Julia Cameron “Droga artysty” – o książce nie tylko dla artystów.

Ok, przyznaję, że podchodziłam do tej książki bardzo sceptycznie. Nawet teraz, chociaż mogę ją polecić z całego serca jako pomoc w zrozumieniu siebie, nie poleciłabym jej wszystkim.

Jestem z wykształcenia psychologiem, przez moje ręce przewinęło się więc mnóstwo poradników samorozwoju, stosowałam najróżniejsze metody mające pomóc mi w poradzeniu sobie z problemami (jak afirmacje, prowadzenie pamiętnika, wyznaczanie sobie celów itp), próbowałam też na najróżniejsze sposoby przełamać jakiś swój problem pisarski… to znaczy piszę odkąd pamiętam, marzę o wydaniu powieści, a cały czas nie udało mi się tego zrobić (w sensie napisać do końca, wysłać do CHOCIAŻ jednego wydawnictwa, dać sobie szansę).

Wszystkie te metody okazały się kompletnie nieskuteczne, nadal pozostawałam w tym samym punkcie. Za przeproszeniem (wybaczcie proszę nieparlamentarny zwrot ale czasem trzeba nazwać rzecz po imieniu) byłam “w czarnej dupie”.

Jakiś miesiąc temu poczułam, że spróbowałabym czegoś nowego, zrobiłabym coś trochę szalonego, weszłabym w jakiś program, kurs, coś, co byłoby przygodą i gdzieś tam pchnęłoby mnie dalej… bo byłam zatrzymana. Kompletnie “udupiona” (przepraszam Cię, Czytelniku, ale naprawdę dokładnie tak się czułam) w życiu. Zatkana. Niby pracująca, niby do czegoś tam dążąca ale cały czas niemogąca znaleźć kierunku.

I właśnie, gdy sobie pomyślałam: “Ok, nie cierpię programów samorozwoju ale spróbowałabym jakiegoś, może mi pomoże”, nie zdążyłam nawet zacząć czegokolwiek szukać, gdyż koleżanka z pracy ni z tego ni z owego mówi do mnie: “Słuchaj, Magda, chcę ci polecić taką książkę”. Tak sama z siebie. Jakby coś popchnęło tę książkę ku mnie.

Pomyślałam sobie, co mi szkodzi? Poczytam. Najwyżej nic się nie zmieni. Po miesiącu nie mogę wyjść z zadziwienia, jak bardzo ta niepozorna lektura przewraca wszystko do góry nogami.

Pomyślana jest jako dwunastotygodniowy program którego zadaniem jest otworzyć nas na naszą własną kreatywność, popchnąć na drogę twórczą (stąd słowo “artysta” w tytule), dla autorki jednak wszyscy jesteśmy twórcami, mającymi za zadanie zrealizować swój potencjał. Na swój sposób książka ma więc nam pomóc… odkryć swój cel. Nie narzuca, co zdaniem mądrych ludzi mielibyśmy robić. Jakby autorka była pełna wiary, że gdy damy dojść naszej kreatywności do głosu, odpowiedź na pytanie: “Kim jestem? Co mam robić na tym świecie?” znajdzie się sama. Lektura jest o tyle ciekawa, że zbiera metody, które dla mnie są tak naprawdę znane z innych źródeł (jak te nieszczęsne afirmacje, które nigdy mi nie pomagały). Zbiera je jednak w taki sposób, proponuje takie zestawy ćwiczeń, że naprawdę wywraca najróżniejsze sfery życia do góry nogami.

