Kwarantanna pobudza ludzi do różnych mniej lub bardziej szalonych rzeczy. Owo kwarantannowe szaleństwo nie ominęło również mnie. Postanowiłam więc utworzyć na blogu zakładkę, w której zabiorę Cię na w podróż czysto literacką. Podróż zapisaną na papierzystych ścieżkach moimi pragnącymi przygody, pomazanymi atramentem dłońmi. Moje serce potrzebuje po prostu wyrwać się w świat! Wyrywa się więc pisząc powieść, która ma w środku taki właśnie fragment…

 

Ech, gdyby tak nawiązywać z ludźmi relacje bez najmniejszego problemu…

Róża usiadła na zwalonym pniu i zamyśliła się.

Żeby to tak było, że się przychodzi, mówi się: „Cześć! Zobacz, jestem tak oto człowiekiem, jeśli chodzi o charakter, tak tu trochę z lewej takim, a z prawej takim. I szukam kogoś, kto by mnie takim polubił. A ty? Jaki jesteś? I czego szukasz?” i żeby ta druga osoba też umiała odpowiedzieć tak krótko, tak prosto… jak to wtedy byłoby przyjemnie!

Zamiast tego raczej się przychodzi i mówi: „Witam uprzejmie. Bardzo chciałbym być widzianym takim to a takim. I potrzebuję, żeby ktoś mnie pokochał. Mocno. Od zaraz. Tak bezwarunkowo. I wszystko mi wynagrodził. Bo coś mi się przydarzyło wiesz? I ja najpierw muszę ci o tym opowiedzieć.”

Opowiada się więc każdym gestem w stronę tego nowego człowieka jakby jedynym sposobem na owo opowiedzenie było rozegrać historię raz jeszcze, tak, żeby wreszcie ktoś zrozumiał. Jak sztukę w awangardowym teatrze. Spotyka się kogoś nowego, ustawia na scenie swojego życia i mówi: „Ok, teraz będziesz reprezentowała moją matkę, żebym mógł ci opowiedzieć, co mi zrobiła. Wtedy zrozumiesz, jaki jestem skrzywdzony!” i zaczyna się powtarzać wytarte od powtarzania dialogi (podpowiadając temu nowemu jego kwestie), przecierać po raz setny zużyte rekwizyty, krążyć po starych ścieżkach, a gdy już się skończy i ów nowy człowiek staje się starym, grającym a naszej sztuce tak sprawnie, jakby to była jego własna, oczywiście nie może nas zrozumieć, bo jest zmuszony widzieć taki punkt widzenia, jaki jest zgodny z jego rolą! Wtedy idzie się dalej. Szuka kolejnego nowego człowieka.

Jak to fajnie by było, dumała Róża,  po prostu nie mieć własnej historii wcale. Albo przynajmniej nie musieć jej powtarzać! Rozegrać ją raz, a dobrze… i zamknąć na zawsze.

‒ Skąd ci się wzięły takie myślowe mumraki?

Podskoczyła, gdy miękka łapka Wydumka dotknęła jej uda. Chyba nigdy nie przyzwyczai się do tego stwora! Lepiej było, jak siedział głęboko w jej czaszce jako taki myślowy kłąb! Wtedy przynajmniej mogła czasem udawać, że go nie ma!

‒ Nieważne ‒ mruknęła ‒ lepiej ruszajmy w drogę. Labirynt już niedaleko, prawda? Tamten diabelski dziad mówił, że trzy dni drogi przez las, a my już idziemy cztery.

‒ Może zaszliśmy za daleko? ‒ Wydumek przybrał postać niebieskawej chmurki i zakołtunił nad dziewczęcą głową.

‒ Ale jak moglibyśmy zajść za daleko! Nie da się minąć czegoś taki wielkiego, jak labirynt!

Zirytowała się, co Wydumek energicznie podjął i zaczął ją szczypać w ramiona. Irytacja najbardziej podszczypuje swojego właściciela, a czemu by nie! Co za życie!

‒ Echchch! Przestań! ‒ irytowała się jeszcze bardziej, a więc, rzecz oczywista, szczypana była jeszcze mocniej, aż wreszcie stanęła, wzięła głęboki wdech… i uspokoiła się.

Dziwaczny stwór rozpłynął się w jej wydechu. Zniknął.

‒ Ja mam naprawdę narąbane w głowie ‒ mruknęła do siebie Róża, nie pierwszy raz podczas tej podróży… i nie ostatni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.