“Mam problem z poznawaniem mężczyzn” – o tym, gdy ludzie wchodzą zbyt głęboko

Ostatnio postanowiłam sobie, że poznam mężczyznę.

Zwiążę się z kimś. Wejdę w relację. Albo przynajmniej pospotykam się, pogadam, może pospaceruję, ot tak, dla przyjemności.

Bez przesadnych oczekiwań. Bez stresu.

Przecież nie chcę być sama, myślę, że moje życie byłoby o wiele piękniejsze i bogatsze gdybym mogła je dzielić z kimś, kto mnie rozumie. Gdzieś tam wewnętrznie czuję, że nie wykorzystuję swojego czasu w pełni nie będąc w głębokim, prawdziwym związku.

Tylko jak, jako osoba nietypowa, wiecznie analizująca świat i z pewnością nieprzeciętnie wrażliwa, miałabym kogoś poznać? Jak nawiązać prawdziwą więź, jeśli jest się kimś innym, dziwnym, trudnym do zrozumienia? Czasem rozglądam się dookoła, widzę ludzi którym wystarczy uśmiechnąć się na ulicy, a już roztaczają aurę, do której lgną tłumy.

Ja do nich nie należę.

Jak się nad tym tak głębiej zastanowić, jest to dość zaskakujące. Przecież widzę ludzi naprawdę głęboko, bez problemu potrafię odczytać ich emocje, zidentyfikować się z nimi, na czym więc polega mój problem? Dlaczego tak trudno jest mi nawiązywać relacje z ludźmi, a już ZWŁASZCZA z mężczyznami?

DLACZEGO?

Jakieś dwa, trzy tygodnie temu, poznałam przez internet mężczyznę, który od pierwszych słów wydawał mi się szalenie podobny do mnie. Interesowało mnie każde jego słowo, w każdym kolejnym zdaniu odnajdowałam jakieś echo tego, czego sama doświadczam, czasem to echo było tak podobne, że wręcz niepokojące, jakbyśmy byli kompatybilni nie tylko w tym, co dobre, ale też w tym, co w nas problematyczne. Bez względu jednak na wszystko…  od pierwszych słów szukałam z całej siły czegoś, co mogłoby być nie tak. Czułam się zagrożona.

Wczoraj natomiast spotkałam się z innym mężczyzną na planszówki. Ot, niezobowiązującą grę dla przyjemności, w przytulnej, kawiarnianej atmosferze. Grało się miło, rozmawiało lekko, gdy jednak zaproponował, abyśmy spotkali się w następnym tygodniu, moją pierwszą reakcją było poczucie… tak… zagrożenia.

NO WIĘC DLACZEGO?

Tak, mam za sobą historię związaną z męską przemocą, jednak wiem, że to nie ona ma na mnie taki wpływ, zresztą nie była to jakaś straszna historia, nic dramatycznego się nie wydarzyło. Więc wiem, że nie chodzi o to. Tak, wiem, że zawsze w towarzystwie mężczyzn czuję się zagrożona, ale, Czytelniku drogi, dochodzę do wniosku, że w towarzystwie WSZYSTKICH LUDZI czuję się zagrożona. Przez swoją wrażliwość.

Bo widzę ich za głęboko. Jestem zbyt otwarta na wszystko. I wszystko to, co widzę za głęboko we mnie wchodzi.

Mężczyzna uśmiecha się do mnie znad kawiarnianego stolika, tak, że cała twarz marszczy mu się w tym uśmiechu, szalenie pięknie to wygląda, ten uśmiech gdzieś wnika we mnie podskórnie. I nie chodzi absolutnie o to, że erotycznie. Po prostu odbieram go na bardzo głębokim poziomie, widzę błysk oczu, załamania zmarszczek wokół szerokich ust, i tych wszystkich doznań jest taka obfitość, są tak silne, że chociaż piękne, jest ich… zbyt dużo. Tak dużo, że ja przestają się uśmiechać i lekko przymykam oczy. Wycofuję się z kontaktu. Na chwilę zaledwie… ale ta chwila wystarczy. Gdy robię takie rzeczy raz za razem, wycofuję się z kontaktu przy jednym silniejszym bodźcu… czy to dziwne, że tak trudno mi nawiązać głębokie więzi?

