“Daj mi, bo potrzebuję” – o tym, jak czasem wygląda narcyzm

Czytelniku drogi, zaznaczmy sobie jedno na początku.

Jak praktycznie wszystko na tym świecie, narcyzm ma wiele twarzy.

Każdy człowiek jest indywidualnością i ma swój własny zestaw cech. Nawet jeśli stwierdziłby, że część jego charakteru jest narcystyczna, niekoniecznie musi być wyraźnie podobny do innej osoby, która doszła do identycznego wniosku. Nawet jeśli sam określiłby się jako Narcyz, niekoniecznie musi pasować do podanego niżej opisu. Nawet zaś jeśli uznałby sam siebie za podobnego do poniższego opisu, niekoniecznie musiałby uważać to za problem (JEŚLI nie krzywdzi innych osób). Każdy ma prawo do własnych przekonań.

Tak, jak pisałam w poprzednim wpisie, odnoszę się do pewnej grupy ludzi opisywanych we współczesnym świecie jako “narcystycznych”, chociaż tak naprawdę nie jestem pewna, czy jest to najlepsze słowo. Używam go z braku właściwszego i też dla ułatwienia znalezienia tych wpisów osobom, którym mogą pomóc.

Powiedzmy, że na tym blogu będziemy rozmawiać o jednym typie Narcyza, który opiszemy sobie z zewnątrz, to znaczy z obserwacji. Nie wiem i nigdy nie próbowałabym zgadywać, co może dziać się w duszy kogokolwiek innego, niż ja. Ale swoimi obserwacjami mogę się podzielić. Kto wie? Może komuś odrobinę pomogą? Może ktoś poczuje, że nie jest ze swoimi trudnościami sam?

Ponieważ Narcyz o którym mówię nie ma łatwego życia.

Wyobraźmy sobie człowieka, który czuje się na tym świecie jak kosmita. Ktoś, kto się różni. Kto nie pasuje. To wrażenie może być w nim bardzo silne, może być ledwo odczuwalne ale z pewnością będzie zatrzymywane dla siebie. Chodzi do pracy albo do szkoły i z biegiem lat zaczyna dostrzegać, że nie buduje relacji z ludźmi tak, jak inni dookoła niego. Co więcej, ludzie (przynajmniej na pierwszy rzut oka) nie obchodzą go tak, jak obchodzą innych dookoła niego. Nie jest to w jego opinii nic złego. Po prostu… nie potrzebuje ich aż tak bardzo. Wcześniej wydawało mu się czymś oczywistym, że po prostu nie buduje się emocjonalnych więzi z ludźmi, a niejako żyje między nimi. Z biegiem czasu jednak, ponieważ jest człowiekiem inteligentnym, zaczyna coraz silniej zauważać, że się różni. Odczuwa więc wstyd. I narastającą złość.

Osoby, z którymi ja miałam kontakt, były zawsze nieprzeciętnie inteligentne. Bardzo często (choć nie zawsze) jednocześnie niejako “poza” tradycyjnym systemem szkolnictwa, absolutnie nieutożsamiające wykształcenia z wiedzą czy mądrością. Posiadali szeroką wiedzę na najróżniejsze tematy, wiedzę wręcz zachwycającą, którą uwielbiali się dzielić i prowadzić głębokie, intelektualno – filozoficzne dyskusje. Potrafili też jak najbardziej wysłuchać drugiej strony, dając jednak jasno do zrozumienia, że ich opinie są nienaruszalne. Nie powiedziałabym, że wynika to z jakiejś zarozumiałości, raczej z niepostrzegania innych ludzi jako mogących na nich jakkolwiek wpłynąć.

Generalnie do systemu (czy szkolnictwa czy tradycyjnej pracy) odnoszą się z lekką wyższością i czują poza nim. Często czują, że dadzą radę go oszukać i wznieść się ponad społeczne zasady (które, powiedzmy sobie szczerze, bardzo często są świniackie i pełne wrednych manipulacji). Podobne wrażenie sprawiają, gdy mówią o ludziach. Rozmawiając z nimi człowiek zawsze czuje, że Narcyz widzi go odrobinkę poniżej siebie. Niedużo, przynajmniej jawnie. Ale zawsze jako kogoś stojącego pół schodka niżej. Nie jest to nawet jakoś ogłaszane czy mówione, bo z punktu widzenia Narcyza jest tak oczywiste, że nie odbiera on tego nawet jako krytykowanie kogoś. Po prostu nie widzi ludzi tak, jak widzi ich większość z nas, więc nie stawia ich na równi z sobą. Pod skórą zaś, przypuszczam, po prostu wie, że jest inny. Jednocześnie więc czuje się znacznie od nich gorszy. Decyduje więc, że najlepszym wyjściem będzie podchodzenie do wszystkich z lekką pogardą.

