“Gdy go/ją spotykam, od razu się rozświetlam w środku” – o oddychaniu ciepłem innych.

Brzmi jak miłość…

Ale tak naprawdę wcale nią nie jest.

Dużo piszemy tu, w Cichej Lawinie, o problemach mogących wyniknąć z bycia osobą nieprzeciętną, wrażliwą, widzącą głęboko. O trudnościach, jakie napotyka się na każdym kroku gdy postrzega się świat inaczej, odczuwa głębiej, zauważa więcej.

Bycie wyjątkowo wrażliwym ma jednak również piękne, dobre strony.

Ostatnie dni przypomniały mi o jednej z nich. Mam znajomego… nie, nie jest to mój partner ani nasza znajomość absolutnie nie zmierza w tym kierunku, nie jest to nawet mój bliski przyjaciel, ot, człowiek którego poznałam niedawno i spotykam od czasu do czasu. Jest jednak osobą, której sam widok sprawia, że coś rozświetla się we mnie. Od razu czuję przypływ energii, jakieś słodkie ciepło rozlewa się we mnie, uśmiech wypływa mi na wargi…

Naprawdę nie chodzi o zakochanie. Myślę jednak, że jest to stan który można bardzo łatwo z zakochaniem pomylić, stan którego potrafią doświadczyć osoby nieprzeciętnie wrażliwe w towarzystwie kogoś o naprawdę pięknej duszy.

Jako WWO bardzo silnie reagujemy na nastroje ludzi wokół nas, od razu dostrzegamy, kto jest zdenerwowany, kto zawstydzony, kto szczęśliwy, mamy też tendencję do brania na siebie odpowiedzialności za trudne emocje innych (Jest zły! Na pewno powiedziałam coś nie tak!). Tacy już jesteśmy. Często nic nie możemy na to poradzić i to nasze “widzenie głęboko” sprawia, że musimy włożyć o wiele więcej energii w budowanie relacji, niż ludzie wokół nas. W różnych artykułach na temat wrażliwości jest też to interpretowane jako “słabość” HSP (choć, paradoksalnie, wymaga od nas ogromnej siły w każdej interakcji z drugą osobą).

ALE… współodczuwanie emocji innych (bo, przyjmijmy sobie, taka jest podstawowa definicja empatii) wychodzi poza uczucia. Czasem człowiek ma wrażenie, jakby… zaglądał do czyjejś duszy. Używam tu słowa “dusza” w rozumieniu nie religijnym, a duchowym. Filozoficznym. Czasem od razu czujemy się niespokojni, bo spotykamy kogoś o złych intencjach. Gdy jednak spotkamy kogoś, kto ma w sobie coś pięknego, sami od razu czujemy się wspaniale.

Pozwolę sobie, Czytelniku, podzielić z Tobą taką swoją tajemnicą. Lubię zamiast słowa “dusza” używać słowa “światło”. Czasem po prostu widzę w kimś przepiękne światło, widzę, jak dobre intencje kimś kierują, jak inspirujące rzeczy robi, jakie ma wzbudzające podziw cechy i po prostu mnie to zachwyca. Jakbym piła z jakiegoś czystego źródła, czuję się lepiej, spokojniej, lżej po prostu wiedząc, że ktoś o takim charakterze jest na świecie. Jakby świat uchylał przede mną rąbka tajemnicy kompletnie niedostępnej osobom o przeciętnej wrażliwości.

Nie zdarza mi się to często, ale kiedy już się zdarza, napełnia mnie wdzięcznością, że jestem sobą, budzi inspirację do pisania albo rysowania, sprawia, że żyje mi się lżej wiedząc, że ktoś o tak pięknym świetle jest. Po prostu jest. Czasem (i to też mówię  Ci w tajemnicy) nachodzi mnie ochota, by zaprosić takiego kogoś (kto mnie tak zachwyca) na naleśniki. Potrafię postawić komuś lunch w podzięce, że mi w czymś pomógł, wysłuchał, gdy tego potrzebowałam, powiedział jeden komentarz, który szalenie mi się przydał. W tym jednak wypadku… chciałabym zaprosić kogoś na obiad tylko po to, by podziękować mu (lub jej), że jest. Po prostu jest. I patrząc w niego (lub w nią) odpoczywam, zyskuję nową energię, rozjaśniam się cała.

Nigdy nie zrealizowałam tego mojego marzenia, bo też jak komuś wytłumaczyć: “Słuchaj, jest taka sprawa. Nie próbuję cię poderwać ani nic, ale chciałabym cię zaprosić na naleśniki, bo po prostu szalenie się cieszę, że jesteś na świecie. Czuję się za to wdzięczna”. Także myślę, że pozostanie to w strefie moich skrytych marzeń. Takich trochę dziecinnych, odrobinkę zawstydzających.

Ale posiadanie takiej cechy, umiejętności dostrzeżenia w kimś czegoś naprawdę pięknego, sprawia, że wszystkie niedogodności bycia HSP znosi mi się o wiele lżej. Sprawia, że czuję się kimś wyjątkowym, dotykającym prawdziwej “treści” świata.

I tym tekstem wracamy, Czytelniku Drogi, do Cichej Lawiny po długiej przerwie. Wybacz mi, proszę, to milczenie, musiałam się uporać z bardzo trudną sprawą osobistą. Mam nadzieję, że ten tekst nie wydał ci się specjalnie “ckliwy” (a nawet jeśli, co tam! Jestem w takim ckliwym nastroju). Proszę, koniecznie daj mi znać, jak to wygląda u Ciebie? Czy widzisz czasem coś pięknego, czego nie dostrzega nikt z Twojego otoczenia? Czy czasem ktoś Cię zachwyca po prostu tym, jaki jest w środku? Czekam z niecierpliwością na komentarze 🙂

 

8 thoughts on ““Gdy go/ją spotykam, od razu się rozświetlam w środku” – o oddychaniu ciepłem innych.