Mężczyzna, którego poznałam przez internet, był szalenie inteligentny i interesujący. Z pewnością pod wieloma względami podobny do mnie, a to się zdarza naprawdę bardzo rzadko. Pisał jednak rzeczy, które mnie niepokoiły, rzeczy które gdzieś tam potencjalnie mogły zahaczać o kontrolę i dominację w związku. Postanowiłam więc zakończyć tę znajomość tak naprawdę nie dając mężczyźnie szansy wytłumaczyć swojego punktu widzenia, poprosiłam, by więcej do mnie nie pisał, bo wiem, że często ludzie czują się zakończeniem znajomości (nawet obejmującej dwa, trzy maile) tak zranieni, że potrzebują odreagować. Odpowiedź jednak dostałam, były w niej jak najbardziej dźwięki pasywno – agresywne, reakcje człowieka który musi obronić dobry obraz swojej osoby, bo czuje się odrzucony. I tak naprawdę jest to zrozumiała, naturalna reakcja.

Było też jednak zdanie, które bardzo mnie tknęło. Napisałam człowiekowi, że mamy różne punkty widzenia i zainteresowania, szukamy czegoś innego i dlatego nie chcę kontynuować tej znajomości, na co on mi odpisał: “Magda, ja nigdy bym cię nie skrzywdził”.

I wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że dokładnie tego się boję. Nie chodzi o to, że zraniłby moje uczucia czy że nie byłabym w jego typie czy że jakoś zagroziłby mi seksualnie, absolutnie nie. Boję się, że skrzywdziłby moje wnętrze… tak, w pewnym sensie fizycznie… wszedłby we mnie zbyt głęboko samym tym, że by był. Wysyłałby w moją stronę za dużo bodźców. A ich nadmiar byłby w pewnym sensie… to tak… w pewnym sensie… gwałcący.

Usiadłam na łóżku, pokiwałam głową  w kompletnym szoku, po czym nagle uderzyło mnie, że każdą chwilę spędzoną poza moim mieszkaniem spędzam w stani przerażenia. Do tej pory kompletnie nie byłam tego świadoma, nawet teraz gdy o tym piszę, część mnie ma ochotę roześmiać się samej sobie w twarz z niedowierzaniem. Ale jednak jest to prawda. Każdą chwilę spędzam w stanie ogromnego napięcia, starając się bronić przed nadmiarem bodźców – wzrokowych, słuchowych, pozytywnych, negatywnych – bo wchodzą we mnie zbyt głęboko. Bo każdy z nich… jest dla mnie potencjalnie formą agresji.

Wniosek, do którego dochodzę, naprawdę mnie przeraża. Myślę, że ze względu na swoją wrażliwość i na swoją historię (związaną z agresją), mam INNĄ DEFINICJĘ PRZEMOCY niż ludzie wokół mnie. Wiele rzeczy, które dla innych są czymś obojętnym, dla mnie stanowią formę przemocy. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że… mam do tego prawo. Tak, jak ktoś dźgany non stop palcem w oko ma prawo powiedzieć: “Dość tego!”, tak samo ja mam prawo żądać od świata, by uszanował moje granice… tylko, że mam je w zupełnie innych miejscach, niż ludzie wokół mnie.

Trzeba na to spojrzeć jednak też z punktu widzenia drugiej osoby. Mężczyzna, którego poznałam przez internet odpisał mi w dość mocnych (w moim odczuciu) słowach, odebrał moje zakończenie znajomości jako akt agresji wymierzony wprost w niego. Jakby nie było to wyjście z kontaktu, a atak mający na celu “sterroryzowanie” go. Stąd wiem, że jest to człowiek szalenie podobny do mnie, mający, zupełnie jak ja, inną definicję przemocy, niż ma się przeciętnie. I ma on do tego prawo. Ale z drugiej strony, ja wiem, że nie zaatakowałam go w żaden sposób, bo każdy człowiek ma prawo powiedzieć “nie, dziękuję, jednak do siebie nie pasujemy”. I do takiego poczucia też prawo mam.

Jak więc żyć? Co robić? Czuję, jakby ludzie mnie atakowali i mam prawo mieć tę swoją wrażliwość na każdy bodziec, ale ludzie wcale nie powinni w moim towarzystwie czuć się jak agresorzy, bo tak naprawdę nie atakują mnie zupełnie. Nie mogę nawiązać z nimi relacji, bo zawsze jest w tym jakaś forma wymuszenia z mojej strony, próba powstrzymania nadmiaru bodźców i ciągłe chronienie się przed czymś, co wejdzie za głęboko.

Nie mogę z nikim podzielić się tym, że tak właśnie odbieram świat, że fajny koleś zapytał mnie, czy spotkamy się w przyszłym tygodniu (tak naprawdę po kumpelsku, na planszówki), a jak poczułam się zagrożona przemocą. Nikt z moich znajomych tego nie zrozumie. Nie wiem, co mam robić. Ogarnia mnie poczucie… braku wyjścia.