Czytelniku, jeśli jesteś osobą, w której coś drgnęło znajomo przy czytaniu powyższych zdań, wierz mi, nie jesteś sam. Jeśli zaś jesteś osobą wysoce wrażliwą, usłysz mnie. Nie możesz pomóc. Nie możesz zrobić nic. Absolutnie nic, by to uczucie w osobie narcystycznej zmienić. I to jedno ludzie wysoce wrażliwi muszą sobie powtarzać, aż w końcu to zaakceptują.

Nie wszystkie osoby narcystyczne, które spotkałam cechowała nieprzeciętna charyzma. Ale większość tak. Roztaczanie wokół uroku i czaru, którym zjednywali sobie ludzi połączone z aurą leciutkiej wyższości, która sprawia, że w kontakcie z Narcyzami człowiek często czuje się wręcz wyróżniony ich towarzystwem. Czując się poza systemem, mają często oryginalne, ciekawe pomysły, bogatą wiedzę, jeśli w pracy nie podlegają komuś, kim pogardzają zaangażują się w nią w pełni i osiągną sukcesy.

Inną cechą właściwą większości narcystycznych osób, z którymi miałam kontakt była nieprzeciętna (w ich odczuciu) prędkość myślenia, z której czuli się bardzo dumni. Dawno temu jeden chłopak powiedział mi, że jest “jak komputer z internetem” i wysyła swoje myśli do ludzi, ale oni nie mają internetu i ich nie odbierają. Kiedy spytałam go, kim ja jestem, powiedział, że “też komputerkiem tylko z troszkę słabszym procesorem”, po czym uśmiechnął się jakby to był najprzedniejszy żart. Generalnie ten typ Narcyzów, o których mówimy żyje bardzo w swojej głowie nie mając kompletnie kontaktu z emocjami. Nie za bardzo też żyją w swoim ciele. Umysł rządzi. Mają ogromną ilość przemyśleń ale często niełatwo jest im się nimi podzielić, bo ubierają myśli w bardzo skomplikowane słowa, za którymi niełatwo nadążyć. To oczywiście zwiększa ich poczucie wyobcowania ale jednocześnie zwiększa poczucie wyższości i wyjątkowości. W moim odczuciu ludzie ci, bezsprzecznie bardzo inteligentni, nie mają po prostu wysoko zbudowanych umiejętności komunikowania się z innymi ze względu na brak więzi społecznych. Wszyscy myślimy bardzo szybko, szybciej, niż kiedykolwiek bylibyśmy w stanie nadążyć słowem. Ale ponieważ większość z nas buduje w toku życia bogate relacje, uczymy się komunikować tak, by zostać dobrze zrozumianym. Bo bycie zrozumianym jest dla nas bardzo ważne. Typ Narcyza, o którym mówimy często widzi samego siebie jako wyjątkowego, kogoś, za kim przeciętny człowiek nie nadąży. I czuje się sfrustrowany, gdy musi niejako “zniżać się” do bardziej przystępnego poziomu i wyłuszczać swoje myśli prostszym językiem. Ponieważ często dopiero po latach życia poza łonem rodziny zaczyna na serio dostrzegać, że jednak bardzo potrzebuje być wysłuchany, problem w komunikacji zaczyna mu doskwierać. Jako człowiek inteligentny znajdzie dla niego uzasadnienie (powie sobie: “Myślę szybciej, niż inni”) i będzie żył spokojnie dalej.

Co nie zmienia faktu, że życie niejako “poza” typowym nurtem społecznym Pudelka i Pinteresta (wybacz, Czytelniku, te przykłady jako pierwsze przyszły mi do głowy) sprawia, że naprawdę ci ludzie potrafią mieć wspaniałe idee, oryginalne myśli, piękne, czyste umysły, które dzięki swojemu nonkonformizmowi mogą mieć naprawdę wspaniały wkład w rozwój nauki czy kultury. Powiedzmy, że często są to ludzie których potencjał nie został aż tak stłamszony, jak wielu z nas, bo niełatwo ich emocjonalnie zmanipulować.

Jednocześnie zaś… są doskonali w manipulacji. I używają jej jako czegoś oczywistego, co na dodatek daje im poczucie, że pogarda odczuwana do innych jest niejako usprawiedliwiona (bo dali się zmanipulować).

Tu dochodzimy do cech tego typu Narcyzów najbardziej utożsamianych z tym słowem.Emocjonalnego chłodu. Skupienia na sobie. Wiecznej potrzeby uwagi. Dla naszego bloga jeszcze jednej najważniejszej – ogromnej potrzeby uczuć dostawanych od innych. Dobrych, złych, w sumie wszystko jedno. Byleby silnych.

