“Masz coś, czego potrzebuję”- o tym dlaczego osoby wysoce wrażliwe i narcystyczne chcą być obok siebie. Część 2

Ostatnio mówiliśmy sobie o tym, jak może wyglądać relacja między osobą wysoce wrażliwą i narcystyczną (gdybyś, Czytelniku, był ciekaw tej zadumanej ścieżki, zapraszam serdecznie TUTAJ ).

Ostatnimi dniami zaś siedzę, przeżywam swoją zakończoną relację z osobą narcystyczną i rozmyślam nad tym… DLACZEGO? Dlaczego osoby tak pozornie różne jednak przyciągają się? Tworzą szalenie głęboką, trudną do przerwania relację, która kończy się dopiero, gdy zostanie niejako “wyczerpana”.

Chciałabym, jak zawsze, podkreślić, że pomimo psychologicznego wykształcenia nie piszę tutaj artykułów naukowych, zbieram jedynie swoje przemyślenia z nieśmiałą nadzieją, że może komuś pomogą, wesprą… traktuj więc, Czytelniku Drogi, te teksty jako taką zadumaną, snutą zdanie po zdaniu rozmowę z Tobą. Nic ponad to.

Jestem Osobą Wysoce Wrażliwą i byłam w relacji z osobą narcystyczną. Rozwinęła mnie ona szalenie, pomogła zobaczyć nowy kawałek siebie, minąć jakiś zakręt w moim własnym rozwoju. Gdyby nie ona nigdy nie doszłabym do tego miejsca, w którym w tej chwili jestem. Jednocześnie jednak wyczerpała mnie, zasmuciła swoim gwałtownym końcem i zostawiła z takim lekkim uczuciem… żalu. Za utraconym przyjacielem.

Coś mnie jednak przyciągnęło w kierunku tego człowieka. Coś mnie trzymało przy nim i dawało poczucie, że dostaję ogromny prezent, dar ponad dary, że znalazłam niesamowity skarb. Zastanówmy się więc, CO? Co przyciąga osoby Wysoce Wrażliwe w kierunku narcystycznych i odwrotnie?

CISZA NARCYZA

Bycie WWO nie jest łatwe. Odczuwa się cudze emocje tak intensywnie, jak własne, wręcz czuje się je w swoim ciele, jakby nie miało się między sobą a światem żadnej bariery. Trochę, jakby być na super głośnej imprezie, tylko zamiast świateł, rąbiącej muzyki, krzyków, zapachu potu, ocierających się w tańcu o nas ludzi mamy… imprezę cudzych emocji atakujących ze wszystkich stron. Tak intensywnych, że poświęcamy mnóstwo energii tylko na to, by nie zwariować. By jakoś wytrzymać to, że widzimy te żale, gniewy, smutki, bóle innych i potrafimy obwiniać się za je wszystkie.

W osobie narcystycznej panuje emocjonalna CISZA. W mojej relacji siadałam naprzeciwko tego człowieka, patrzyłam wprost w niego i czułam… błogi spokój. Nie atakowały mnie żadne emocje, nie wtrącały w moje ciało żadne cudze nastroje. Gdzieś znikał doprowadzający wręcz do szaleństwa natłok wszystkiego, a zastępowała go ulga. To był dla mnie największy dar – ukojenie, spokój, emocjonalna cisza – którego przez całe moje życie, nie potrafił mi nikt dostarczyć. Może, Czytelniku, u Ciebie wyglądało to podobnie? Może znasz to uczucie… wewnętrznego milczenia, jakie daje taka relacja? Oczywiście dużo zdrowych relacji opiera się doświadczeniu spokoju i nie ma w tym nic złego. Ten jednak typ ciszy, jaką czułam w obecności osoby narcystycznej jest jedyny w swoim rodzaju, bo NIE wiąże się z obecnością pozytywnych uczuć płynących ze strony drugiej osoby… a z ich absolutnym brakiem. Co w porównaniu z codzienną walką z natłokiem cudzych emocji jest bardzo uwalniające.

Określenie “narcyz” krąży w naszym społeczeństwie opisując osobę zakochaną w sobie, tymczasem nic nie mogłoby być dalsze od prawdy. Osobowość narcystyczna jest związana z BRAKIEM kontaktu ze swoimi emocjami. Taki człowiek nie kocha siebie. Nic do siebie nie czuje. Ma cały natłok uczuć w sobie, kompletnie jednak nie ma do nich dostępu. Są… odłączone. To słowo najbardziej mi pasuje. Odłączone jak zewnętrzny dysk, który zgromadził informacje, ale leży w kącie i nie da się z niego nic odczytać, dopóki się go nie podłączy.

