochę w ten sposób i nie ma w tym nic złego. Jeśli się z kimś przyjaźnimy, robimy to, bo dostajemy coś dobrego. Jeśli nie dostajemy nic dobrego, po co mamy się przyjaźnić?

Co wyróżnia Narcyza to niemożność wzięcia pod uwagę UCZUĆ drugiej osoby. Mówiąc bardziej ogólnie, niemożność ZOBACZENIA drugiego człowieka jako istoty ludzkiej. I uszanowania jej jako takiej.

Nadal jednak nie doszłam do tego, co tak chciałam na początku zaznaczyć. Zakładka “Narcyzm” będzie na blogu przeznaczona właśnie dla osób znajdujących w sobie wyżej opisane cechy (nie wiem, czy to nieszczęsne słowo na “n” idealnie tu pasuje, ale lepszego nie znajduję), więc można by zapytać, dlaczego zaczynam od wpisu stawiającego tych ludzi w tak złym świetle.

No cóż… po pierwsze dlatego, że NIC nie usprawiedliwia traktowania innych przedmiotowo i wykorzystywania do swoich celów. NIC nie usprawiedliwia widzenia innych jako pojemniki z energią, którą można się nakarmić. Po drugie jednak dlatego, że… COŚ jednak te zachowania wyjaśnia. Chociaż tak postępować nie ma się prawa. Mam swoją teorię na temat tego, dlaczego tak postąpili mężczyźni, z którymi ja weszłam w kontakt. Może mylę się nazywając to zjawisko Narcyzmem. Może też mylę się w swojej teorii. Absolutnie nie podaję tutaj siebie jako specjalistki w tej dziedzinie. Ale może moje wydumania komuś odrobinę pomogą, naprowadzą na odpowiedni tor.

Może pomogą też osobom wrażliwym, bo to nie jest moim zdaniem do końca tak, że oto związaliśmy się z potworem, a powinniśmy byli wiedzieć. Może jest powód, dla którego wracamy do tego typu relacji chociaż są dla nas niszczące. Absolutnie nie mówię, że mamy wracać! Może jednak część osób wrażliwych zrozumie… dlaczego wraca.

Będę pisać o tym zjawisku nazywając je Narcyzmem, bo pasuje do opisu i cech osób obecnie tak nazywanych chociaż moim zdaniem ma inną przyczynę. Ale będę też pisać z jednego, kompletnie niebranego współcześnie punktu widzenia… Narcyzm nie jest dla mnie złem absolutnym. A Narcyz nie jest potworem. Zwłaszcza świadomy siebie. Będę podkreślać na każdym kroku, że NIC nie usprawiedliwia krzywdzenia innych, ale ten typ narcyzmu, o którym ja myślę ma swoje przyczyny. Na pewno dotyczy tylko pewnej grupy osób, nie wszystkich. Ale kogoś tam dotyczy. I komuś być może pomoże.

Pozwoliłam sobie na taki baaardzo długi wstęp żeby zaznaczyć wyraźnie, że słowo jest tylko słowem, zwłaszcza popularne, jak Narcyz. Jeśli więc, Czytelniku drogi, zagłębiając się w te moje wynurzenia w ogóle nie odnajdziesz w nich siebie, na spokojnie odłóż tego bloga i poszukaj w innym miejscu. Jeśli uznasz, że Twoje problemy mają inne przyczyny, z pewnością też masz rację. Jeśli odnajdziesz siebie w jakichś opisanych tu cechach, jeśli cierpisz i czujesz, że coś jest nie tak, radzę z całego serca poszukać wsparcia terapeuty. Moja droga rozpoczęła się wiele lat temu od pracy z terapeutką i generalnie wszystkim polecałabym to jako pierwszy krok.

Nade wszystko zaś, Czytelniku kochany, szukaj swojej drogi. Bierz za siebie odpowiedzialność. Walcz o szczęście. Sam znajduj odpowiedzi. Nie poddawaj się 🙂

5 thoughts on ““Nawet nie wiem, jak to nazwać” – o narcyzmie z innej strony

  1. Witam serdecznie.
    Dziekuje bardzo serdecznie za dobry i rzetelny tekst.
    Moje pytanie dotyczy tego czy narcyzm także może być dostrzegalny w relacjach kumpelskich/przyjscielskich?

    1. Hej Paweł,
      Dziękuję za miłe słowa, są dla mnie nad wyraz cenne, każde stanowi drobny sygnał, że ta moja pisanina komuś się trochę przydaje. Myślę, że narcyzm, jeśli uznamy go za cechę osobowości ujawnianą w bliższym kontakcie, może (choć nie musi) dotyczyć różnych relacji, takich, w których jest silna więź. Bez względu na to, czy dotyczy ona partnerów, dziecka i rodzica czy przyjaciół… czy nawet więzi pracowych, jeśli przypadkiem jakoś połączą się ze sferą prywatną. Narcyz to po prostu człowiek jak każdy inny człowiek ma swoje potrzeby i problemy, widzi sposób, jak może te potrzeby zaspokoić i ten sposób wprowadza w życie. Myślę więc, że może to wyjść w różnych typach relacji ale jednak takich, gdzie następuje jakiś kontakt emocjonalny (niekoniecznie romantyczny), mówiąc bardziej abstrakcyjnie, gdzie jest “przelanie energii”. Tak sobie myślę ze swojego prywatnego punktu widzenia 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

    1. Hej Magdo, no jednak moim zdaniem “Narcyz” trafia jednak najbliżej tego, co rozumie się pod tym pojęciem w dzisiejszych czasach. Też słowo “manipulator” ma wybitnie negatywny wydźwięk, a jednak moim zdaniem w przypadku tego konkretnego typu narcyzmu spraw nie jest taka prosta. Ale dziękuję Ci, Magdaleno, za napisanie, dawaj znać, jeśli będziesz miała jeszcze jakieś przemyślenia, chętnie posłucham i porozmawiam!

    2. Tak, „manipulator” – ja też uważam to za trafne określenie. Popieram i wszytko mi jedno czy to słowo brzmi negatywnie.

Leave a Reply