Generalnie jedną z głównych cech narcyzmu jest niezdolność do empatii. Poszłabym dalej i powiedziałabym, że wynika ona z braku kontaktu ze swoimi uczuciami. Nie możemy kochać innych jeśli nie kochamy samych siebie. Z mojej perspektywy to NIE JEST TAK, że te osoby nie czują. Widzę, że czują szalenie dużo i głęboko. Sama odczuwam różne rzeczy krążące im pod skórą. Tylko z różnych przyczyn emocje są za ogromną, lodowatą ścianą. Narcyz w życiu pięknym nie zaufa człowiekowi na tyle, by się nimi podzielić. Nie zaufa światu nawet na tyle, by te emocje dopuścić do własnego umysłu. A ponieważ umysł rządzi, jak długo uczucia nie mają z nim kontaktu, to tak jakby ich nie było. Jako człowiek inteligentny bardzo często Narcyz jednak wie, że cierpi. Jest w bólu. Często jest w agonii. Podzieli się słowami na ten temat. Ale nie potrafi tego odczuć. Jest to za ścianą.

Ze względu na brak kontaktu ze swoimi emocjami, Narcyz potrzebuje ich z zewnątrz, bo życie bez emocji to jak bycie martwym (jak mi kiedyś powiedziała jedna osoba narcystyczna). Chłonie uczucia innych, jak gąbka. Karmi się cudzą energią, która ogrzewa mu krew w żyłach i napełnia żołądek. Dlatego doskonale się czuje w atmosferze wiecznej ekscytacji, w centrum uwagi lub też poza nim, ale za to w wiecznie skomplikowanych związkach, w których są silne, negatywne emocje. I, oczywiście, dlatego tak ciągnie do osób wysoce wrażliwych. Miałam kiedyś kontakt z mężczyzną podającym się za HSP (Highly Sensitive Person, Osobę Wysoce Wrażliwą), który w toku znajomości powiedział mi, że “tak naprawdę nic nie czuje” i jest na uczucia innych “bardzo zachłanny”. To był przykład, w jaki Narcyz potrafi zbliżyć się do wrażliwca z użyciem manipulacji (podając się za osobę HSP).

Ale też… leży w tym drugie dno, o którym powiemy sobie później.

Mogłabym jeszcze mówić długo, ale na razie zakończmy ten opis podsumowaniem. Mówimy o ludziach przekonanych o swojej wyjątkowości, często jednocześnie czujących, że “coś jest z nimi nie tak”, żyjących rok za rokiem w emocjonalnym chłodzie i poczuciu wyobcowania ale często nie pozwalających sobie się do tego przyznać. Potrzebujących ogromnej dozy akceptacji, macierzyńskiej wręcz opieki (o którą, od razu zaznaczam, po wyjściu z wieku dziecięcego nikt nie ma prawa nikogo prosić i, co dla osób wrażliwych ważniejsze, oprócz swoich własnych dzieci NIKOMU WIĘCEJ NIE MAMY MOŻLIWOŚCI JEJ DAĆ) i ogromnej ilości kierowanych pod jego adresem uczuć, adoracji, podziwu. Jednocześnie jako osoba mająca trudności z empatią Narcyz nie widzi ludzi jako równych sobie, a jako narzędzie do zdobycia tego wszystkiego, czego potrzebuje. Jest to dla niego tak oczywiste, że nawet przez myśl mu nie przejdzie, że może być w tym manipulowaniu coś nieetycznego… co jednocześnie, oczywiście, takich zachowań nie usprawiedliwia. Jako człowiek inteligentny zaś, często potrafi dostać to, czego chce. Jako człowiek mający trudności z empatią, posunie się dalej, niż posunąłby się ktoś przejmujący się głęboko uczuciami innych. Jako człowiek który od zawsze czuł się jak “kosmita”, widzi w tym manipulowaniu często rodzaj wynagrodzenia sobie własnej inności. Daje mu to poczucie siły i kontroli. Narcyz wykorzysta jedno słówko, przekręci je od niechcenia, nawet nie zaatakuje bezpośrednio, a rzuci półżartem, tak, że człowiek nie bardzo ma prawo się obrazić (bo to tylko żart). Ale czuje się osłabiony. Czuje się “pogwałcony”. Bo właśnie Narcyz wysączył z niego trochę energii. Odrobinkę. Ale wystarczająco. Czytelniku, NIKT nie ma prawa zabierać nikomu nawet jednej kropli jego energii. Nikt nie ma prawa sprawiać, że ktoś przez moment poczuje się jako gorszy (tylko chwilę, ale wystarczająco, by było to krzywdą).

Narcyz nie jest człowiekiem szczęśliwym. Jest bardzo często człowiekiem skrzywdzonym. Często nosi w sobie ból małego dziecka. Ale to wszystko (co osoby wysoce wrażliwe od razu wyczuwają i wzbudza to w nich chęć by naprawić, zaopiekować się, poświęcić wszystko, żeby pomóc), wszystko to NIE DAJE Narcyzowi prawa do brania i nie dawania w zamian. I tak naprawdę Narcyz potrzebuje opieki terapeuty. Człowiek będący z nim w relacji (czy romantycznej czy przyjacielskiej czy rodzinnej) nie może pomóc.

