Gdy wchodzimy zbyt głęboko… część 1 – o emocjonalnym zalewie

ZNA TO KAŻDA OSOBA PRZEŻYWAJĄCA WSZYSTKO…

Poniższy tekst oparty jest całkowicie na moich doświadczeniach i absolutnie nie stanowi porady psychologicznej, a jedynie zbiór przemyśleń kogoś, kto użera się z takimi sytuacjami na porządku dziennym... ciekawe, czy znajdzie się w Cichej Lawinie ktoś, kto przeżył coś podobnego?

Wyobraźmy sobie duży salon na całkiem niewinnej, “domówkowej” imprezie… wchodzimy do pokoju by powiedzieć “cześć”… i już, proszę bardzo, możemy się grzecznie przywitać z całym szeregiem emocji. Tu, pod ścianą, wita nas jakiś smuteczek (nie wiemy, o co chodzi, choć część naszego umysłu już gdzieś zaczyna się zastanawiać), tam obok dwa zwierzydła zjadliwości skaczą sobie do oczu (wyczuwamy to pod uśmiechami tak wyraźnie, jak gdyby w pomieszczeniu wisiał transparent), tu na sofie jakaś cicha radość (która niczego nie chce) tli się bezgłośnie, zadowolona z siebie (tu byśmy się dosiedli, ale fala powitań porywa nas dalej, trzeba uścisnąć rękę wszystkim). Przedzieramy się przez gęstą zupę lęków i szczerej radości, zmęczenia i ekscytacji, pobudzenia seksualnego i gniewu, niepewności siebie i udręczenia… Każdej tej emocji moglibyśmy podać rękę, pokłonić się i zagadnąć: “Jak się dzisiaj pan (pani) miewa?”.

Ale, oczywiście, nie możemy.

Taka tendencja do widzenia warstwy emocjonalnej drugiej osoby wyraźniej, niż warstwy werbalnej (czyli dostrzegania prawdziwych intencji i uczuć bardziej, niż słów) jest chyba najbardziej wyróżniającą cechą OPW (Osób Przeżywających Wszystko). W mojej ocenie wiążą się z tym dwa skutki, które warto sobie omówić oddzielnie. Ponieważ obydwa są niezwykle istotne i dla przeważającej większości OPW stanowią najpoważniejszy problem, omówimy je sobie w oddzielnych wpisach… pamiętając, że takie skrótowe przedstawienie sprawy to zaledwie wstęp. Dziś zabieramy się za pierwszy – zalanie emocjami.

PO PIERWSZE – ZLANIE I ZALANIE

Człowiek tonie w emocjach. Jeśli nie jest świadomy własnej niezwykłej wrażliwości lub poczytał już trochę na temat HSP ale nigdy nie wykonywał świadomej pracy nad stawianiem granic, ma absolutnie prawo zatonąć w tym wszystkim, co go otacza. Bierzemy te emocje do siebie tak, jak osoby o przeciętnej wrażliwości chłoną słowa. Wydaje nam się oczywiste, że intencje i uczucia są formą przekazanego nam komunikatu (zupełnie, jak powiedzenie “Jestem smutny”), a więc trzeba na to zareagować (podobnie, jak reagujemy na czyjś komunikat “Strasznie mi dzisiaj źle”). A więc robimy w sobie miejsce, przygotowujemy się na słuchanie, analizujemy te emocje i, ponieważ są ciężkie, z szacunkiem wycofujemy swoje, żeby osoba której jest źle mogła się “wygadać”… NIE ZDAJEMY SOBIE SPRAWY, że cały proces nie przebiega tak, jak dialog słowny, czyli w przestrzeni między ludźmi, a odbywa się w nas samych, naszym kosztem. Nie dostrzegamy również, że najczęściej te emocje nie są w ogóle celowo wysuwane do kontaktu. A skoro nie są, nie możemy ich poruszyć w przestrzeni pomiędzy nami a naszym rozmówcą (bo nie zostały np. wprowadzone w rozmowie), nie mamy szansy wejść w kogoś i szturchnąć tych emocji tam… robimy więc na nie przestrzeń w sobie.