  1. Cześć,
    świetny wpis. Bardzo dobrze Cię rozumiem, też spotkałam kilka osób, które tak na mnie działały 🙂 Pozdrowienia!

    1. Hej Justyna,
      Dzięki 🙂 Kiedy czytam takie słowa (“dobrze Cię rozumiem”) czuję się lżej 🙂 Często trudno jest nam (HSP) być zrozumianym przez otoczenie, dlatego takie słowa są bardzo ważne. Dzięki!

  2. Hmm.. Mam podobnie… I szukam ludzi o pięknej duszy.. Ja WWO nazywam molowymi duszami.. Kiedyś chyba tak to nazwał Możdżer.. Pięknie, prawda? Szkoda tylko, że molowe dusze w tym swoim głębokim pięknie potrafią się nawzajem niszczyć przez swoją wrażliwość… To jest smutne… Chcialabym nie ranić tych osób.. Ale żeby one również nie raniły mnie… Czy jest to możliwe, gdy każdy z nas niesie ze sobą cały bagaż, plecak różnych doświadczeń…? Gdy pewne słowa bolą? Pomimo, że inne są tak piękne? Dusza,=światło.. Podoba mi się 🙂 M.

    1. Molowe dusze… piękne ale jednocześnie bardzo smutne sformułowanie, chyba nie chciałabym tak myśleć o sobie, ale rzeczywiście rozumiem, skąd taka nazwa. Gdzieś tam chcę wierzyć, że da się wybić z tej tonacji molowej i nadal mieć swoją wrażliwość, chociaż ostatnio coraz mi w to wierzyć trudniej (wszystkie sytuacje w pracy jakoś nieetyczne, lekko manipulacyjne, takie, na które inni tylko prychają “bo taki jest świat” bardzo głęboko mnie poruszają i smucą). Ale próbuję się nie poddawać 🙂
      Tak, lubię słowo światło 🙂 Koi mnie. A co do pytania… no właśnie też się nad tym ostatnio zastanawiam, wszyscy niesiemy ogromny bagaż, często jest nawet trudno powiedzieć, czy ktoś jest tak naprawdę zły na nas, czy tylko ten gniew przenosi. Także rozumiem, co masz na myśli, też szukam na to odpowiedzi.
      Dzięki ogromne za podzielenie się przemyśleniami, sprowokowały mnie również do myślenia 🙂 Pozdrawiam!

  3. Hej,
    ja też mam taką ”kolekcję” osób o pięknych duszach. Co jakiś czas (a najczęściej jak wszystko jest źle i na nowo trzeba poszukać sensu) przypominam ich sobie. I to pomaga, właśnie sama świadomość, że tacy ludzie istnieją/istnieli. W moim przypadku większość to osoby poznane dawno, z którymi już nie utrzymuję kontaktu. I co ciekawe, w niektórych przypadkach dopiero po długim czasie odkrywałem, że to właśnie ludzie ze światłem. Chciałbym im za to podziękować, ale jakoś tak brak odwagi (w sumie to dziwne). Niestety niektórym już nie będzie mi dane to zrobić. Dlatego postaram się osobom, którym jeszcze mogę, podziękować, tak po prostu. Skoro to osoby o pięknych duszach, to zapewne zrozumieją proste ”cieszę się, że jesteś” 🙂 Chyba 🙂 Ale myślę, że warto i będzie im miło. Magda, życzę Ci też takiej odwagi 🙂

    Dziękuję za Twoją pracę przy blogu.
    Dopiero kilka dni temu dowiedziałem się, że jestem HSP (zasługa osoby o pięknej duszy – muszę pamiętać, żeby jej za to światło podziękować :)) Do tej pory myślałem, że jestem ”tylko” introwertykiem i że nadwrażliwość z tego wynika.
    A tu się może okazać, że to pierwsza była nadwrażliwość, a introwertyzm to jedynie mechanizm obronny. Będę dalej zgłębiał temat. Jeszcze raz dziękuję

    1. Hej Krzyśku,
      Bardzo Ci dziękuję za napisanie, szalenie pomógł mi ten komentarz, tak wsparł mnie dzisiaj (mam troszkę trudniejszy dzień), także dziękuję. Cieszy mnie ogromnie, że blog Ci pomaga, dla mnie osobiście “introwersja” to po prostu konieczna potrzeba wycofania się nieco wgłąb siebie, dla zdrowia. Dla takiej równowagi. Właśnie potrzebnej ze względu na dużą wrażliwość. I dla mnie nie ma nic wspólnego z lubieniem czy też nielubieniem ludzi (jak się powszechnie, potocznie uważa), introwertycy bardzo sobie cenią kontakt z ludźmi właśnie ze względu na to, że potrafi on być bardzo głęboki, pełen światła.

      Rzeczywiście, nie jest łatwo powiedzieć komuś: “Cieszę się, że po prostu się urodziłeś, że jesteś.” i rzeczywiście może to być dla kogoś szalenie cennym komplementem. Myślę, że z mojej strony taka obawa przed tym nie wynika z braku odwagi, raczej z przekonania, że jednak świat mnie i tej mojej nietypowej wrażliwości nie zrozumie… nie jest łatwo różnić się od innych. Ale bywa to też szalenie piękne.

      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę udanego zgłębiania tematu HSP 🙂

Leave a Reply