Bo Narcyz nigdy nie może dostać w takim międzyludzkim kontakcie tego, czego naprawdę potrzebuje. Po prostu żaden człowiek nie będzie mu w stanie tego dać.

Jego podskórne poczucie bycia innym więc się nie kończy.

W moim odczuciu więc zdecydowanie nie wygląda na człowieka szczerze zakochanego w sobie. To tak naprawdę smutna opowieść. Ale powtarzam raz jeszcze, drogi Czytelniku, jeśli jesteś osobą wysoce wrażliwą, pamiętaj, NIE MOŻESZ W ŻADEN SPOSÓB POMÓC!

Narcyz musi pomóc sobie sam.

Czytelniku, jeśli jesteś osobą która gdzieś tam rozpoznaje u siebie niektóre te cechy… Twoim pierwszym zadaniem jest wzięcie odpowiedzialności za siebie. Masz prawo być smutny. Masz prawo być w bólu. Ale masz też obowiązek znaleźć samodzielnie ukojenie. Myślę, że praca z terapeutą jest tu doskonałym początkiem, wszyscy mamy swoje trudności i wszyscy powinniśmy starać się pracować nad nimi. W tym uniezależnieniu się od odpowiedzi z zewnątrz, a poszukanie ich  w sobie (PRZY pomocy terapeuty) leży potencjał nieporównywalny z żadnym innym. Powodzenia!

4 thoughts on ““Daj mi, bo potrzebuję” – o tym, jak czasem wygląda narcyzm

  1. Dziękuję za tekst. Niestety, mam dojmujące poczucie, że będąc (chyba) WWO, przeżywam właściwie to samo, co narcyz, a nie mam z tego takich profitów jak on. To znaczy: czuję się inna, mam problem z emocjami, trudno mi poczuć się szczęśliwą – ale nie manipuluję ludźmi, więc nie dostaję od nich zbyt dużo, nie jest mi tak łatwo odnosić sukcesy, jestem krytyczna wobec siebie itd… Świadomość tego, jak funkcjonuje narcyz, z czego się to wszystko bierze, daje mi trochę spokoju, ale nie wiem, czy nie więcej jeszcze poczucia niesprawiedliwości, wywołanego także tym, że większość ludzi takiej świadomości nie ma i dla nich to narcyz jest wrażliwy, mądry, życzliwy itd., a do tego jeszcze skuteczny i successful, w związku z czym on dostaje swoją porcję pozytywnych emocji, a ja nie. Summa summarum – on jest i tak szczęśliwszy…

    1. Hej,
      No właśnie bardzo dużo myślę o tym, jak zbliżone trudności mają w świecie osoby narcystyczne i wysoce wrażliwe… tylko kompletnie inaczej na nie reagują. Przykro mi, że przechodzisz teraz taki trudny okres. Czytam o tym i tak się ze smutkiem zamyślam… bo rozumiem. Rzeczywiście Narcyz może być successful i na pewno może być bardziej poukładany i mieć bogatsze życie (finansowo ale też np. pojeździ sobie często po świecie). Ale nie wiem, czy jest szczęśliwszy. Naprawdę nie wiem.

  2. Ja też upatruję w sobie cechy Narcyza, do niedawna będąc przekonana, że jestem HSP. To bardzo trudne widzieć, jak osoba, na której nam zależy, powoli opada z sił, bo właśnie my tę siłę mu zabieramy, bo NAM SIĘ NALEŻY TA JEGO ENERGIA. Bo na tym polega związek, by nawzajem się napędzać. Przykre jest jednak to, że osoby będące ze mną w relacji wcale nie wzrastają (nie rozwijają zainteresowań, stają się bierne), a ja przy nich…odżywam, nabieram rozpędu. Ta świadomość sprawia, że coraz częściej popadam w rozpacz. Wizyty u terapeuty tylko to pogłębiają. Czasem nie widzę tego światła. Nienawidzę siebie za to, co robię ludziom. I sobie.

    1. Witaj. Dziękuję za napisanie. Wyobrażam sobie, że musi to być szalenie trudne być jednocześnie osobą HSP i widzieć w sobie takie cechy, o których mówisz. Pierwszy raz spotykam się z takim połączeniem. Musi być bardzo wyczerpujące. Tylko główną cechą narcyzmu jest jednak niezdolność do empatii,a Ty, mam wrażenie, masz jej bardzo dużo. I to tym bardziej komplikuje wszystko. Przykro mi bardzo, że jest to dla Ciebie takie trudne.

Leave a Reply