Eckhart Tolle – “Nowa ziemia: Przebudzenie świadomości sensu życia” – przeczytałam, a więc parę słów powiem :)

Ostatnimi czasy trafiłam na anglojęzyczną stronę skierowaną do osób o osobowości INFJ (według inwentarza MBTI, osoby zainteresowane tematem poznania swojego typu odsyłam TUTAJ ). Na owej stronie zaś znalazłam listę książek zalecaną dla tegoż typu właśnie. Pomyślałam sobie: “Ha! Jasne! Ktoś może mi powiedzieć, co JA powinnam czytać!”. Zaciekawiona jednak jednym z tytułów sięgnęłam po tę pozycję.

Była to właśnie książka Eckharta Tolle.

Skończyłam ją parę dni temu… i do tej chwili nie mogę się z niej otrząsnąć.

Miałam możliwość zapoznania się z tą książką w języku angielskim, wiem jednak, że została wydana również w języku polskim pod zamieszczonym w temacie tytułem. Zazwyczaj unikam książek obiecujących dumnie na okładce, że powiedzą mi, jaki jest sens mojego życia, jak osiągnę szczęście, jak poznam “prawdziwą siebie”. Takie tytuły kojarzą mi się raczej ze sloganami reklamowymi i odrzucają mnie (czasem wręcz fizycznie, dosłownie cofam się od księgarnianej półki) na parę metrów.

Jednocześnie jednak mam w sobie takie niegasnące, choć ledwo tlące się jąderko nadziei… że może ktoś jednak wie… może ktoś rozumie coś, co jest dla mnie niejasne i pomoże mi pojąć, czemu będąc INFJ, wgłębiając się w siebie tak, jak to tylko jest możliwe, analizując wszystko, widząc doskonale, co naprawdę innym w duszy gra (i np. kiedy próbują mną, mniej lub bardziej świadomie, manipulować, kiedy zaś są szczerzy), przy całej tej świadomości siebie… no do groma jasnego NIE JESTEM SZCZĘŚLIWA! A dla mnie szczęście wypływa bezpośrednio ze świadomości oraz prawdziwego czucia siebie. Wciąż jednak coś mi umyka. Odczuwam niezrozumiały dla mnie brak. Puste miejsce w najgłębszym zakątku duszy którego nie mogę w pełni pojąć ani niczym zapełnić.

Być może recenzja książki (czy też wpis polecający książkę) powinna zawierać jej streszczenie, tej pozycji jednak zbytnio streścić się nie da. Jest to książka którą się czyta… i albo po prostu się ją czuje, albo nie. Człowiek siedzi w fotelu (lub w toalecie, w tramwaju czy jakimkolwiek innym, wprost stworzonym do czytania miejscu) i albo kiwa z zaangażowaniem głową albo kręci nią niedowierzająco i po prostu książkę odkłada. Oczywiście, obydwie reakcje są jak najbardziej w porządku. Do każdego z nas trafiają inne książki. Potrafię wyobrazić sobie, że do kogoś ta akurat kompletnie nie przemówi, jest to zdecydowanie dziwna i niełatwa lektura.

Do mnie przemówiła jednak bardzo. Gdy ją czytałam miałam takie wrażenie, jakbym zza zasłony moich poplątanych myśli, jak zza tabunu liści, dojrzała nagle światełko. Przebłysk czegoś, co pomoże mi zrozumieć… no… SENS. Sens bycia tutaj

Pokazała mi taką analizę mojej własnej osoby, o której w życiu bym nie pomyślała. Taki punkt widzenia swoich (szalenie łatwo wybuchających i silnie przeżywanych) emocji, który naprawdę pomógł mi zdystansować się nieco do nich i zrozumieć je lepiej.

Przede wszystkim zaś zwróciła moją uwagę na pojęcie, które gdzieś tam już od dawna przewijało się w mojej świadomości, zawsze jednak w sposób nieuchwytny, jakbym łapała jakąś myśl w dwa palce i odrzucała ją z pomrukiem: “Nieee, to głupie”.

Okazało się jednak, że owa myśl jest siłą napędową książki “Nowa ziemia”. Jest to myśl o byciu obecnym. O życiu w teraźniejszości zamiast skupiać się na przeszłości lub przyszłości. O czuciu swojej prawdziwej “treści” zamiast żyć wyłącznie jako twór zbudowany z opinii innych. O byciu tu i teraz.

Nie potrafię przekazać w paru zdaniach esencji tej książkowej pozycji. Z pewnością jednak zachęcam do niej wszystkich, którzy lubią poświęcać czas na wgłębianie się w siebie, którzy uważają poznanie swojej prawdziwej istoty za niezwykle ważny cel. Mnie z pewnością ta książka nakierowała na nowy sposób myślenia, a swoje wnioski i dumania o byciu “tu i teraz”, swoje sposoby wprowadzania tegoż w życie z pewnością tu, w Cichej Lawinie, zamieszczę.

Na razie jednak… jestem w procesie jakiejś przemiany, którą ta książka może nie tyle zapoczątkowała (bo pracuję nad sobą odkąd pamiętam), ale otworzyła w niej nowy rozdział. Pozwoliła mi uczynić ogromny krok naprzód. Po jej przeczytaniu czuję się kompletnie wybita ze swojego “starego” świata, niepewna, co będzie dalej, trochę smutna, bo puściłam pewne złudzenia, które wolałabym przytrzymać. Świadoma jakiegoś końca i oczekująca na jakiś początek.

Jeśli więc, Czytelniku Drogi, sięgniesz po tę pozycję, możesz przejść przez podobne trudne stany również. Także tutaj uczciwie ostrzegam, lektura bywa niełatwa i, jeśli do Ciebie trafi, może zostawić… ślad.

Rozumiem teraz jednak, dlaczego została polecona osobom o osobowości INFJ oraz wszystkim innym wrażliwym ludziom, którzy nie do końca rozumieją ten świat. Dlatego postanowiłam ją umieścić również na swojej liście z myślą, że może komuś pomoże. Poruszy, wyjaśni, popchnie w nowym kierunku. Pomoże znaleźć szczęście… czego sobie oraz Tobie, wytrwały Czytelniku, z całego serca życzę 🙂

 

 

Leave a Reply