Doszłam do wniosku, że dlatego w obecności osoby narcystycznej czułam tak fantastyczną, błogą ciszę. Byłam w kontakcie z drugim człowiekiem i… nic nie naruszało moich granic. Odbierałam to jako wyraz szacunku do mnie i moich granic właśnie. Uwielbiałam Narcyza jeszcze bardziej za to, że szanuje moje prawa na tyle, by trzymać swoje emocje na wodzy… tymczasem jego uczuć tam po prostu nie było. Było mnóstwo czaru, galanterii, ogromny zasób wiedzy naprawdę godnej podziwu, fantastyczna kultura osobista, głębia filozoficzna pozwalająca toczyć dyskusje na najróżniejsze tematy… ale uczuciowo była tam błoga cisza.

W obecności takiej ciszy HSP ma wreszcie możliwość przyjrzenia się własnym uczuciom, niejako “obmacania” samego siebie i powiedzenia: “O, tu ja jestem”. Wtedy nasze emocje, przez całe życie stawiane na drugim planie, wybuchają z pełną siłą i wręcz wrzą z wdzięczności dla tej jednej osoby, tego bóstwa, które nam umożliwiło doświadczenie własnego bogactwa – dla Narcyza. I DOPÓKI te emocjonalne lawiny będą miały takie właśnie podłoże – uwielbienie, wdzięczność, podziw, zachwyt – osoba narcystyczna pozwoli nam w swojej obecności oglądać je do woli (wszak pozwala jej to stać na piedestale) i, paradoksalnie, dzięki temu pomaga osobie wrażliwej lepiej poznać samego siebie.

POSIŁEK EMOCJONALNY

Dla osoby narcystycznej, która często jest osobą szalenie inteligentną, mądrą, bogatą wewnętrznie, osobą, która poświęca mnóstwo czasu na zbudowanie wokół siebie określonego “image’u” swojej osoby (bo gdzieś tam wewnętrznie czuje jakiś swój brak) WWO stanowi doskonałe źródło emocji, którymi można się karmić. Zwłaszcza, jeśli u ich podłoża leży zachwyt, uwielbienie, podziw dla Narcyza, może on niejako obejrzeć siebie w osobie wrażliwej, jak w lustrze i to w najbardziej korzystnym świetle.

Dlaczego jednak ktoś nieprzeciętnie wrażliwy miałby się na to zgodzić? Myślę, że gdzieś tam podświadomie wyczuwamy niejako “zasady” gry, wiemy, że spotkaliśmy kogoś, z kim wejście w relację jest UWARUNKOWANE tym, że będziemy dawać z siebie mnóstwo komplementów, uznania, uwielbienia. Zgadzamy się na to, bo w zamian dostajemy ten spokój oraz poczucie bezpieczeństwa, które daje oparcie się na silnej osobowości, jaką stanowi osobowość narcystyczna. Przegapiamy jednak fakt, że nie czuje się do nas nic, nawet zwykłej sympatii. Osoba Wysoce Wrażliwa jest dla narcystycznej źródłem bardzo silnych emocji, ale nie jest nawet widziana jako człowiek. Ani, niestety, jako taki szanowana (stąd między innymi wynika tendencja Narcyzów do zrywania kontaktu z dnia na dzień nawet nie czując potrzeby, by się pożegnać czy cokolwiek wyjaśnić). Dlaczego jednak się na taką relację zgadzamy?

DORASTANIE JAKO POJEMNIK

Ok, Czytelniku drogi, może to już zbyt “pojechane” sformułowanie, jeśli tak, wybacz mi, proszę, oparłam się tutaj na własnych doświadczeniach. Jako osoba od dziecka widząca cudze emocje i wręcz doświadczająca ich tak, jakby były moimi dorastałam z przekonaniem, że jestem takim pojemnikiem na te cudze uczucia. Garem, do którego wrzucone jest wszystko i szalenie trudno jest wśród najróżniejszych składników odnaleźć te, które pierwotnie były moje. Stanowiły mnie. Magdę. Mówię to obecnie absolutnie bez gniewu, bo jestem już poza takim widzeniem siebie (bo MOŻNA taki sposób widzenia siebie zmienić). Myślę jednak, że dlatego zgadzałam się na relacje, w których nie byłam widziana jak człowiek, bo dorastanie w zarzuceniu cudzymi przeżyciami nigdy nie pozwoliło mi na pełne wykrystalizowanie poczucia, że jednak człowiekiem jestem. I tu właśnie dochodzimy do ostatniego zakrętu naszej wspólnej, zadumanej ścieżki rozmyślań…

