“Jak nie dać sobą manipulować” – o książce będącej dobrą lekcją w tym temacie

Czytelniku Drogi, powiedzmy na wstępie rzecz najważniejszą.

Ogromnie szanuję Christel Petitcollin. Jej pierwsza książka “Jak myśleć mniej” na zawsze pozostanie dla mnie lekturą, która zmieniła w moim życiu coś na lepsze. Dała mi nową perspektywę. Nauczyła mnie czegoś, czego nie wiedziałam wcześniej. Pomogła mi zrozumieć siebie. Czytając co chwilę miałam w głowie entuzjastyczny okrzyk: “Tak! Dokładnie tak mam!” i dzięki temu poczuciu bycia zrozumianą uspokoiłam się wewnętrznie, zaakceptowałam bardziej siebie i dzięki temu mogłam iść dalej w pracy nad sobą, w rozwiązywaniu swoich problemów, w zmienianiu tego, co zmienić bym chciała.

Kiedy więc na rynku pojawiła się książka o manipulacji, sięgnęłam po nią. Miałam tez okazję czytać drugą książkę Ch. Petitcollin (“Jak myśleć lepiej”) ale jako że ani nie wniosła w moje życie nic nowego ale też czytało mi się gładko, po prostu zostawiam ją na boku jako lekturę może nie obowiązkową, całkiem jednak dla osób wysoko wydajnych mentalnie przyjemną… tyle, że nie mówiącą nic nowego.

TA książka jednak… TA książka… to jak obraza inteligencji ludzi wysoko wydajnych mentalnie! Nie mogę wyjść z zadziwienia, że Petitcollin, wiedząca dokładnie, że pisze do osób o nader aktywnym umyśle mogła wydać taką książkę. Czy sądziła, że osoby WWM (Wysoko Wydajne Mentalnie) nie “przejrzą” zabiegu wydawania książki na fali innych?

Czytelniku Drogi, postanowiłam podzielić się z Tobą paroma wrażeniami z lektury, bardzo proszę jednak odbierz je wszystkie jako prywatną opinię, generalnie zawsze polecam, by koniec końców zajrzeć do książki i wyrobić sobie własną opinię… tylko może tę, zanim się kupi, radziłabym przejrzeć w bibliotece…

Uderzyło mnie już na początku, że książka nie posiada w ogóle bibliografii. Poprzednie dzieła tej pani miały bibliografię długości 3 czy 4 stron, autorka powoływała się na dzieła psychologów, filozofów, fizyków! Dzięki niej poznałam wiele nader ciekawych lektur i miałam poczucie, że teksty pani Petitcollin nie tylko pomagają mi zrozumieć siebie, ale też wpisują się w pełni w dzieła innych autorów, wzbogacają moją naukową wiedzę psychologiczną (a jako psycholog ogromnie to cenię). W książce na temat manipulacji, pragnąc podać definicję ciała migdałowatego, autorka powołuje się… na WIKIPEDIĘ!!!

Nie, żebym miała coś przeciwko Wikipedii, korzystam z niej często, gdy potrzebuję coś sprawdzić na szybko czy zapomnę jak się nazywał aktor, który grał w tym filmie, co tam był taki duży pies bez ucha… kurczę… jak on się nazywał… . Jak najbardziej sięgam do Wikipedii. Jednak takie odniesienie w książce psychologicznej to jak kompletny brak szacunku do Czytelnika. Siedziałam nad tymi stronami z poczuciem, że wydałam swoje pieniądze na lekturę, a autorce nie chciało się nawet sięgnąć do porządnego słownika! Chociaż słownika!

Czytając tę książkę niedługo po przeczytaniu drugiej (“Jak myśleć lepiej”) miałam też wrażenie powracania w kółko do tych samych przykładów, tych samych fragmentów listów, przypominanych znowu (jakby miały powiększyć objętość tekstu) ale też do tych samych słów autorki. Wręcz sięgnęłam po poprzednią książkę (bo uznałam, że może już ja wariuję) i naprawdę miałam wrażenie mówienia w kółko i w kółko tego samego.

