Lubię być z ludźmi… tymi, których wybiorę, z przerwami, których potrzebuję.

O BŁĘDNYM ROZUMIENIU EKSTRAWERSJI

Byłam ostatnio, na nader pouczającym szkoleniu na którym rozmawialiśmy sporo o introwersji i ekstrawersji. Generalnie koncepcja różnych typów osobowości jest bardzo ciekawa i osobiście się z nią zgadzam, bo daje “przestrzeń” dla ludzi z najróżniejszymi zdolnościami, nie wartościując ani nie sugerując, że którykolwiek typ jest lepszy.

No dobrze, prawie nie sugerując.

Bardzo ciekawe rzeczy działy się na owym szkoleniu, gdy doszliśmy do szczegółowego omówienia introwersji i ekstrawersji. Pierwszą omówiliśmy radośnie, wręcz w podskokach, bo to lgnięcie do ludzi, otwartość, dobre radzenie sobie w różnych, dostosowanie społeczne, hej, hop! Radośnie do przodu.

Typ osobowości związany z introwertywnym podejściem do świata omówiliśmy również wydobywając z niej mnóstwo pozytywów… ale nastrój nieco stężał, a w powietrzu zawisł ledwo uchwytny smrodzik… lekkiej przygany. Taki swądzik delikatnej sugestii, że TOOO (ta straszeczna introwersja) jest jednak czymś, nad czym należałoby popracować… jak nad ładnym charakterem pisma czy puszczaniem bezgłośnych bąków. Coś, co jednak jest społecznie czymś odrobinkę… mniej korzystnym w dzisiejszym świecie.

Hmmm… zadumałam się na swoim szkoleniowym krześle i pokiwałam moją introwertywną głową. Gdyby tak się nad tym zastanowić, czy przypadkiem ekstrawersja nie jest błędnie rozumiana, jako przeciwstawny wymiar? Czy “otwarcie na ludzi” nie jest błędnie zdefiniowane? Jako Osoba Przeżywająca Wszystko i analizująca wszystko (jestem HSP oraz typem osobowości INFJ, a więc też analizującym 🙂  ) musiałam to dokładnie rozważyć.

Oczywiście wiem, że nie wszystkie osoby określające siebie jako HSP są introwertykami (osobiście nie zaliczyłabym ich jednak do takich stereotypowych, potocznie rozumianych ekstrawertyków), nawet introwertycy zaś nie muszą koniecznie się ze mną zgadzać, pozwolę sobie jednak na taką krótką analizę ekstrawersji Z POTOCZNEGO, STEREOTYPOWEGO punktu widzenia, jaki funkcjonuje w naszym społeczeństwie.

 

A więc – ekstrawertyk to ktoś, kto lubi spędzać czas z ludźmi.

Ja BARDZO lubię spędzać czas z ludźmi. W małych grupach (maksymalnie trzyosobowych), z ludźmi, których sobie wybrałam. SZALENIE lubię prowadzić z tymi wybranymi osobami dłuuugie rozmowy idące w głąb, “rozmyślające rozmowy” które pozwalają mi poznać kogoś naprawdę. To prawda, czasem dość szybko potrzebuję przerwy i samotności, często jednak przyczyną nie jest sam kontakt z ludźmi, a nadmiar dodatkowych bodźców ODCIĄGAJĄCYCH MOJĄ UWAGĘ od rozmówcy. Oczywiście potrafię też być zmęczona towarzystwem, ale tutaj od powszechnie rozumianego ekstrawertyka różni mnie tylko czas (męczę się znacznie szybciej), a czy czas jest jakkolwiek wymiarem obiektywnym? Kto miałby prawo stwierdzić, że 30 minut to krótko, a 35 to już długo?

Co więcej, są ludzie, którzy nigdy mnie nie męczą. Z takimi osobami potrafię siedzieć kilka godzin rozmawiając lub czasem po prostu milcząc… i jest to głębszy kontakt, niż jakikolwiek inny. A czy głębokość relacji nie powinna być istotą ekstrawersji, tej otwartości na ludzi?

 

Ekstrawertyk to ktoś, komu “łatwo się dogadać”, bez problemu rozumie cudze zamiary i reaguje na nie w odpowiedni sposób.

