“Czy czujesz mnie tak, jak ja ciebie?” – o przekleństwie posiadania barwnego wnętrza które zawsze się przebija

Być może jest to zagadnienie które dotyczy tylko mnie, może nie jest to sprawa typowa dla osób o typie osobowości INFJ… coś mi jednak mówi, że znajdą się tutaj, w Cichej Lawinie, inni ludzie mający podobny problem.

Problem z własną głębią.

Jestem osobą która urodziła się i dorastała baaardzo głęboko czując samą siebie, analizując wszystko wokoło, widząc ludzi, ich emocje i ich prawdziwe motywacje niezwykle wyraźnie.  Reagowałam więc na to, co inni mają w środku a nie na to, co mówią (czyli gdy np. ktoś przychodził i mówił: “Cześć”, a jednocześnie czuł, że ma ochotę mi przyłożyć, reagowałam na agresję, a nie na słowa i na przykład odpowiadałam: “O co ci chodzi?”).

Dopiero gdy zaczęłam dorastać uświadomiłam sobie (lub raczej lata problemów w kontaktach uświadomiły mi), że mój sposób widzenia siebie i świata bardzo się od powszechnego różni. I wtedy zaczęłam nad tym pracować.

To dość paradoksalny proces, gdy się tak nad nim głębiej zastanowić.

Zazwyczaj ludzie, którzy decydują się popracować nad własnym rozwojem czują potrzebę drążenia w głąb siebie, poznania siebie lepiej, poczucia mocniej. Ja przez lata pracowałam nad tym, by wydostać się na powierzchnię. Zrozumieć, w jaki sposób widzą świat osoby tam się właśnie poruszające, czym jest ów IMAGE o którym wszyscy mówili, że powinnam go sobie zbudować, o co chodzi z tym OBRAZEM SIEBIE jaki prezentujemy na co dzień.

Były to dla mnie, i nadal trochę są, niezrozumiałe sprawy.

Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która przeszła od widzenia świata dookoła na baaardzo głębokim poziomie i doświadczania go niezwykle silnie, poprzez słyszenie ze wszystkich stron, że coś sobie wymyślam, przesadzam, jestem przewrażliwiona lub się czepiam, do wypracowania jakichś tam sposobów funkcjonowania w świecie który nadal odbiera się bardzo głęboko, trzeba jednak na niego reagować niezwykle płytko.

Gdy tak piszę ten artykuł, uświadamiam sobie, że sam ów proces “socjalizacji” niesie za sobą szalenie smutne, warte opisania konsekwencje, poświęcę im więc osobny tekst. W tym chciałabym się skupić na jednym najważniejszym skutku, którego w swoim obecnym, dorosłym życiu doświadczam najsilniej.

Mianowicie na ciągłym zmaganiu się z sobą.

Każdego dnia poświęcam szalenie dużo energii na zbudowanie w głowie takiego obrazu świata, jaki moim zdaniem mogą budować sobie ludzie nie odczuwający i analizujący wszystkiego tak głęboko, jak ja (absolutnie nie twierdzę, że otaczają mnie wyłącznie ludzie “płytcy”, mówię raczej, że każdy ma prawo reagować po swojemu i generalnie ludzie wybierają reagowanie na powierzchniową warstwę jakiejś sytuacji, bez wgłębiania się w nią). Robię to by móc w miarę spokojnie funkcjonować, pracować, budować relacje. Oczywiście ów obraz jest w mojej głowie sztuczny, oderwany od tego, jak czuję świat naprawdę. Nie mam też zielonego pojęcia, czy koniec końców udaje mi się trafić w taki sposób patrzenia na rzeczy, jaki mogą mieć inni, na pewno jednak jest w tym procesie “domyślania się” z mojej strony ogromna doza wysiłku. Zaangażowania w to, by znaleźć z ludźmi wspólną płaszczyznę porozumienia, która nie jest dla mnie oczywista i naturalna.

Jakoś tam to mi się udaje. Zawsze jednak jest w tym z mojej strony pewien element sztuczności. I zawsze, koniec końców, odczuwam niedosyt. Udręczenie tą niegasnącą potrzebą bycia po prostu sobą. Dzielenia się swoim wewnętrznym bogactwem, wiedzą, energią, talentami, dobrymi emocjami, przemyśleniami. Bogactwem, które moim zdaniem mamy wszyscy i które często dostrzegam w innych, całkowicie swojej barwności nieświadomych.