Wybacz, Czytelniku, staram się zawsze, by wpisy na tym blogu były wspierające, dawały pomoc, radę, pomagały osobom wrażliwym i nietypowym poczuć się odrobinę lepiej. Tym jednak razem czuję się po prostu źle. Czuję się samotna, przestraszona tym, że nigdy nie dam rady nawiązać bliskich relacji, niezrozumiana przez otoczenie i bardzo wściekła na samą siebie, że nie mogę być po prostu… normalna. Jestem zmęczona tym, że nawet moi przyjaciele widzą we mnie kogoś dziwnego, do kogo musieli “się przyzwyczaić”, z kim nie mogą normalnie być, a muszą jakoś “postępować”, jakby musieli uważać na każde słowo.

Nie chcę tego, ale nie potrafię tego zmienić tak, jak nie mogę zmienić swojego wzrostu czy swojej przemocowej historii. Czuję się schwytana w pułapkę… i po prostu musiałam się wygadać. Musiałam opisać tę historię na blogu, by wzbudzić w sobie nadzieję, że może jest na świecie ktoś, kto przeżywa podobnie do mnie. Może choć odrobinę…

6 thoughts on ““Mam problem z poznawaniem mężczyzn” – o tym, gdy ludzie wchodzą zbyt głęboko

  1. Istnieje bardzo subtelna granica pomiędzy odbiorem a prawdziwą rzeczywistością , problem tkwi w próbie dostosowania się a wpis jest efektem porównania.
    Masz piękne wnętrze , to dar i przekleństwo zarazem , bo skazuje Cię na intelektualną samotność , która daje o sobie znać w każdym aspekcie życia.
    Twoje wnętrze ustanawia wysoko zawieszoną poprzeczkę i każda próba jej obniżenia skończy się tak samo , bo celem jest nieustanny wzrost.

    1. Hej Adrianie,
      Ogromnie Ci dziękuję za bardzo, bardzo cenne słowa… jeśli pozwolisz, skontaktuję się z Tobą mailowo… napisałeś coś, co niezmiernie mnie poruszyło.
      Dziękuję i pozdrawiam
      Magda

  2. Cześć Magdo, niesamowite że poimo iż obserwuję Twojego bloga dzisiaj trafiłem na ten artykuł w którym się czuję dośc podobnie do Ciebie w takich sytuacjach. Dałaś mi do myślenia, że koleżanka z którą udało mi się już 2 razy spotkać może myśleć podobnie do Ciebie a ja podobnie do was i nastała cisza. Wiem co chcę napisać do niej ale się wstrzymuję i mam totalny mętlik w głowie co i jak napisać do tej osoby chociaż wolałbym to powiedzieć. I nie wiem czy tu chodzi o wątek miłosny czy przyjacielski. Ogólnie sam dopiero ucze się komunikować bardziej w relacjach przyjacielskich, których jeszcze nie posiadam. Wiec możliwe, że stąd taka reakcja ale jeżeli przez większość życia nie rozmawiałem z dziewczynami nie licząc rodziny. To chyba sam chcę osiągnąć szczerą wersję siebie dla tej koleżanki?

    Nie wiem jak żyć, co zrobić ale warto o tym powiedzieć tej osobie, że masz taką reakcję na znajomość i pozwolić swojej duszy na chwilkę zapomnienia może doprowadzi Cię ona na oczyszczenie tego dzięki drugiej osobie. Przepraszam, że posmuciłem troszkę wątek swoją osobą ale bardzo lubię czytać Twoje posty, dostaję natchnienia po nich. Dziękuję.

    1. Hej Łukaszu, To ja Ci dziękuję za podzielenie się Twoją historią, cieszę się, że artykuł Cię wsparł, myślę, że to szalenie odważne i inspirujące że tak ważna jest dla Ciebie znajomość z koleżanką. Trzymam kciuki i za Ciebie i za siebie :)))

      1. A poradziłaś już sobie z tymi emocjami które Ciebie w ten sposób blokują? Rozumiem też fakt, że sami przed sobą musimy się pierw otworzyć i wyrzucić to z siebie by było można lepiej zrozumieć i siebie jak i drugą osobę. Podejrzewam, że to dopóki się przed kimś nie otworzymy to nie zadziała prawidłowo. I zdaję sobie sprawę iż nie znajdzie się idealnych ludzi i trzeba być przychylnym na wady i zalety osób. Zrozumienie i połączenie emocjonalne, którego nie był w stanie nam nikt dostarczyć przez dzieciństwo jak i dorastanie, pomimo strachu czasami warto zaryzykować i szukać. Dziękuję za słowa otuchy i kibicuję Tobie mocno 🙂

        1. Ha! Czy ja poradziłam sobie z emocjami!!! 🙂 Jestem obecnie w środku tak pokręconego procesu, że nawet nie opisuję go na blogu, bo jest za intensywny 🙂 Dziękuję Ci za ciepłe słowa! Pozdrawiam bardzo!

Leave a Reply