Dlatego właśnie… nie poleciłabym jej wszystkim. Poleciłabym ją osobom, które CHCĄ wywalić coś w życiu czy w sobie do góry nogami, wstrząsnąć, zwrócić się w nowym kierunku, spróbować przygody. Książka otwiera na naprawdę trudne emocje, które mamy w sobie. Na doświadczenia, o których nie pamiętamy, wymusza zmierzenie się z nimi, czasem wzbudza więc w człowieku prawdziwy huragan uczuć. To jest drugi powód, dla którego nie jest lekturą dla każdego. Są takie momenty, gdy chce się przestać z nią pracować, bo człowiek zaczyna dostrzegać w sobie prawdziwą zmianę, różne rzeczy wokół również same z siebie zaczynają się przeistaczać, a nie ma dla nas nic bardziej przerażającego, niż wybicie z homeostazy. Może nie jest nam super dobrze, ale jesteśmy w jakiejś tam równowadze. Ta książka wypycha nas na zupełnie nowy tor. Jednocześnie daje nam dzięki temu ogromny dar.

Piszę o niej, bo myślę, że zarówno dla HSP jak i INFJ może być bardzo pomocnym narzędziem zrozumienia siebie. Mamy przecież szalenie skomplikowane wnętrza. Ja często gubię się w swoim, jak w labiryncie. Gdzieś tam dzięki podążaniu tydzień za tygodniem z tą lekturą… wybijam w labiryncie nowe przejścia.

Książka wymaga poświęcenia jej czasu, bo proponuje z tygodnia na tydzień zestawy ćwiczeń. Jeśli jednak ten czas się znajdzie, naprawdę można doświadczyć super satysfakcji i radości. Ja np. dzisiaj wybrałam się, ot, tak, sama z siebie, na godzinę do planetarium, popatrzeć na piękne zdjęcia gwiazd i jest mi teraz tak przyjemnie, jakbym miała w głowie barwną galaktykę. Cały czas mam te zdjęcia przed oczami. Wycieczka nie zajęła mi dużo czasu, ale za żadne skarby bym się nie wybrała do planetarium, gdyby ta lektura niejako nie “wymusiła” na mnie rozpieszczania siebie jak dziecka szukającego kreatywnych zabawek.

Jestem w jej środku. W połowie. Przeżywam wkurzenie, gniew, radości, niektóre zadania z pozoru proste (jak powstrzymanie się przez tydzień przed czytaniem czegokolwiek), z pozoru tak błahe okazują się szalenie trudne i dające rezultaty na wagę złota.

Osobiście, ale jest to, oczywiście, tylko moja refleksja, przeszkadza mi w tej lekturze nawiązywanie do religii, określanie Boga jako Wielkiego Twórcy, a naszej kreatywności jako siły Boga, zapewne dlatego, że nie jestem związana z żadnym nurtem religijnym.

Autorka jednak sama mówi, aby każdy pod te określenia podstawił to, co w sam wierzy. Kiedy więc pomyślę sobie, bo w to wierzę, że mamy w sobie światło, nie pochodzi ono (według moich osobistych przekonań) od wyższej istoty zwanej Bogiem tylko od nas samych. Od jakieś twórczej siły, której wszyscy jesteśmy pełni, która każe drzewom rosnąć i zwierzętom rodzić się, która tworzy nas ale podlega nam (bo tylko my decydujemy, co zrobimy z życiem), wtedy wszystko w tej książce wskakuje na swoje miejsce.

Z pewnością zgadzam się całkowicie z autorką, że wszyscy mamy w sobie ogromny twórczy potencjał. Wszyscy możemy tworzyć rzeczy nowe, wspaniałe, wyjątkowe. Nie musimy (choć, oczywiście, możemy) być artystami w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Ale na pewno możemy być twórczy. Możemy przedefiniować słowo “artysta” 🙂

Jest to pierwsza książka mająca w sobie program samorozwoju która rzeczywiście daje mi realne, wymierne korzyści. Dlatego postanowiłam wspomnieć o niej na blogu. Może ktoś po nią sięgnie? Może też komuś pomoże? A może już masz, Czytelniku/ Czytelniczko doświadczenia z tą lub podobnymi lekturami? Zapraszam do podzielenia się wrażeniami 🙂

Leave a Reply