Co więcej, koniec końców moje “prawdziwe ja” zawsze się przebija, prędzej czy później zawsze wydobywa się na powierzchnię. Jako dorosła osoba rozpoznaję już te momenty, gdy się niejako “zapomnę” i zacznę mówić o tym, jak naprawdę postrzegam siebie i rzeczywistość. Rozpoznaję te chwile po minach moich rozmówców, zazwyczaj wyrażających nagłe zdumienie, zdezorientowanie i niezrozumienie, o czym mówię. Wiem, że osoby mi bliskie już dawno się na mnie, że tak powiem “poznały” i wkładają dużo pracy w to, by postarać się mnie zrozumieć (za tę pracę jestem im każdego dnia ogromnie wdzięczna), koniec końców potrafią mi jednak zazwyczaj powiedzieć, że “gdzieś tam czują” co chcę powiedzieć, chociaż nie rozumieją tego do końca.

Czuję się udręczona świadomością swojego potencjału do budowania relacji na głębokim poziomie, do bycia sobą na głębokim poziomie, do cieszenia się własną barwnością i barwnością świata w kontakcie z innymi. Mam w sobie potrzebę połączenia z ludźmi na wręcz (przyjmij proszę, Czytelniku, te słowa z odrobiną dystansu, po prostu brak mi lepszego określenia)… na pewnym energetycznym poziomie. Potrzebuję porozumienia z innymi osobami widzącymi świat tak, jak ja. Potrzebuję tego, by inni widzieli mnie taką, jaką jestem (oczywiście, jest to tak naprawdę bardzo uniwersalna potrzeba i co więcej niemożliwa do zaspokojenia, skoro ukrywam prawdziwą siebie).

Czuję się też udręczona widzeniem takiej samej barwności w innych, widzeniem ich dobrych, wzbudzających podziw i zachwyt stron, których nie dostrzegają oni sami. Widzeniem ich głębi. (Mam przyjaciółkę, z którą nigdy się nie pokłóciłam, poza jedną sytuacją. Do sprzeczki doprowadziły moje słowa, że widzę w niej dobre rzeczy i wiem, że są prawdziwe, bo po prostu je widzę).

Nigdy nie zamieniłabym bycia sobą (czyli między innymi posiadania osobowości określanej w inwentarzu MBTI jako INFJ) na bycie kimkolwiek innym. Bycie INFJ jednak obok wspaniałości widzenia własnej głębi, wielobarwności, potencjału oznacza też pewne przekleństwo niemożności podzielenia się tym z innymi na takim poziomie, na jakim by się chciało.

Myślę, że znam wyjście z tej sytuacji. Myślę, że wiem, co tak naprawdę muszę zrobić. To znaczy… mam pewną teorię, którą spróbuję wprowadzić w czyn.

Powiedz mi jednak, Czytelniczko/ku droga/i, czy masz może podobny problem? Czy też może jest to tylko moja trudność, niemająca związku z byciem INFJ? Czy chciałabyś/chciałbyś poczytać więcej na ten temat? Na temat innych skutków, na temat tego, jak można się z tej zamotanej sytuacji wyplątać? Czy też może nigdy podobnych trudności nie doświadczasz?

Daj mi, proszę, znać. Podziel się ze mną swoimi refleksjami… myślę, że nadszedł taki moment, gdy Ciebie, Czytelniku, potrzebuję 🙂 Do zrozumienia siebie lepiej.

Zapraszam do dyskusji tutaj na blogu lub na Facebooku.

 

9 thoughts on ““Czy czujesz mnie tak, jak ja ciebie?” – o przekleństwie posiadania barwnego wnętrza które zawsze się przebija