Konsekwencją tego wszystkiego jest kompletne wymieszanie naszych uczuć z cudzymi. Nasiąkamy nieswoimi emocjami, czasem nie potrafimy już rozróżnić, które są nasze, a które przyszły “z zewnątrz”, a już na pewno nie potrafimy określić, za które sami powinniśmy być odpowiedzialni. Sprawę komplikuje fakt, że większość ludzi (świadomie czy nie) chętnie pozbędzie się własnych ciężkich uczuć i ulokuje je w kimś. Albo przeniesie na nas doświadczenia dotyczące innych osób i nie mające z nami nic wspólnego (koleżanka mnie wkurzyła, więc wyżyję się na tobie) albo zwali na nas swoje uczucia do samego siebie, których nie akceptuje (jestem niekochany/a więc ty coś z tym zrób).

Tak naprawdę wszystkie mechanizmy związane z przeniesieniem i projekcją są doskonale znane psychologii i stanowią mechanizm obronny z którego od czasu do czasu korzystamy wszyscy. CO INNEGO JEDNAK, gdy stają się one głównym sposobem wchodzenia w relacje. Dla nas, OPW (lub HSP) nie ma chyba rzeczy trudniejszej, niż nauczenie się odgrodzenia od cudzych emocji.

CO WIĘC MOŻNA Z TYM ZROBIĆ?

To jest tak naprawdę temat rzeka i będziemy do niego powracać w Cichej Lawinie cały czas. Jak zaznaczałam kilkakrotnie, mimo psychologicznego wykształcenia absolutnie nie uważam się za specjalistkę w tej sprawie i za nic w świecie nie chciałabym tu dawać “psychologicznych porad”, tym bardziej, że sama cały czas uczę się siebie. Pozwolę sobie jednak zawrzeć kilka moich prywatnych wniosków z nieśmiałą myślą, że może komuś pomogą?

Po pierwsze – świadomość faktów. Co mi bardzo pomogło, to uświadomienie sobie, że warstwa kontaktu która jest dla mnie najbardziej “na wierzchu” czyli emocjonalna tylko dla mnie jest tak oczywista a więc reagowanie na nią wprost (czyli skonfrontowanie kogoś np. z tym, że jest wkurzony choć się uśmiecha) nie przynosi pożądanych rezultatów… może być nawet uznane za nietakt (poza wyjątkowymi przypadkami, gdy trafimy na dojrzałego wewnętrznie i świadomego człowieka). Musimy często poradzić sobie trochę naokoło. Możemy posłużyć się słowami (TO jest warstwa kontaktu akceptowana przez wszystkich) i powiedzieć: “Mam wrażenie, że chcesz mi przekazać coś innego.” “Ta rozmowa mi się nie podoba” “Nie wiem, o co tu chodzi ale dzieje się coś, co nie jest dla mnie fajne”. Zawsze tez możemy po prostu odejść.

Oczywiście nie jest to proste, tym bardziej, gdy nie chodzi o atak złością, a na przykład o emocje przelewające się komuś przypadkiem, kompletnie nie celowo… czyjś smutek, żal, ból… jak tego nie brać? Tu przechodzimy do punktu drugiego

Po drugie – zabierając wcale nie pomagamy! Każdy ma wszelkie prawo się ze mną nie zgodzić, ale moim zdaniem unosząc ciężar cudzych emocji odbieramy innym ludziom godność. Zamiast potraktować ich jak dorosłych, zdolnych do poradzenia sobie z własnym wnętrzem ludzi traktujemy ich jak dzieci, nieporadne i niedojrzałe. Co więcej, przepracowanie własnych emocji to jedyna szansa na prawdziwy rozwój wewnętrzny, dlaczego więc mielibyśmy go komuś odbierać? Jeśli pochłoniemy czyjś ból ta osoba tak naprawdę nigdy nie “zagospodaruje” w sobie przestrzeni po nim, a poniesie dalej pustkę.