Koniec końców jednak to wszystko dałoby się przeżyć, bo przecież najważniejszą rzeczą wyniesioną przeze mnie z pierwszej książki nie była tak naprawdę bibliografia, a NOWA TREŚĆ. Książka powiedziała mi coś, czego jeszcze o sobie czy świecie nie wiedziałam. Sięgnęłam więc po tę i mimo rosnącego zirytowania czytałam ją dzielnie wciąż licząc, że też odkryje przede mną może nie odpowiedź na pytanie JAK nie dać sobą manipulować (trudno powiedzieć, jaki był oryginalny tytuł książki, a biorąc pod uwagę jak polscy wydawcy zmienili tytuł pierwszej, nie zdziwiłabym się, gdyby prawdziwy tytuł tej również wcale odpowiedzi na pytanie JAK nie obiecywał), ale przynajmniej odpowiedź na pytanie DLACZEGO…

Bo, rzeczywiście, zmanipulować mnie jest szalenie łatwo, jak niezbyt rozwinięte, pięcioletnie dziecko (bo taki dobrze rozwinięty pięciolatek z pewnością poradziłby sobie lepiej, niż ja!).

Licząc jednak, że dowiem się z tej książki czegokolwiek nowego… przeliczyłam się. Czytając miałam wrażenie, że siedzi przede mną ktoś, kto z pozycji nieco wyżej od mojego ustawionego krzesła powtarza (spoglądając na mnie w dół) i powtarza: “Musisz obronić się przed manipulacją, powtarzaj za mną, obronię się przed manipulacją. Manipulator to zły człowiek, powtarzaj za mną, to zły człowiek! Więcej go nie dopuścisz do siebie i wytworzysz wokół siebie silną tarczę ochronną, powtarzaj…”

Oczywiście nie są to cytaty z książki, raczej wrażenie, jakie podczas lektury mi towarzyszyło. Rosnąca irytacja, poczucie bycia traktowaną protekcjonalnie i wzbierający w gardle krzyk: “Do groma! Przecież to wiem! Wiem, że mam nie dopuszczać do siebie manipulatorów! Wiem, że muszę wytworzyć wokół siebie silną tarczę! Ale jak! Jak! Jakie są konkretne, sensowne narzędzia, żeby to zrobić! A jeśli już o tym trudno mówić, powiedz mi DLACZEGO ich dopuszczam, to ja już narzędzia znajdę sobie sama!!!”. Ale takich odpowiedzi ta książka mi nie dała.

No dobrze, znalazłam w niej jedną informację, o której nie wiedziałam wcześniej i jakoś wzbogaciła mój sposób rozumienia moich relacji z manipulatorami. Nawiążę do swoich wniosków w kolejnym wpisie.

Jednak wrażenie kompletnego braku sensownych treści połączone z wrażeniem, że książka została napisana na kolanie, bez odniesień do pozycji naukowych, powtarzając w kółko to samo i odnosząc się raz za razem do rzeczy powiedzianych już wcześniej sprawiła, że skończywszy lekturę poczułam się… zmanipulowana(!). Zachęcono mnie nazwiskiem i okładką i sukcesem pierwszej książki do wydania pieniędzy na coś, co kompletnie nie miało dla mnie sensowych treści.

Także za tę lekcję na temat manipulacji muszę pani Petitcollin bardzo podziękować. Po następną książkę sięgnę być może, ale nie wydam na nią pieniędzy nie upewniwszy się wcześniej, że ma to sens. Najpierw przejrzę ją w bibliotece. Sprawdzę, czy ma bibliografię. Przeczytam parę fragmentów, żeby wiedzieć, czy rzeczywiście mówi coś nowego.

Oczywiście pozwolę sobie podkreślić na końcu to, co powiedziałam na początku… Czytelniku Drogi, Czytelniczko Droga, to są tylko prywatne opinie jednej osoby, szczerze zachęcam, by wyrobić sobie własną… tylko zachęcałabym do skorzystania z biblioteki albo innego legalnego, bezpłatnego źródła. Podkreślam to bardzo właśnie ze względu na to, by nie zostać potem z poczuciem bycia zmanipulowaną/nym, bo osoby WWO czy też WWM (wysoko wrażliwe czy wysoko wydajne mentalnie) mają już dość życiowych doświadczeń w tym zakresie.

Myślę, że przeanalizuję wreszcie dogłębnie temat manipulacji samodzielnie i podzielę się własnymi wnioskami na blogu, Mam parę myśli, do których doszłam jakiś czas temu (a których potwierdzenia też szukałam w tej książce, nie natrafiłam jednak na nic podobnego), opiszę je więc tutaj. Może to komuś trochę pomoże.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.