  1. Przyznam, że też robiłem ten test i również mi wyszło INFJ-T. Mam trudności w budowaniu relacji z innymi ludźmi, choćby dlatego, że pragnąłbym głębokich relacji, rozmów na tematy głębsze, pokazywania siebie prawdziwego i swojej głębi, a zarazem mam pragnienia poznawania głębi innych ludzi, kim są naprawdę, lecz… potrzebuję odpowiedniego poczucia bezpieczeństwa by móc się tymi rzeczami dzielić, a nie każdy potrafi się obejść z tym co mówię, bo łatwo mnie zranić. Ja raczej swoją głębię poznaję dopiero od jakiegoś czasu, bo kiedyś to nawet nie potrafiłem sięgnąć na tyle głęboko by ją zobaczyć, tylko widziałem że jestem jakiś inny z takich czy innych powodów. Byłem odludkiem przez całe moje życie, nie potrafiłem budować relacji, byłem okropnie wrażliwy i drażliwy, a w głębi zawsze pragnąłem mieć tego przyjaciela, z którym mógłbym spędzić czas i podzielić się tym co we mnie jest, prawdziwym ja. Obecnie też czuję pewien niedosyt w obecnych relacjach z ludźmi, bo wciąż mi brakuje takich osób przy których mogę być autentycznie sobą ze wszystkim co się we mnie dzieje.

    Pozdrawiam Cię Magda!

    1. Hej Danielu,
      Właśnie ostatnio dużo myślę o tym, na ile wysoka wrażliwość koreluje z byciem INFJ… postanowiłam napisać parę artykułów związanych z tym typem osobowości właśnie. Mam nadzieję, że może troszkę Ciebie i innych wesprą 🙂 Trzymaj się ciepło! Magda

  2. Droga Magdo,jeśli tak mogę zacząć!
    Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem.
    Szukam od 1,5 roku Siebie.
    17 letnie małżeństwo z Narcyzem przemocowcem
    Z jednej strony mnie zniszczyło Ale dzięki Tobie też dowiedziałam się dlaczego byłam tak nieszczęśliwa.
    Ta ściana pod którą się znalazłam zmusiła mnie do dokonania wyboru albo zacznę szukać własnej drogi i Siebie albo dojdzie do tragedii.
    Więc szukam.Bardzo Mi Twój blog się spodobał.
    Wiele interesujących rzeczy przeczytałam,które jakby jako osoba wysoce wrażliwa czułam Ale nie potrafiłam ubrać w słowa. Dziękuję za To że zrozumiałam że ja po prostu nie jestem w stanie już nic więcej dla tego małżeństwa zrobić.Odpuszczam.

    1. Hej Izabela,
      Bardzo Ci dziękuję za Twój komentarz! Cieszę się szalenie, że to moje pisanie wsparło Cię, wiem też z doświadczenia, że trudne przeżycia są czasem niemożliwie wręcz trudne ale jak już je uniesiemy, potrafią nas zahartować i przygotować na przyszłość. Życzę powodzenia w poszukiwaniu siebie! 🙂 Jestem dokładnie na takiej samej drodze. Pozdrawiam serdecznie!

  3. Jestem i HSP i mam osobowość INFJ. Całe dzieciństwo przeżyłam widząc “więcej” rzeczy. Mam wrażenie, że już w wieku 7-8 lat funkcjonowałam bardziej w złożonym świecie myślenia dorosłych, niż w świecie dzieci, choć oczywiście nie rozumiałam wielu rzeczy w sposób typowy dorosłym. Rozwód rodziców. Choroby bliskich. Nie dało się mnie przed tym “ochronić”, bo nim ktokolwiek o tym pomyślał – ja to widziałam/słyszałam/czułam gdzieś między wierszami. Wieczorami często nie mogłam zasnąć i słyszałam rozmowy albo kłótnie rodziców, z których wyłaniał mi się obraz świata, w którym po prostu nie chcę żyć. Nie przepadałam za chodzeniem do szkoły, bo nie miałam o czym rozmawiać z rówieśnikami – nudziły mnie “rozmowy” o niczym i bardzo łatwo było mnie zranić. Od czasów licealnych zaczęłam budować mały pancerz.

    Często też przez nadmierną analizę swoich myśli, podatność na uczucia innych (i uwzględnianie ich) i analizę wydarzeń, potrafiłam wygenerować swoim dziecięcym umysłem takie konstrukty, że wszyscy byli bezradni. Potem okazywało się, że wcale sobie czegoś nie wymyśliłam, że nie przesadzam, że to wszystko ma swoje korzenie. To zawsze były najboleśniejsze momenty. Bo zostawałam w nich sama. Moja mama jest ISFJ – potrafiła mnie w jakiś sposób chronić, ale rozmijała się ze mną wrażliwością. Mój ojciec to narcyz.