WSPÓLNY RDZEŃ

Mam taką myśl, teorię zaledwie, nagłe przeczucie wymagające dalszych analiz. Czy to możliwe, Czytelniku Drogi, by Osoby Wysoce Wrażliwe i narcystyczne ciągnęły ku sobie, bo gdzieś tam wyrastają ze wspólnego rdzenia? Może jest tak, że gdy człowiek rodzi się z dużą wrażliwością, to zdrowe otoczenie stara się takie dziecko wesprzeć. Niezdrowe jednak albo mu na wrażliwość pozwala i wręcz ją wykorzystuje (Widzisz, co przez ciebie zrobiłam? Zobacz, teraz mama jest smutna. Tak, płaczę przez ciebie… itp) albo… uczy dziecko od małego, że wrażliwość jest czymś złym (tutaj pojechałabym jednak w kierunku różnic w sposobie wychowania dziewczynek i chłopców i zaryzykowałabym tezę, że częściej spotyka to tych drugich). Może jest tak, że pewna grupa osób narcystycznych to po prostu ludzie obdarzeni dużą wrażliwością do której kompletnie odebrano im prawo? Nauczono, że “chłopcy nie płaczą”?

Może dlatego taki człowiek nie mając prawa czuć wszystkiego tak silnie, jak musiał, mógł jedynie przestać czuć cokolwiek? “Odłączyć” dysk emocjonalny kompletnie? Dlatego ciągnie ku osobom wysoce wrażliwym, bo czuje… jakąś więź czy tęsknotę za własną przeszłością?

FINAŁ I SZUKANIE WINY W SOBIE

Napisałam te dwa teksty związane z narcyzmem, bo gdy jako osoby wrażliwe, tak obdarowujemy narcystycznych przyjaciół (czy partnerów) wszystkimi najsilniejszymi uczuciami, jakie mamy a potem po prostu jesteśmy niejako “zostawieni na lodzie” – bardzo łatwo jest zacząć szukać winy w sobie. Bardzo łatwo jest poczuć, że nie zasługuje się na nic więcej, jedynie na bycie “emocjonalnym pokarmem”. Lub też… poczuć się ofiarą.

Tymczasem uświadomienie sobie, jak logiczne przyczyny ma taka relacja i jak dwie osoby próbują dzięki niej rozwikłać własne trudności, jak często takie relacje się zdarzają i jak podobnie przebiegają – potrafi szalenie pomóc. Zdejmuje poczucie winy, pomaga lepiej zrozumieć swoje własne trudności oraz lepiej zrozumieć osoby narcystyczne. To jest historia, w której, drogi Czytelniku, nie ma tak naprawdę złego charakteru, nie ma agresora i ofiary. Jest po prostu związanie się dwojga ludzi poprzez jakiś brak.

Uświadomienie sobie jednak swojego braku może pomóc zmienić na lepsze całe życie. Tak było w moim przypadku i tego również, z całego serca, życzę każdemu, kto przeżył coś podobnego.

Jak zawsze zapraszam do komentowania 🙂 tu lub na facebooku.

5 thoughts on ““Masz coś, czego potrzebuję”- o tym dlaczego osoby wysoce wrażliwe i narcystyczne chcą być obok siebie. Część 2

  1. Ta teoria o zablokowaniu osoby narcystycznej bardzo silnie rezonuje z moimi obserwacjami we wlasnej relacji, takiej dwudziestoletniej. Jestem mocno zaskoczona, ze to nie tylko ja mam takie podejrzenia.

    1. Hej Arletta, dziękuję za napisanie, to dla mnie bardzo cenna wiadomość, że ta teoria jest zgodna z doświadczeniami innych osób, gdzieś tam to wszystko się o siebie zazębia… dzięki za wiadomość!

  2. Dziękuje Ci za ten tekst. Jest dopełnieniem wszystkiego co do tej pory przeczytałam na temat relacji z narcyzem. Szukałam przyczyny w jaki sposób wydałam się w tak toksyczną relację skupiając się na samym narcystycznym partnerze a dopiero Twój blog uświadomił mi kim ja sama jestem. W pełni identyfikuje się z Twoimi spostrzezeniami. Opisałaś w stu procentach mnie i moje życie. Dziękuje jeszcze raz za możliwość poznania mnie z innej perspektywy. Z dumą i pełna świadomością mogę powiedzieć, ze jestem HSP i pierwszy raz widzę prawdziwe pozytywy z obcowania z osobowością narcystyczna. Wiem, że ta nauka o sobie samym nie pójdzie w las.

    1. Witam,
      I bardzo dziękuję za podzielenie się swoimi wrażeniami. Nie ma chyba dla mnie rzeczy ważniejszej, jeśli chodzi o tego bloga, niż to, że komuś pomaga, wspiera, pozwala coś zrozumieć, poczuć się lepiej, pełniej. Dlatego bardzo dziękuję za ten komentarz, to dla mnie prawdziwy prezent poczuć, że udało mi się kogoś wesprzeć oraz też poczuć, że ja nie jestem jedyną osobą doświadczającą w taki sposób relacji z narcyzem.

Leave a Reply