Jak pozwolić sobie odpocząć? – o słodkim, inspirującym lenistwie za parę złotych

Ostatnio mam przed sobą szalenie duże wyzwanie.

Pisałam już o tym trochę wcześniej, drogi Czytelniku, dzisiaj jednak podchodzę do tematu z innej strony, bo generalnie nie mogę uwierzyć… nie mogę uwierzyć…

JAK TRUDNO MI JEST POZWOLIĆ SOBIE ODPOCZĄĆ!!!

Normalnie nie mogę! Nie mogę! Niby mam czas! Mam możliwość! Na przykład długi weekend! Nawet jednak wtedy niby nic nie robię ale nic nie robię z poczuciem winy, że nic nie robię, a więc tym bardziej… nie odpoczywam.

Ok, skoro siedzenie w domu nie pomaga (bo generalnie naprawdę lubię, z książką czy dobrym serialem, nie potrzebuję nawet towarzystwa, wystarczy mi zazwyczaj wnętrze własnej głowy), to może gdzieś wyjdę. Z samą sobą. Żeby dać sobie trochę inspiracji. Zrobić coś dla siebie. W końcu, do groma, ODPOCZĄĆ.

Ale wtedy zaczynam myśleć o pieniądzach. Bo przecież nie mam ich za dużo, nie wydam 100 czy 200 złotych na wyjście do teatru, na jakiś koncert czy coś…

Czytelniku drogi, odkąd zaczęłam zabierać siebie na tak zwane “randki artystyczne” (jedno krótkie wyjście w tygodniu, gdziekolwiek, żeby poszukać inspiracji, zrobić coś dla siebie), widzę coraz bardziej i bardziej, że jest to dla mnie naprawdę szalenie trudne. I wcale nie chodzi o czas (bo tę godzinę no przecież dam radę znaleźć), nie chodzi o pieniądze (bo jakieś tam są), chodzi o to, że nie daję sobie prawa, by odpocząć.

Szalenie trudna sprawa. Nadal pracuję nad sobą, można powiedzieć, za każdym razem walczę z sobą, by jednak poświęcić tę godzinę czy dwie (nie więcej) i wybrać się gdzieś dla czystej, własnej przyjemności.

Dzisiaj mi się udało.

Zjeździłam 3 dworce w Warszawie, ale w końcu znalazłam jeszcze punkt, gdzie sprzedają stare czasopisma. Za parę złotych nakupowałam gazet, po które nigdy bym nie sięgnęła (bo za drogie, bo o fotografii to po co mi, i tak się na tym nie znam, bo to na pewno będzie nudne…). Po czym wybrałam się do kawiarni, zamówiłam ogromną kawę z mnóstwem cukru i przypraw i… zaczęłam czytać.

Pochłonęło mnie to.

Przeglądałam te pisma (niektóre sprzed 2 lat, bo takie akurat dorwałam na przecenie) zafascynowana, jak różnorodną mają tematykę, jak piękne potrafią mieć zdjęcia, inspirujące artykuły… to była jak wyprawa do innego świata, w którym na każdym kroki czeka mnie wspaniała niespodzianka. Czasem zaś byłam zafascynowana tym, jak jakieś pismo potrafi być koszmarne, nudne i pełne reklam i zastanawiałam się, czy kobiety (bo niestety tu królowały pisma skierowane konkretnie do kobiet) rzeczywiście mogą to czytać, gdy 50% pisma to reklama za reklamą…

To był naprawdę szalenie przyjemny czas, polecam każdemu. Wstąpić gdzieś, gdzie można kupić stare, tanie pisma. Kupić coś, czego normalnie się nigdy by nie przeczytało (ot, pismo o koniach, o ogrodach, o fotografii, o polityce) i przysiąść na godzinę w kawiarni.

Ja, gdy zrobiłam coś takiego, czego nie robiłam nigdy wcześniej, sięgnęłam po kilka głupich gazet, do których nie zaglądałam nigdy wcześniej, poczułam się, jakbym przeżywała przygodę. Coś nowego, ekscytującego. Inspirującego.

To był naprawdę błogi, rozkoszny piątek, w leniwym rozleniwieniu w słońcu, przy kubku słodkiej, mlecznej kawy i tych pismach, przeglądanych od niechcenia, dla zabawy. Dla doświadczenia czegoś z innego świata (np. świata fotografii).

Wspaniałe doznanie… za parę złotych.

Wiem jednak, że za tydzień moja walka rozpocznie się znowu, bo będę zastanawiać się, gdzie mogłabym pójść z samą sobą, by odpocząć i się zainspirować, będę walczyć z tym, że nie mam na to czasu, że jest to za drogie, że powinnam, muszę, trzeba…

Już teraz wiem, że będę walczyć.

Ale to wspomnienie tego, jak przyjemnie spędziłam ów czas tylko dla mnie dzisiaj, wspomnienie tego, jak dumna się poczułam, gdy się nie poddałam (bo musiałam zjeździć naprawdę pół Warszawy by znaleźć punkt ze starymi pismami) i jednak wywalczyłam sobie takie popołudnie, jak chciałam, to wspomnienie mi pomoże.

Jak wspomnienie zwycięskiej przygody 🙂

A ty, Czytelniku, jakie masz pomysły na to, by pozwolić sobie przez chwilę odpocząć, zrobić coś tylko dla siebie? Chętnie posłucham, bo wymyślenie kolejnego jest dla mnie zawsze wyzwaniem 🙂

A tymczasem, zachęcam z całego serca do takiej godzinki przy kawie i głupiej gazecie. Czuję się… no… jak człowiek. Jak wypoczęty człowiek.

Leave a Reply