    Oprócz jednego udanego związku, w którym i tak cały czas wylewały się ze mnie emocje, potem dwukrotnie związałam się z narcyzami. O tym, że ktoś taki istnieje dowiedziałam się dopiero po fakcie (zaczęłam czytać, nie mogąc pojąć swojej reakcji na tzw. “narcystyczną wściekłość”). To były relacje, które sprowadzały mnie do parteru. W pierwszej, za sprawą “wyłączenia” emocjonalnego partnera, zbudowałam tak gruby pancerz (jako HSP nadal nie pogodziłam się z rozpadem kilkuletniej wcześniejszej relacji, więc było to wygodne), że ze swoją wrażliwością i cechami charakteru płakałam… 4 razy. 4 razy w ciągu 1,5 roku. Kiedy myślę o sobie z tamtych czasów, tak naprawdę widzę zupełnie inną osobę.

    W drugim związku z narcyzem moja odbudowująca się wrażliwość była jeszcze “kulawa” – zwiodła mnie ta narcystyczna część, która wiąże się z wrażliwością “pod spodem”, z niskim poczuciem wartości, jakimś lękiem. Kiedy teraz o tym myślę, to fascynujące, że najpierw dostrzegłam to – może dlatego, że “mój” narcyz miał wtedy gorszy czas (przeżył coś trudnego, jakoś zbliżył się do prawdy o sobie – na chwilę). A potem zobaczyłam część narcystyczną i stopniowo było jej coraz więcej, coraz więcej… Myślę, że HSP jest bardzo trudno odejść od narcyza, bo często widzi te jego dwie sprzeczności – cały czas łudzi się, że on na stałe “połączy się” ze swoją wrażliwą stroną. Zna też “sztuczność” tej bezwzględnej części, przez co potrafi ją tolerować, ale też nie umie go zostawić, kiedy zaczyna ją ranić, bo w głębi poczytuje go jako człowieka wrażliwego. To jest ogromna pułapka, gdyż nie sposób rozróżnić w końcu, czy w danym momencie wrażliwość jest autentyczna, czy jest manipulacją – już na służbie narcyzmu. Czy dziś budzi mnie narcyz w dobrej, czy narcyz w złej formie.

    A co robi zdezorientowane HSP, gdy pojawia się kryzys – narcyz cofa swoją uwagę i coraz bardziej oddala się od swojego prawdziwego “ja”? Oczywiście zalewa narcyza falą emocji, falą uczuć i myśli, a on w końcu serwuje… “narcystyczną wściekłość”. Spotkanie z narcystyczną wściekłością to dla mnie jedno z najbardziej surrealistycznych przeżyć w życiu. Przy takim stopniu wrażliwości, HSP “siadają radary”. To jest jak emocjonalna jazda po pijaku. Mój narcyz w tej fazie wykonał regres do kilkuletniego dziecka. Jego zachowania wywoływały we mnie takie stany, że ciemniało mi przed oczami, dostawałam ataków paniki, że to ja wariuję (skrajnie oschłe komunikaty vs. problem HSP, o którym HSP/INFJ – w momencie słabej kondycji, MÓWI NON STOP), psychosomatyka, nadwrażliwość na dźwięki itp. Z takiego spotkania z HSP zostaje strzępek człowieka. On nie niesie już “gara emocji”, tylko prowadzi stołówkę dla plutonu wojska. Zwłaszcza, że porzucony narcyz rzadko od razu odpuszcza.

    Uważam, że dopiero takie doświadczenie pokazało mi, kim naprawdę jestem. Ze względu na cechy narcyza, HSP ma szansę pobyć ze swoimi emocjami i się im dokładnie przyjrzeć, bo narcyz albo je ignoruje albo je kopiuje – oddaje to, co wysyła mu HSP. Nic więcej. Tym sposobem doszłam do etapu, w którym widzę, jak potężną bronią jest wrażliwość. Darem i przekleństwem zarazem. Jak intuicja pozwala INFJtom się chronić. To w 95% przypadków nie są wydumane “przeczucia” czy męczące “coś jest nie tak” i głos wewnętrznego trenera: “wydaje Ci się, jesteś przewrażliwiona”. Wmawianie HSP, że są przewrażliwione jest największą raną zadaną na ich naturze. Jest dla nich więzieniem i pułapką, w które potem same wpadają, bojąc się posłuchać swego wnętrza.