No czyż większość Osób Przeżywających Wszystko (innymi słowy HSP) oraz osób o typie osobowości INFJ nie może się pod tym podpisać? Ja z pewnością mogę! Nie mam najmniejszego problemu z dostrzeżeniem, co tak naprawdę kieruje człowiekiem. Warstwa uczuć i pragnień jest dla mnie znacznie wyraźniejsza, niż warstwa słów i formułek społecznych. Gdy ktoś mówi: “Byłaś ostatnio w kinie?” a ja słyszę na przykład: “Czuję się samotny/a bo nie mam z kim spędzić piątkowego wieczoru” to zareaguję na tę prawdziwą warstwę, a nie zacznę przez godzinę opowiadać o ostatnim oglądanym filmie. Bez problemu przenikam również wiele form manipulacji, bo po prostu od razu widzę prawdziwe intencje człowieka.

A więc… więc… jakim cudem widzenie prawdy na czyjś temat nie jest ekstrawersją? Jakim cudem reagowanie na to “szczerze i prawdziwie” nie jest reagowaniem w odpowiedni sposób? Ok, prawda, nie zawsze “łatwo się wtedy dogadać” bo ludzie nie są w kontakcie z sobą (lub wolą jakiejś części siebie nie pokazywać, do czego mają pełne prawo). TO jednak zalicza się do norm społecznych, norm relacji a NIE do cechy osobowości.

 

Ekstrawertyk to osoba, której uwaga skierowana jest “na zewnątrz”.

Hmm… tu też sprawa nie jest taka prosta. Tak, mam uwagę zdecydowanie skierowaną “do wewnątrz”, lubię czuć siebie, analizować siebie, mam bardzo fajny kontakt ze swoim ciałem, umysłem, emocjami… ale jednocześnie samo bycie HSP oznacza w moim przypadku skierowanie na zewnątrz, odbieranie tysięcy bodźców, z których wszystkie są ważne i muszą zostać przeanalizowane. Ten nadmiar sprawia, że łatwo się wycofuję, jednak w środowisku KOMFORTOWYM DLA MNIE bardzo chętnie analizuję różne elementy otoczenia, przyglądam się ludziom, jestem szalenie ciekawa otaczającego mnie świata i potrafię się nim zachwycić. Świat i otaczający ludzie są dla mnie BARDZO WAŻNI i CENNI. Tylko na… moich warunkach.

 

CZYM WIĘC SIĘ RÓŻNIMY?

Z jakimi cechami potocznie rozumianej ekstrawersji osoba taka, jak ja nie może się utożsamić?

Ekstrawertyk to ktoś, kto ma dużo znajomych

Ale dlaczego dużo? Dlaczego ilość ma być ważniejsza od jakości relacji, ich głębokości, prawdziwości? Dlaczego ilość to wyznacznik otwartości na ludzi, a głębokość ich poznawania nie?

Ekstrawertyk to ktoś, kto dużo czasu spędza w towarzystwie ludzi

Ale dlaczego dużo? Ile to jest dużo? Dla mnie np. 60 minut to już sporo, jeśli jestem w towarzystwie kogoś, kogo słowa kompletnie rozbiegają się z intencjami, tak, że gubię się i nie wiem, na co reagować. Kto ma prawo mi powiedzieć, że tyle czasu to jeszcze mało? Ogół? Średnia? Normy społeczne? Ale ja się absolutnie z nimi nie zgadzam. Dlaczego większość ma być wyznacznikiem “prawdy”?

Ekstrawertyk to ktoś, kto jest aktywny, żywy, otwarty, towarzyski

Kiedy robię coś w ciszy i samotności, jestem bardzo aktywna. Kiedy spotykam się z kimś, kto mnie dobrze poznał i zasłużył sobie na moje zaufanie, jestem o wiele bardziej otwarta, niż przeciętny człowiek. Gdy znajduję się w małym gronie ludzi (2,3 osoby) jestem bardzo towarzyska bo próbuję nawiązać spokojną, głęboką rozmowę. Gdy odpocznę w samotności i ciszy, jestem w otoczeniu spokojnym, o limitowanej ilości bodźców, jestem bardzo żywa. O co więc chodzi?

