Ech, kwarantanna, kwarantanna! Kiedyż to wreszcie będzie można wyjść z domu!

Mam nadzieję, jak zapewne również, drogi Czytelniku, Ty… że już niedługo.

Wydobędziemy się na światło, na powietrze, wreszcie będziemy mogli objąć przyjaciół i przytulić ukochanych.

A tymczasem… czemu nie zrobić czegoś szalonego?

Obudzić światło w sobie. Odważyć się… na twórczość. Na wyrażenie siebie. Na zrobienie czegoś, o czym marzy się skrycie, ale człowiek tak się tego wstydzi, że nie miałby odwagi nawet komuś się z tego zwierzyć.

Pytanie, które znalazłam jakiś czas temu w książce i które szalenie mnie poruszyło, brzmiało: “Gdybyś miał/a pewność, że dostaniesz od otoczenia wyłącznie akceptację i wsparcie, CZEGO NOWEGO chciałbyś/łabyś spróbować?

Gdybym mogła nagle zająć się czymś zupełnie nowym i świat przyjąłby mnie z otwartymi ramionami… co by to było?

Przecież teraz kiedy jestem zmuszona, by siedzieć w domu… mogę wreszcie poświęcić więcej czasu sobie i puścić jakiekolwiek poczucie winy, które chciałoby się do mnie przypałętać. Mogę zacząć robić coś nowego w poczuciu pełnej wolności, bo nikomu nie muszę się z tego zwierzać ani tłumaczyć. Nawet mieszkając z rodziną mogę zamknąć się na pół godziny, bo mam prawo na choć tyle czasu tylko dla siebie.

Oczywiście idealnym stanem jest bycie pełnym sobą na co dzień, bez względu na cudze opinie, ten stan nie bez powodu nazywam jednak “idealnym”… powiedzmy, że to taki etap końcowy. A dlaczego by na początek nie przytulić siebie nieco, nie pogłaskać, nie odpuścić sobie i zamiast od razu czuć, że “muszę” nie przejmować się opiniami, “mam prawo” zacząć coś twórczego dopiero, gdy uniezależnię się od krytyki… jako taki pierwszy krok zapytać siebie, CO by się robiło, gdyby ta krytyka miała nigdy nie nadejść. A wyłącznie akceptacja. Wsparcie. Miłość. CZYM wtedy by się człowiek zajął?

Jakakolwiek odpowiedź przyjdzie do głowy… czemu nie spróbować? Ot, w najprostszy sposób?

Ja mam prawie 36 lat i pewną nadwagę. Od kilku dni jednak ćwiczę sobie do prostych ćwiczeń baletowych nagranych specjalnie jako taki baletowy fitness przez nowojorskich baletmistrzów. Wiruję po pokoju w pokracznych piruetach i nagle zaczynam się śmiać. To nie jest śmiech Z CZEGOŚ… to jest tak, jakby radość ciała wyrywała się ze mnie kompletnie naturalnie, ciało śmieje się, bo tańczy.

Dzisiaj natomiast spędziłam godzinkę (i wystarczy, nawet chwilka jest rozwijająca, twórcza, satysfakcjonująca, bo poświęciłam ją tylko sobie) próbując rysowania w jakimś programie online. Od wieków chciałam tego spróbować! Bawiłam się przednio, efekt zaś widać na górze posta 🙂

To nie musi być nic wielkiego. Ale gwarantuję, Ci, Czytelniku, jeśli poświęcisz nawet 10 minut na jakąś aktywność twórczą, będzie to z całą pewnością coś ważnego. Wszyscy potrzebujemy się wyrazić. Potrzebujemy wylać nasze wewnętrzne światło. Ale do tego… najpierw musimy sami je poznać. Każda chwila zaś, gdy robimy coś twórczego i dotykamy swojego wnętrza… wzrusza. Karmi. Daje radość. Pomaga zrozumieć, KIM mamy być. I CO tak naprawdę mamy w życiu robić… aby spełnić swoje zadanie. Wyjątkowe. Dane tylko nam. Świat potrzebuje naszej twórczości, właśnie naszej! I właśnie teraz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.