    Dopiero po 30 latach życia docieram do momentu, w którym przestaję się bać siebie – swoich emocji i swoich myśli. Przestaję wierzyć w to, że jestem: nienormalna, histeryczna, przesadzam. Ja to po prostu tak czuję. Gdzieś przeczytałam, że dla INFJ największym bólem jest fakt, że potrzebuje być samotny, ale… wśród ludzi. Jest w tym jakaś prawda. Jest też ogromny smutek – wieczna tęsknota za kimś, kto “zrozumie” to, jak czujemy. Docieram do momentu, w którym szukam równowagi. Równowagi, która pozwoli mi dać płynąć tym emocjom, ale nie mnie zdominować. Mądrości, która pozwoli cieszyć się ze swojej głębi, a jednocześnie, która dopuści do świadomości fakt, że większość ludzi odczuwa coś MNIEJ, ale to nie znaczy, że NIE czuje. Dla HSP to ogromny problem – zrozumieć, że uczucia drugiej osoby, choć o mniejszej mocy, są równie autentyczne. Że początkowe “narcystyczne” zabiegi zwodzą nas często właśnie dlatego, że są tak SILNE. To przyciąga HSP, a jednocześnie szybko daje uczucie fałszu – coś się nie zgadza, coś jest przerysowane. To jest wielkie, ale… puste. HSP intuicyjnie wyczuwa brak głębi i fałsz.

    1. Witaj,

      Bardzo Ci dziękuję za Twoją historię, tak siedzę i myślę o niej i wydaje mi się, że będę myślała jeszcze długo, bo zostało w niej napisane bardzo dużo rzeczy naprawdę szalenie cennych, także raz jeszcze dziękuję za podzielenie się tym.
      Nie miałam szansy doświadczyć “narcystycznego gniewu”, wyobrażam sobie, że zwala się na wrażliwą osobę jak… no właśnie, lawina. Mam taką teorię (swoją własną), że bycie HSP oraz bycie narcyzem wyrastają tak naprawdę z jednego rdzenia bardzo dużej wrażliwości, tylko w tym drugim przypadku musiała ona być kompletnie odcięta. Tym trudniej jest więc znów do niej powrócić.
      Myślę, że jestem na podobnym etapie godzenia się z sobą, pozwolenia emocjom “płynąć” jednocześnie widząc uczucia innych, ale nie pozwalając im, by mnie… “pogwałciły” swoim nawałem (to najlepsze dla mnie słowo).
      Tak, o tym, że inni czują mniej silnie ale ich uczucia są nie mniej autentyczne czasami zapominam. Także za te słowa również dziękuję.
      Będę jeszcze myśleć nad Twoim wpisem.
      Pozdrawiam z serca!

      1. Cześć,
        niestety na takie narcystyczne symptomy byłam narażona od dziecka, dlatego dopiero po czasie rozumiem, jak trudne to były przeżycia. Zgadzam się w pełni co do rdzenia, czyli dużej wrażliwości. Myślę, że gdyby nie wychowanie w dużej mierze “pod okiem” dziadków i płeć (chłopcom kulturowo bardziej “nie pozwala się” na wyrażanie emocji), istniałyby duże szanse, abym sama stała się narcystycznym dzieckiem narcystycznego rodzica.

        Do teraz w relacji z ojcem mam ten problem. Choć nasz kontakt obecnie jest niewielki – w chwilach kryzysu zawsze następuje dziwne doświadczenie, że to właśnie on bardziej (niż moja mama) rozumie natężenie moich emocji, tylko nie umie się z nimi skomunikować, bo nie łączy się ze swoimi. Jest to zarazem ogromny ból dla dziecka, jak i jedyny “punkt zaczepienia” w tym wypadku. Bo tylko na takiej podstawie uczy się budować jakąś nić porozumienia. Niestety, bez nabrania samoświadomości można powtarzać ten schemat latami. I o ile w relacji dorosłe dziecko-rodzic nie mamy trochę wyboru, w relacji z partnerem – każdemu HSP czy/i INFJ radzę jedno: odejść, kiedy tylko się wzmocni. Tkwienie w tego typu związkach jest po prostu ciągłym zaprzeczaniem własnej naturze w połączeniu z dzieleniem się nią “za dwoje”, wypala tego typu osobowości.

        Również pozdrawiam!

Leave a Reply