Po trzecie – szanujmy siebie. Nic nie jest ważniejsze, niż nasze własne zdrowie i dobrobyt. Nasz prywatny wzrost i rozwój. Zdrowy egoizm (czyli postawienie swojej osoby w centrum własnego życia) jest obecnie bardzo “niepopularny”, a szkoda. Dla mnie nie ma nic ważniejszego, niż moje własne zdrowie i rozwój. Tylko skupiwszy się na swoich uczuciach mogę sobie zapewnić te rzeczy. Dlaczego cudze potrzeby mają być ważniejsze niż moje własne? To jest zdanie, które słyszę często od pewnego (bardzo wyjątkowego) człowieka i rzeczywiście zaczęłam się z nim zgadzać. Mam jednak wrażenie, że to jest jedno z tych zdań, które musi powiedzieć nam ktoś inny, bo nawet  jak powiemy je sobie tysiąc razy sami, kompletnie nie działa. Jeżeli tak jest rzeczywiście, pochyl się ku mnie, drogi Czytelniku, podrap się od niechcenia w ucho i nadstaw je uważnie… posłuchaj. JA Ci mówię: “Cudze potrzeby nie są ważniejsze niż twoje własne, dlaczego miałyby być?“. Jeśli na początku jest Ci trudno przyjąć te słowa, dopuść do siebie przynajmniej myśl, że ja w to wierzę. Może to troszkę Ci pomoże następnym razem, gdy poczujesz emocjonalną, cichą lawinę?

I wreszcie po czwarte – zdrowie i spokój wymagają stawiania granic! Mamy do tego pełne prawo, wręcz obowiązek! Tak jak nasze ciało jest granicą chroniącą przez zlaniem ze światem, tak nasz umysł ma prawo postawić bariery o różnej przepuszczalności, za tę najgłębszą, najbliższą “rdzenia” nie wpuszczając nikogo. Wiem, że tu tak naprawdę dochodzimy do sedna sprawy i temat budowania granic to temat rzeka najważniejszy dla OPW (lub, jak ktoś woli HSP). Napiszemy sobie o tym oddzielnie, na razie zaznaczmy tylko najważniejsze. JEST to możliwe, JEST to niezbędne i WYMAGA bardzo dużych nakładów pracy. Moim zdaniem droga do postawienia dobrych granic prowadzi przez poznanie siebie, poczucie się “bardziej sobą w sobie”. Jednak żeby to zrobić trzeba choć na chwilę poczuć w sobie tylko własne uczucia.

Mi osobiście pomaga w kontakcie wyobrażenie sobie takiego złotego kręgu wokół mnie którego przekroczyć nie ma prawa nikt. Paradoksalnie wcale nie odgradza mnie to od ludzi, wręcz do nich zbliża, bo mniej mnie niepokoją. Pomocne również bywa “wychwytywanie” cudzych wpływów (np. gdy ktoś próbuje nas zalać poczuciem winy). Bycie OPW sprawia, że jest nam to o wiele łatwiej złapać. Czasami wręcz wyciągam rękę, chwytam powietrze, mówię: “Ale mi to poczucie winy nie jest do niczego potrzebne”. Wyrzucam “powietrze” z ręki jakbym wyrzucała śmieć i mówię: “Proszę bardzo, już go nie ma”. To działa gdy mam przed sobą kogoś, kto dość dobrze mnie zna i tez jest sam wystarczająco świadomy. Generalnie zaś w moim przypadku działa również powtarzanie sobie: “Czy to pomaga mojemu zdrowiu? Czy to daje mi spokój?”. Gdy odpowiedź brzmi: “nie”, to taka pierwsza wskazówka by to “coś” usunąć.

Drogi Blogowy Tropicielu, który przedarłeś się wraz ze mną przez gąszcze słów i teraz stanąłeś na otwartej przestrzeni, zadyszany… wiem, że prawdopodobnie towarzyszy Ci lekkie uczucie zawodu. Tyle mówienia tylko po to, by powiedzieć, że jest jeszcze więcej do powiedzenia… niestety temat chronienia się przed zalewem emocjonalnym jest bardzo szeroki i tak naprawdę nie ma na to jednego, szybkiego lekarstwa. Prawdopodobnie pisząc o tym będę się uczyć wraz z Tobą. W tym wpisie zaznaczyliśmy sobie najważniejsze obszary związane z tematem. W następnym omówimy jeszcze drugą konsekwencję emocjonalnego zalewu, moim zdaniem równie ważną. Potem natomiast przejdziemy do pracy nad tym, jak się przed nim ochronić.