Pytanie powracające jak refren, dlaczego ważniejsza jest ilość, a nie jakość? Dlaczego cenniejsze jest dostosowanie do sztucznych form społecznych i ról, niż bycie sobą i otwarcie na prawdę leżącą za maskami? Dlaczego, ach, dlaczego za NORMALNE uważa się takie warunki społeczne (czyli hałas, zgiełk, wrzeszczące radio, tłumy, smrody….) które pasują większości? Tak, ja wiem, że właśnie dlatego, ale DLACZEGO WŁAŚNIE DLATEGO?

MAM WRAŻENIE, ŻE INTROWERSJĘ I EKSTRAWERSJĘ NIE ZDEFINIOWALI PSYCHOLOGOWIE, A ZDEFINIOWAŁ JE TŁUM.

BŁĘDNE ROZUMIENIE

Z mojego punktu widzenia ekstrawersja jest kompletnie błędnie zdefiniowana i rozumiana. Wymiar relacji z innymi jest tylko częścią ekstrawersji, jest jednak jej główną częścią i powszechnie funkcjonuje jako po prostu “lubienie ludzi”. Gdy weźmie się takie standardowe źródło wiedzy, jak wikipedia, w opisie ekstrawersji znajdziemy określenia: “żywy, towarzyski, WRAŻLIWY”, po stronie introwersji zaś “bierny, solidny, łagodny”.

SOLIDNY! Ja i solidność! HA! Bierny… to chyba jakiś żart!

Osobiście jestem osobą BARDZO INTROWERTYWNĄ i dobrze mi z tym. Ale, czytelniku drogi, absolutnie nie mam na myśli, że intro – lub ekstrawersję da się postawić wyżej, że któraś jest lepsza i w życiu pięknym nie chciałabym tym wpisem atakować kogoś, kto identyfikuje się z powszechnie rozumianą ekstrawersją.  Może po prostu cecha, którą ma potrzebuje innej nazwy? Uważam po prostu, że te wymiary są błędnie zdefiniowane, bo skupiają się na ilości (relacji, czasu, ludzi dzielących tę cechę), a nie na jakości. Myślę, że tak naprawdę wymiar ilości w ogóle nie powinien mieć znaczenia, a ekstrawersja powinna być definiowana poprzez jakość relacji.

Wtedy widziałabym siebie jako szalenie, szalenie ekstrawertywną 🙂 i introwertywną jednocześnie. A ty? Co o tym wszystkim myślisz? 🙂

2 thoughts on “Lubię być z ludźmi… tymi, których wybiorę, z przerwami, których potrzebuję.

  1. Pozwolę sobie podziękować autorce za ciekawy temat do przemyśleń. Dziękuję.
    Odebrałem wpis jako wyraz dezaprobaty dla stereotypów na temat podziału ludzi na ekstrawertyków i introwertyków. Tym samym autorka deprecjonuje osiągnięcia popularnej, komercyjnej pseudo-psychologii. I to się chwali.
    Ja również zastanawiam się czy podział ludzi na 3 typy: ekstra, ambi i intro, ma jakikolwiek sens. Widziałem przecież introwertyków, którzy w odpowiednim towarzystwie przeistaczali się w ekstrawertyków. Bywało i na odwrót. Czy może skupiamy się nie na tym co trzeba, zajmując się objawami głębszych jeszcze zagadnień, ale do nich samych, tych głębszych zagadnień, nie dotarliśmy?

    1. Witaj Marku,
      Bardzo serdecznie dziękuję za czas poświęcony na napisanie tutaj oraz za sam komentarz 🙂 Tak, trafiłeś idealnie w moje intencje, cieszę się niezmiernie, że wpis przydał się odrobinę. Podoba mi się sformułowanie “komercyjna pseudo – nauka”, sama bym na nie nie wpadła, a rzeczywiście temu właśnie się przeciwstawiam 🙂 Hmmm… masz rację, może rzeczywiście jest coś jeszcze głębiej, pod tym wszystkim? Dałeś mi z kolei temat do przemyśleń…
      Dzięki, pozdrawiam serdecznie!

Leave a Reply