A jakie są Twoje doświadczenia w tej dziedzinie? Jakie Ty masz pomysły na radzenie sobie z cichą lawiną cudzych emocji? Zapraszam do komentowania, stwórzmy naszą własną biblioteczkę przemyśleń poniżej.

5 thoughts on “Gdy wchodzimy zbyt głęboko… część 1 – o emocjonalnym zalewie

    1. Maju, bardzo Ci dziękuję za napisanie. Właśnie dzięki takim komentarzom mam poczucie, że udaje mi się to, co chcę osiągnąć przez tego bloga 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  1. Witaj Magdo 😉

    Przede wszystkim chciałabym podziękować za twojego bloga, odwiedzam go codziennie i odnajduje tu samą siebie. Jak czytam twoje posty to aż się uśmiecham tak trafnie opisujesz moje doświadczenia i uczucia. Jeśli chodzi o cichą lawiną cudzych emocji jest to bardzo trudne, radzę sobie z tym na bieżąco gdyż jakiś czas temu podjęłam nową pracę gdzie są ludzie, którzy zalewają mnie wręcz swoimi emocjami poprzez gesty, zachowanie i wiele innych jest to dość specyficzne środowisko. Ale mam też swoje sposoby na wyciszenie jak wracam po pracy, długi spacer, dobra książka i film, długa kąpiel. Ulubione zajęcia pomagają mi się wyciszyć i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy dzięki temu nabieram energii na kolejny dzień. Twoje wnioski w tym temacie są bardzo trafne i myślę, że warto z nich skorzystać szczególnie szacunek dla samych siebie, myślę, że to podstawa. Trochę trudniejsze jest stawianie granic sama mam z tym problem, ale warto cały czas nad tym pracować. Dziękuje za ten wpis i czekam na kolejny. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Witaj Izo 🙂
      Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję Ci za wpis, podczas czytania go miałam na twarzy coraz szerszy uśmiech. Szalenie się cieszę, że moje słowa trochę Ci pomogły, bo dokładnie w tym celu stworzyłam Cichą Lawinę. Jeśli chodzi o stawianie granic, tak, sama cały czas się tego uczę i myślę, że poświęcimy dużo miejsca tutaj na ten temat. Na pewno wspólnie znajdziemy dobre rozwiązania. Podsunęłaś mi myśl, że takiemu stawianiu granic warto by poświęcić osobny wpis 🙂 Raz jeszcze bardzo dziękuję za wsparcie. Pozdrawiam i załączam ciepłe myśli,
      Magda

  2. Przyznam Magda, że utożsamiam się z tymi punktami, które wymieniłaś. Mi bardzo długo brakowało szacunku do siebie i umiejętności stawiania granic, pozwalałem innym wejść mi na głowę, dyktować to kim mam być, co było o tyle łatwiejsze, że nie wiedziałem kim jestem. W budowaniu szacunku do siebie i stawianiu granic bardzo pomogła mi… złość. Miałem w marcu takie doświadczenie, że straciłem po dwóch tygodniach pracę i byłem bardzo poruszony, zagubiony i smutny. Zadzwoniłem do przyjaciela, który zaczął mi mówić co mam robić, lecz jego słowa mnie wkurzyły, bo miałem poczucie, że odbiera mi on prawo do wyrażania swoich uczuć. Od tamtej pory poszła lawina, wszystkim zaczynałem stawiać równo: kolegom, rodzicom, bratu… po prostu wkurzało mnie gdy innymi, próbowali mi wmawiać coś czego nie kupowałem i wpędzać w poczucie winy. Dość szybko zorientowałem, że stawianie granic z kolei sprawia, że odzyskuję szacunek do siebie, a jak mam szacunek do siebie to i inni zaczynają mnie szanować i moje granice. Jak zacząłem dbać o swoje granice zacząłem zauważać, kiedy ktoś chce mnie obciążyć czymś, czego nie chcę przyjąć i reagować adekwatnie. Z tym wszystkim wzrastała mi świadomość i wewnętrzny spokój i czuję, że jestem na dobrej drodze osobistego rozwoju 😀

    Pozdrawiam Cię!

Leave a Reply